Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 384
- Ksiądz Mateusz, słucham.
- Szczęść Boże, proboszczu. Z tej strony Andrzej Nowak. Może mnie ksiądz nie kojarzyć, no ale zmarł nasz dziadek i musimy zorganizować pogrzeb. Wiemy, że trzeba przyjść do kancelarii, ale chcielibyśmy ustalić termin, a resztę załatwimy jutro, jak będziemy mieć papiery z urzędu – powiedział głos w słuchawce.
- Przede wszystkim proszę przyjąć wyrazy współczucia, bardzo mi przykro z powodu waszej straty – powiedział Mateusz.
- Dziękuję. To kiedy moglibyśmy zrobić pogrzeb? - zapytał pan Nowak.
- No jest czwartek, pewnie chcielibyście przed niedzielą, więc może w sobotę – zaproponował Mateusz. Ludzie nigdy nie chcieli, żeby ciało leżało przez niedzielę i ten jeden jedyny raz Mateuszowi to wcale nie przeszkadzało.
- My byśmy woleli w poniedziałek albo we wtorek, jak księdzu bardziej pasuje?
- Skoro to ma być w przyszłym tygodniu to dla mnie nie ma żadnej różnicy, ponieważ ja będę na urlopie, a mój zastępca odprawi pogrzeb w dowolnym dniu, który wam odpowiada – odpowiedział Mateusz.
- Jak to? To ksiądz proboszcz nie pochowa naszego dziadka osobiście? - pan Andrzej Nowak wydawał się być zbulwersowany.
- Zapewniam pana, że pański dziadek będzie pochowany w pięknej ceremonii i ksiądz, który ją poprowadzi na pewno stanie na wysokości zadania – odpowiedział spokojnie Mateusz. - Ja natomiast mam tylko tydzień, w którym mam zastępstwo i mogę odpocząć – dodał.
- No ja bynajmniej nie podważam księdza prawa do odpoczynku, ale wydaje mi się, że mój dziadek, po tym co zrobił w swoim życiu, zasługuje na to, aby jego pogrzeb poprowadził jego własny proboszcz. Szczerze mówiąc, to byłem przekonany, że ksiądz proboszcz zaprosi też innych księży, a tu widzę, że dla księdza wakacje ważniejsze niż duszpasterstwo – powiedział pan Nowak, a Mateusz odsunął na chwilę telefon od twarzy i westchnął.
- „Naprawdę Panie Boże?” - pomyślał, westchnął i przyłożył telefon do ucha.
- Proszę mi wybaczyć, ale nie kojarzę pańskiego dziadka, jeśli ma pan czas, żeby mi go przypomnieć, to ja oczywiście chętnie posłucham. Oczywiście, jeśli nie chce pan teraz o tym rozmawiać, bo pewnie macie w tej chwili wiele rzeczy do załatwienia, możemy się spotkać na spokojnie...
- Proszę księdza – wszedł mu w słowo pan Nowak, - mój dziadek, Bonifacy Nowak, był przez wiele lat radnym i wiele zrobił dla tej społeczności, zanim nie przyszli ci popaprańcy z „Solidarności”, co to się wypromowali na styropianie. Mimo wszystko dziadek nigdy nie stracił swojej społecznej wrażliwości, chociaż już od dobrych 30 lat, nie miał większego wpływu na bieg historii. Ale w swoich najlepszych latach on historię TWORZYŁ! Rozumie ksiądz? - gorączkował się wnuczek zmarłego, a Mateuszowi z prostego rachunku wychodziło, że to tworzenie historii musiało mieć miejsce w czasach komuny. A on naprawdę już myślał, że nie będzie się musiał mierzyć z reliktami tego czasu. Zmarły oczywiście powinien być pochowany jak Pan Bóg przykazał, ale wyglądało na to, że wnuczek oczekiwał nie wiadomo jakich honorów.
- Proszę pana, rozumiem, że w tej chwili najważniejsze jest byśmy ustalili datę pochowku pańskiego dziadka, prawda? - powiedział spokojnie Mateusz.
- Tak. Proszę podać dzień w przyszłym tygodniu, kiedy ksiądz proboszcz go pochowa tak, jak sobie dziadek na to zasłużył – powiedział pan Nowak.
- To niech będzie poniedziałek o godz. 13.00, dobrze?
- Jak najbardziej! Rozumiem, że w poniedziałek o 13.00 ksiądz proboszcz odprawi nabożeństwo żałobne za dziadka. Dziękuję – powiedział pan Nowak z satysfakcją.
- Nabożeństwo będzie w poniedziałek, tak, ale nie powiedziałem, że ja będę je celebrował. Od poniedziałku mam urlop i ksiądz, który mnie zastąpi, będzie godnie modlił się za pańskiego dziadka – uściślił Mateusz.
- Tyle gadacie o przebaczeniu, ale widzę, że nie potraficie dziadkowi przebaczyć, że zablokował budowę kościoła na Gradoniu! A zrobił znakomicie, bo tam kościół był niepotrzebny, co doskonale widać teraz, kiedy solidaruchy dali pozwolenie i nie potraficie nawet murów postawić – pan Nowak już nie panował nad sobą.
- Szczerze panu powiem, że nie mam zielnego pojęcia, o czym pan mówi – wyznał Mateusz. - Naprawdę myślę, że lepiej będzie poprzestać na tym ustaleniu, że pogrzeb będzie w poniedziałek o 13.00, a inne sprawy ustalimy osobiście w kancelarii, kiedy państwo przyjdziecie z dokumentami. I proszę mi wierzyć, że nie mam żadnej złej woli, współczuję państwu śmierci dziadka i zrobię wszystko żeby był godnie pochowany – zakończył Mateusz i zamilkł. Po drugiej stronie linii również zapadła dłuższa chwila ciszy.
- Dobrze. To do zobaczenia – powiedział pan Nowak i przerwał połączenie.
Mateusz ponownie westchnął głęboko i wybrał numer do Macieja.
- O, widzę że po długim letargu nagle nie możesz się ze mną nagadać – roześmiał się przyjaciel natychmiast po odebraniu połączenia. - Czyżbyś już znalazł dla nas bilety na jakiś koncert?
- Nie, nawet jeszcze się za to nie zabrałem. Zresztą nie wiem, czy to był najlepszy pomysł – odparł Mateusz.
- Zaraz, zaraz! Co ty mi tu kombinujesz? Dziesięć minut temu wydawało się, że się świat zawali, jeśli natychmiast nie wybierzemy się na jakiś koncert, a teraz nie wiesz, czy to dobry pomysł? Co się stało? - Maciej zorientował się, że coś musiało wydarzyć się w trakcie kilku minut pomiędzy ich rozmowami.
- Zadzwonili z pogrzebem i upierają się, żeby był w poniedziałek, a mieliśmy w niedzielę wyruszyć gdzieś odpocząć...
- No przecież mówiłeś, że masz załatwione zastępstwo – lekko zirytował się Maciej, który co prawda wcześniej droczył się z kolegą, ale tak naprawdę też cieszył się na wspólny wyjazd. - Chyba ten ksiądz ma prawo odprawiania pogrzebów, co?
- No jasne, że tak, ale wnuk zmarłego sugerował, że to ja powinienem...
- No to mów od razu, że to ktoś zasłużony w parafii i ci zależy...
- Sęk w tym – Mateusz wszedł w słowo koledze, - że ja zupełnie nie znam ani zmarłego, ani jego wnuka. W dodatku z tych niewielu informacji, których mi udzielił wynika, że ten dziadek to był raczej aktywny w czasie komuny i ponoć nawet blokował wydanie pozwolenia na budowę kościoła na Gradoniu. Wiesz, że ja nigdy nie czynię różnicy w pochowku osób nawet dalekich od Kościoła, ale...
- Zaraz, zaraz! Jeśli chodzi o kościół na Gradoniu, to ja coś niecoś wiem na ten temat. Jak się ten człowiek nazywał?
- Bonifacy Nowak – wyjaśnił Mateusz.
- O rany! Kogo mi przypomniałeś! Słynny Bonifacy, no jasne że go kojarzę. Chłopie, to nawet nie masz co mieć dylematów i powiem ci więcej, całe szczęście, że masz zaplanowany urlop i masz zastępcę, bo inaczej musiałbyś jakoś się do tego odnieść, a przecież wielu ludzi pamięta jak on walczył z Kościołem – zakończył swój wywód Maciej i zapadła cisza.
- No nie! - jęknął wreszcie Maciej po kilkudziesięciu sekundach. - Tylko mi nie mów, że teraz tym bardziej jesteś przekonany, żeby poprowadzić ten pogrzeb... Ja pierdzielę, ja ciebie człowieku nie rozumiem. Bóg ci podsuwa jak na patelni rozwiązanie trudnej sytuacji, możesz postępować zgodnie z planem, a ty zapewne nagle poczułeś, że masz misję do spełnienia.
- Nie chodzi o misję, czy coś, ale masz rację, że chyba jednak wezmę ten pogrzeb – powiedział Mateusz. - Rodzina nie powinna myśleć, że w jakiś sposób...
...chcę ich ukarać za grzechy dziadka – dokończył za niego Maciej. - Wiedziałem, że tak będzie. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to rodzina będzie sobie zatykać nos i uszy podczas tego pogrzebu w kościele, jeśli w ogóle tam się pojawią.
- No, ale przecież sam wnuk prosił, żeby proboszcz poprowadził ceremonię – zauważył Mateusz.
- Prosił czy żądał? - zapytał Maciej.
- No, zależało mu.
- Czyli żądał – uciął krótko Maciej. - Rób jak chcesz, jeden dzień urlopu w tę czy w tamtą nie czyni różnicy, w końcu wyjeżdżamy odpocząć co chwilę – zauważył sarkastycznie Maciej.
- Jutro przyjdą do kancelarii, dam ci znać.
- I tak już wiem jaki będzie finał. Cześć! - Maciej przerwał połączenie.
***
W piątek po Mszy w kancelarii nie było żadnego ruchu, więc kiedy pojawiły się dwie ubrane na czarno osoby z dokumentami w dłoni Mateusz był pewien, że to rodzina zmarłego.
- Dzień dobry, chcieliśmy dopełnić formalności pogrzebu naszego zmarłego dziadka – powiedziała kobieta.
- Tak, tak, pamiętam, zdaje się że właśnie z panem – Mateusz skinął głową mężczyźnie – wczoraj rozmawiałem. Proszę usiąść.
- Nie, nie, to mój kuzyn do księdza dzwonił – wyjaśnił mężczyzna.
- Ach rozumiem – odparł Mateusz zaskoczony. - Bylem przekonany, że pan Andrzej przyjdzie załatwiać formalności, wydawał się być mocno zaangażowany w przygotowania ceremonii.
- Nasz kuzyn jest specyficzny – mężczyzna wymienił znaczące spojrzenie z towarzyszącą mu kobietą.
- Nie wiem czy specyficzny, ale sugerował, że dziadek zasługuje na piękną oprawę pogrzebu, obecność proboszcza, albo nawet i innych księży...
- Proszę księdza – przerwała mu kobieta. - Przepraszam, ale może powiem od razu, jak sprawy wyglądają. Nasz dziadek nie był osobą religijną, my też jesteśmy raczej agnostykami, tak nas wychowali rodzice, którzy żyją na emigracji. Było natomiast wolą babci, małżonki Bonifacego, która z kolei była osobą bardzo wierzącą, żeby dziadka pochować z ceremonią religijną. I babcia, która też zmarła kilkanaście lat temu, zastrzegła, że księża mają prawo nawet się nie zgodzić i ona by to zrozumiała. Znała męża i jego poglądy. Ale zależało jej na tym, dlatego prosimy o taki pochówek. Skromny, bez udawania, że dziadek był kimś innym niż był. Natomiast kuzyn Andrzej jest mocno zaangażowany w skrajnie lewicową działalność i chyba chce zrobić z tego pogrzebu jakiś manifest. My się z tym absolutnie nie utożsamiamy. Jeśli ksiądz zgodnie z wolą babci zgodzi się na pogrzeb katolicki, to to jest wszystko o co prosimy.
- Rozumiem – powiedział Mateusz uśmiechając się, że Maciej tym razem trafił kulą w płot. - I dziękuję państwu za szczerość.
Jeremiasz Uwiedziony
CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!