Jak wspierać dziecko w szkolnych relacjach?

Kiedy myślimy o początku września, przed oczami mamy plan lekcji, nowe podręczniki i wymagania. Kartkówki, stopnie, obowiązki. Tymczasem szkoła jest także intensywnym laboratorium relacji. Dla wielu uczniów większym źródłem napięcia niż sprawdzian z matematyki bywa długa przerwa na korytarzu.
Po wakacjach dziecko wraca do klasy pełnej osób o różnych temperamentach i potrzebach. Jak przygotować je na ten społeczny skok na głęboką wodę?
Mięśnie społeczne wymagają treningu
Umiejętności społeczne nie są nam dane raz na zawsze. Są jak mięśnie: rozwijają się dzięki ćwiczeniu. Odczytywanie sygnałów niewerbalnych, przyjmowanie odmowy, czekanie na swoją kolej, asertywność czy przegrywanie to kompetencje, których dzieci uczą się latami.
Gdy część kontaktów przenosi się do komunikatorów, może ubywać okazji do rozmowy twarzą w twarz. W szkole i podczas treningu umiejętności społecznych spotykamy dzieci, którym trudno rozpoznać intencje innych albo uwzględnić potrzeby grupy. Zamiast mówić: „Nie umiesz dogadać się z kolegami”, warto pomyśleć: „Być może potrzebujesz pomocy i nowych narzędzi”.
Rodzic najpierw słucha
Kiedy dziecko mówi, że zostało wyśmiane albo pokłóciło się z przyjacielem, dorosły łatwo wchodzi w rolę sędziego lub adwokata. Zaczyna przesłuchanie: „A co ty mu powiedziałeś?”, „Trzeba było iść do pani!”, „Znajdź sobie innych kolegów”.
Tymczasem dziecko najpierw potrzebuje spokojnego słuchacza. Możemy powiedzieć: „Słyszę, że bardzo cię to rozzłościło. To musiało być przykre”. Nazwanie emocji nie oznacza zgody na każde zachowanie. Pomaga jednak obniżyć napięcie i wspólnie poszukać rozwiązania.
Rodzic nie powinien przy tym pozostawać bierny. Gdy pojawia się przemoc, uporczywe wyśmiewanie, izolowanie lub realne zagrożenie, potrzebna jest stanowcza interwencja dorosłych.
Talenty to nie tylko oceny
Wrzesień bywa początkiem wyścigu po stopnie. Łatwo wtedy oceniać dziecko przez pryzmat dziennika. Tymczasem szóstka z biologii nie gwarantuje szczęścia, a trójka z fizyki nie przekreśla dobrej przyszłości. Angielska pedagog i reformatorka edukacji Charlotte Mason pisała, że „edukacja jest atmosferą, dyscypliną i życiem”. Szkoła pozostaje tylko częścią wychowania. Rodzice są pierwszymi i głównymi wychowawcami dzieci. Ich zadaniem jest nie tylko wspieranie nauki, lecz także odkrywanie zdolności, kształtowanie sumienia i uczenie miłości bliźniego.
Wartość dziecka nie zależy od ocen ani osiągnięć. Wyrasta z jego godności osoby stworzonej i kochanej przez Boga. Empatia, życzliwość, cierpliwość i gotowość pomocy nie zawsze pojawiają się na świadectwie, ale z nich buduje się dojrzałość i świętość codzienności. Chrystus przypomina: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).
Zmieńmy najważniejsze pytanie
Jeśli po szkole pytamy wyłącznie o oceny, dziecko może usłyszeć: „Twoja wartość zależy od wyników”. Dlatego zamiast ograniczać się do pytania: „Co dziś dostałeś?”, zapytajmy także:
„Co było dziś dla ciebie trudne?”
„Kto okazał ci życzliwość?”
„Komu ty dzisiaj pomogłeś?”
„Co sprawiło ci radość?”
Szkoła jest miejscem zdobywania wiedzy, ale również spotkania z drugim człowiekiem. Gdy dom pozostaje bezpieczną, wspierającą przystanią, dziecku łatwiej przejść przez szkolne porażki i konflikty, nie gubiąc siebie.
Grzegorz Zawada
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!