TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 07 Maja 2026, 13:21
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Gdy jeszcze było ciemno 

Gdy jeszcze było ciemno 

Miłość to nie tanie emocje, to odwaga stania przy krzyżu, gdy inni ukrywają się w swoim lęku. Czy w hałasie świata potrafisz usłyszeć, jak Jezus woła Cię po imieniu i zna Twoją najgłębszą prawdę?

Maria Magdalena spotkała Go jako pierwsza. Kilkadziesiąt godzin wcześniej niewielu stanęło pod krzyżem Jezusa. Ona miała odwagę trwać przy swoim Mistrzu i Przyjacielu w dniu Jego próby i krzywdy. W niedzielny poranek, gdy tylko było to możliwe z uwagi na zachowanie Prawa, pobiegła do grobu, podczas gdy Apostołowie siedzieli zmrożeni lękiem o swoje życie, przyszłość, o własny wizerunek. Ona jedna nie kalkulowała, nie zastanawiała się, jak powinna postąpić, czy nie naraża się na niebezpieczeństwo lub kompromitację. Pobiegła tam, bo tak podpowiadało jej serce - tak bardzo zdolne do miłości, której chyba nie byli w stanie pojąć Apostołowie. 

Nie rozpoznała Go od razu. Zwykło się mawiać, że to nadmiar emocji przyćmił jej wzrok i odebrał zdolność jasnego myślenia, ale nie tylko ona miała problem ze zidentyfikowaniem stojącego przed nią mężczyzny - jest to przecież stały element chrystofanii. Poza tym przecież kiedy ostatnio widziała Jezusa, miał zakrwawioną i zmasakrowaną twarz, a teraz spotkała Jezusa już w chwale Jego zmartwychwstania. Czy była więc nadto emocjonalna? Nie, na pewno była zrozpaczona po stracie Przyjaciela, nie rozumiała tego, czego świadkiem się stała, ale z pewnością nie była pod wpływem tanich emocji czy histerii. Łatwo jednak postawić jej ten zarzut, gdy nie starcza nam odwagi, by kochać.

Maria Magdalena nas zawstydza. Ona nie sprzedała Jezusa za 30 srebrników swojego świętego spokoju czy dobrostanu. Ona była wierna, lojalna do końca i kochała żarliwie, a ta miłość dała jej siłę, by stanąć twarzą w twarz z bólem, pustką i martwym ciałem. Apostołowie - mężczyźni, którzy mieli być opoką - pochowali się w grobie swojego strachu, bali się odpowiedzialności, konsekwencji i prawdy o tym, co się stało. Dlatego to ona stała się Apostołką Apostołów. Rozpoznanie dokonuje się nie poprzez wzrok, ale przez wołanie po imieniu. Maria rozpoznaje Zmartwychwstałego nie dzięki zmysłom czy intelektualnej kalkulacji, ale dzięki relacji - relacji pasterza i owcy, nauczyciela i uczennicy. Jezus przemawia do niej z miłością i czułością jednocześnie wskazując, że ich więź nie jest już czysto ludzka, ale jest wezwaniem do wiary w nowym wymiarze. Jezus, wypowiadając jej imię, nie tylko pozwolił się rozpoznać, ale przede wszystkim potwierdził, że zna ją i jej wnętrze - Maria usłyszała swoje imię sercem, bo tylko tam, w najgłębszej prawdzie o sobie, mogła spotkać Kogoś, kto nie lękał się jej miłości, jej bólu, ani jej oddania. 

Na każdej Mszy Świętej Jezus przychodzi cicho, dyskretnie, tak trudny do rozpoznania w białym kawałku chleba. Przychodzi, gdy często jest jeszcze ciemno w naszym życiu, by rozproszyć mrok cierpienia. Czy biegniemy na to spotkanie z ufnością, oddaniem i utęsknieniem? Czy jesteśmy w stanie usłyszeć, jak wzywa nas po imieniu przez swoje słowo? Czy nie zamykamy się w lęku przed opiniami innych, własnym egoizmie i duchowym lenistwie? A przede wszystkim czy mamy odwagę kochać tak jak Maria Magdalena? Miłością aż po grób, miłością aż po zmartwychwstanie. 

Daria Kędzierska 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!