TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 31 Sierpnia 2025, 20:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 380

Jasna i ta druga strona księży(ca) odc. 380

Mateusz właśnie zakończył Eucharystię i wszedł do zakrystii. Zdjął szaty liturgiczne i uklęknął na klęczniku przed małą gablotką, w której umieszczone były modlitwy kapłana do odmówienia przed i po Mszy Świętej. Ze wstydem zdał sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu nie odmówił żadnej z nich. Przypomniał sobie parafię swojego dzieciństwa, gdzie w zakrystii była część oddzielona kotarą i to tam księża ubierali szaty liturgiczne, a także modlili się przed i po Mszy Świętej. Było nie do pomyślenia, żeby ktoś z ministrantów wszedł za tę kotarę, nie mówiąc o innych ludziach. Owszem były już wtedy osoby, które z jakichś przyczyn uważały, że mogą Mszę przeżywać w zakrystii, ale nawet im by do głowy nie przyszło, żeby przeszkadzać księdzu tuż przed lub tuż po Eucharystii.

Było w tym coś mistycznego, naprawdę: ksiądz, który jest zwykłym człowiekiem, potrzebuje chwili czasu, żeby się przygotować by być drugim Chrystusem w tajemnicy Mszy Świętej, a po niej, aby znowu powrócić do bycia zwykłym człowiekiem. Tak to Mateusz widział jako młody ministrant i nie był w tym odosobniony. Oczywiście w miarę upływu lat pojawili się i w jego rodzinnej parafii młodzi księża, którzy wpadali do zakrystii trzydzieści sekund przed Mszą, więc trudno podejrzewać, żeby się jakoś do niej szczególnie przygotowywali przez modlitwę, a w końcu pojawił się i nowy proboszcz, który zrobił remont zakrystii, a kotarę wyrzucił. I od tego czasu ksiądz się ubierał przy wszystkich obecnych, czasami jeszcze chodził po zakrystii już w albie, a z ornatem w ręku zagajając do ministrantów, czy też do świeckich. Czy to był jakiś postęp? Krok we właściwym kierunku? Chyba nie. Bo obecnie to wygląda tak, że ksiądz jeszcze dobrze nie pokłoni się krzyżowi i już „atakują” go ewentualni interesanci. Często ma się właśnie na głowie ściąganą albę i z zewnątrz dochodzi głos: „Proboszczu, a Mszę to można zamówić?” Raz się zdarzyło, że Mateusz w tym momencie przerwał proces ściągania alby i z zakrytą głową, tak jak stał, odpowiedział:
- Niestety nie.
- Jak to nie? - zdziwiła się pani.
- No bo z tą albą na głowie nie dam rady nic zapisać – odparł Mateusz ku swojej zgubie, bo pani ciężko się obraziła.

Mateusz często się zastanawiał, dlaczego tak łatwo pozbawiamy się w Kościele naprawdę dobrych, a nawet niezbędnych zwyczajów. Jak tu potem mówić ludziom, żeby się dobrze przygotowali do Mszy Świętej, żeby się nie spóźniali, skoro ksiądz sam wpada w ostatniej chwili. I wcale nie chodzi o sytuacje, kiedy jeszcze chwilę wcześniej był w konfesjonale, bo to jest zrozumiałe. A sprawując sakrament już się jakoś przecież przygotowywał. Chodzi bardziej o sytuacje, kiedy „ze świata” się wpada do zakrystii. Znał księdza, który w przypadku jakichś mistrzostw świata czy Europy w piłce nożnej tak wyznaczał godzinę Mszy, żeby mniej więcej w przerwie meczu „się wyrobić”. I był to bardzo sympatyczny i fajny ksiądz, dobry kapłan, ale... No właśnie. 

Przypomniał mu się jeszcze wykład z historii Kościoła w seminarium, jak nieodżałowany profesor Józef Swastek opowiadał im o papieżu Janie Pawle I. Miał on zwyczaj, aby każdego ranka przed odprawieniem osobiście Mszy Świętej, najpierw w ramach przygotowania do niej, służyć do Mszy jako... ministrant swojemu sekretarzowi. Ks. profesor Swastek opowiadał o słynnym dniu przedwczesnej śmierci papieża.
- Ksiądz sekretarz o poranku już ubrany w szaty liturgiczne i gotowy do Mszy Świętej czeka, ale ministrant się nie pojawił.

Nie wiem, czy tak było rzeczywiście, ale faktem było piękne przygotowanie się do Mszy pokornego Jana Pawła I. Jeszcze jedno wspomnienie przemknęło mu przez myśl, związane z pewnym kościołem w Stanach Zjednoczonych, gdzie na kredensji w zakrystii, przy której ubierali się księża, były jeszcze tabliczki z modlitwami po łacinie, które należało odmawiać podczas zakładania kolejnych szat liturgicznych. Na przykład zakładając humerał kapłan mówił: „Włóż, Panie, na głowę moją przyłbicę zbawienia dla odparcia napaści szatańskich”, zakładając albę: „Wybiel mnie, Panie, i oczyść serce moje, abym obmyty we krwi Baranka, cieszył się radością na wieki”, przewiązując się cingulum: „Przepasz mnie, Panie, pasem czystości i zgaś we mnie ogień pożądliwości, aby królowała we mnie cnota wstrzemięźliwości i czystości”. Natomiast zakładając ornat prosił: „Panie, któryś rzekł: Jarzmo moje jest słodkie, a brzemię lekkie: spraw, abym je tak nosić umiał, abym zasłużył na łaskę Twoją”. Piękne modlitwy, a były jeszcze i inne, ale dzisiaj odmawiają je pewnie tylko ci księża, którzy odprawiają Mszę w rycie tradycyjnym. Komu to przeszkadzało? Mateusz kochał liturgię taką, jaką znał przez całe swoje życie, ale nie rozumiał, dlaczego pewne rzeczy uznano za zbędne. 

Klęczał tak przed tymi modlitwami kapłańskimi i rozmyślał, de facto jeszcze nie odmówiwszy żadnej z nich. Wreszcie otworzył oczy i odczytał psalm dziękczynny i dopiero wstając z głośnym stęknięciem zauważył, że ktoś mu się przygląda zza uchylonych drzwi.
- Przepraszam, nie wiedziałem, że ktoś na mnie czeka – wytłumaczył się Mateusz, który na pewno dźwignąłby się znacznie wcześniej wiedząc, że ktoś czeka, zwłaszcza że większość czasu ni tyle się modlił co wspominał.
- Ależ, proszę księdza nie ma za co! Cóż za piękny i budujący widok kapłana, który na klęcząco robi dziękczynienie po Mszy Świętej – powiedział mężczyzna w wieku zbliżonym do Mateusza.
- Szczerze się panu przyznam, że owszem modliłem się również, ale też i zamyśliłem się nad różnymi sprawami – wyznał Mateusz.
- To księdza sprawa, nie ma żadnej potrzeby, żeby ksiądz się przede mną tłumaczył – powiedział mężczyzna.
- Czy mogę panu w czymś pomóc? - zapytał z uśmiechem Mateusz.
- Taką mam nadzieję, oczywiście jeśli nie przeszkadzam.
- W żadnym wypadku, właśnie zmierzałem do kancelarii, więc zapraszam – Mateusz ruszył pierwszy.
- Zanim dojdziemy do kancelarii i do rzeczy chciałbym czcigodnego zapytać, czy nie dałoby się coś zrobić z tym bezbożnym zwyczajem przyjmowania Komunii Świętej na rękę.... Widzi ksiądz, ja rozumiem, że ta pandemia to wszystko nam skonfundowała, ale może teraz już możemy powiedzieć stop tym idiotyzmom i przywrócić rzeczy do ich naturalnego porządku...
- Proszę pana, muszę ten temat od razu uciąć. Ja mam swoje przekonania na temat przyjmowania Komunii Świętej, ale zachowam je dla siebie. Bo sprawa jest prosta. Kościół, którego jestem częścią, dopuszcza przyjmowanie Komunii Świętej zarówno do ust, jak i na dłoń. I tak było już przed pandemią. A ja prezentują stanowisko Kościoła. U nas w parafii można przyjmować Komunię i tak, i tak, bez żadnej dyskryminacji, to znaczy nie odsyłamy jednych bądź drugich do kaplicy po Mszy Świętej. Podczas każdej Mszy można przyjąć Komunię na klęcząco do ust przy balaskach, na stojąco do ust i na stojąco na dłoń. Na sytuację w innych parafiach czy kościołach nie mam wpływu. I wie pan co, naprawdę wystrzegałbym się oceniania innych, bo przyjmują Komunię w taki czy inny sposób. To nie jest chrześcijańskie. Więc ten temat uważam za zamknięty. Ale rozumiem, że pan w zupełnie innej sprawie, tak? - zapytał Mateusz siadając za biurkiem i wskazując krzesło mężczyźnie.
- Rzeczywiście – mężczyzna miał dość kwaśną minę po poprzedniej odpowiedzi, ale Mateusz nie miał najmniejszego zamiaru wchodzić w dyskusję na zaproponowany temat.
- To proszę bardzo – Mateusz uśmiechnął się zachęcająco i może nawet nieco przepraszająco za dość gwałtownie ucięty temat Komunii Świętej na rękę.
- Zasadniczym powodem mojej wizyty u czcigodnego jest kwestia związana z cmentarzem. Chodzi mi mianowicie o pewne drzewo i jego wycinkę – mężczyzna odzyskał rezon, czego dowodem było ponowne użycie słowa „czcigodny”. Mateusz miał takie przekonanie, że zwykle tego określenia używają osoby czujące się w dobrej konfidencji z kapłanem, nawet jeśli dobrze go nie znają.
- Aha, rozumiem. To dość częsta kwestia w naszej parafii, ale jeśli mi pan lepiej wyjaśni, o które drzewo chodzi, to być może okaże się, że sprawa już jest w toku, bo właśnie przed kilkoma dniami skierowałem pismo o zgodę na wycinkę kilku drzew. Może mi pan tutaj na mapie wskazać, choćby mniej więcej sektor, albo opisać obok jakich grobów to drzewo się znajduje? - Mateusz skierował w stronę petenta ekran komputera z wyświetlonym planem nekropolii.
- To jest dokładnie to drzewo – pan wskazał palcem punkt na planie.
- Sektor B, rząd 9, obok kwater 12 i 16. Wspaniale! Rzeczywiście ma pan szczęście, bo już wystąpiłem o jego usunięcie. Więc tylko czas na uzyskanie odpowiedzi, zwykle jest to formalnością i będziemy organizować wycinkę – Mateusz był bardzo zadowolony z siebie i z faktu, że chociaż raz się okazało, że jest jakiś szerszy konsensus w tych sprawach.
- Czyli jest dokładnie tak, jak myślałem. Dopięli swego – powiedział, a właściwie syknął mężczyzna.
- Czy coś jest nie w porządku proszę pana? - zaniepokoił się Mateusz.
- Zdecydowanie. Bo ja nie przyszedłem prosić o wycinkę tego drzewa, ale prosić żeby go nie wycinano! Przecież na tym cmentarzu nie może być jak na patelni, żeby się wszyscy smażyli... Ja rozumiem, że komuś może się nie chcieć sprzątać co chwilę pomnika, bo skoro jest drzewo, to są i ptaki, a jak ptaki to i odchody, ale żeby z tego powodu wycinać stare drzewo, które daje cień? Na to nie ma mojej zgody! - wykrzyczał.
- Proszę pana, administratorem cmentarza jest parafia i to parafia podejmuje decyzję w oparciu o zgodę z odpowiedniego urzędu. Była prośba i...
- To ja już się postaram, aby urząd tej zgody nie wydał. Zobaczymy, czy to „czysta formalność”. Żegnam! - mężczyzna wstał i wyszedł, a Mateusz najwyraźniej przestał być „czcigodnym”.- Założę się, że ci co zgłosili prośbę o wycięcie drzewa przyjmują Komunię na rękę – powiedział do siebie Mateusz.

Jeremiasz Uwiedziony 

 

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!