TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 09:00
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dzieciństwo Apostołki Miłosierdzia

Dzieciństwo Apostołki Miłosierdzia

Helenka Kowalska - św. siostra Faustyna, apostołka Bożego Miłosierdzia - przyszła na świat w małej izdebce w domu rodzinnym w Głogowcu, a już dwa dni po narodzinach została ochrzczona w kościele parafialnym w Świnicach Warckich. Tutaj właśnie przyszła święta spędziła dzieciństwo i młodość.

Już jako małe dziecko, rozmiłowana była w modlitwie. Mając pięć lat stroiła ołtarzyki, a zbieranie polnych kwiatków i zdobienie nimi przydrożnych kapliczek i obrazów było jej ulubionym zajęciem. Potem zwoływała dzieci do ukwieconych kapliczek na wspólną modlitwę.
Rodzice Marianna i Stanisław przez wiele lat nie mieli potomstwa, ale nie załamali się, tylko zawierzyli Opatrzności Bożej. Mama zawsze mówiła, że „jak Bóg będzie chciał to i dzieci będą”. Po 10 latach małżeństwa Pan Bóg obdarzył ich dziesięciorgiem dzieci. Helenka urodziła się jako trzecia z tej gromadki.

Narodziny Helenki

Rodzice Helenki poznali się w pobliskim Dąbiu nad Nerem, gdzie w 1892 roku przyjęli sakrament małżeństwa. Kilka lat po ślubie nabyli niewielki skrawek ziemi we wsi Głogowiec (obecnie województwo łódzkie), gdzie pobudowali dom z charakterystycznego dla okolicy białego kamienia, przeplatanego niewielką ilością cegły. Chata pokryta była strzechą, posiadała jedną izbę, kuchnię, sień i warsztat ciesielski, w którym pracował ojciec. Przy domu była studnia, „chlebownik”, w którym pachnące bochny, na liściach łopianu wypiekała mama. Był też ogród z rozmaitymi kwiatami i kwitnącymi wiosną owocowymi drzewami. Rosła tam też grusza, a na jej pniu umieszczona była mała kapliczka. Było to ulubione miejsce do modlitwy dla małej Helenki.
Data jej urodzin także była mistyczna, ponieważ Helenka przyszła na świat 25 sierpnia 1905 roku, w wigilię święta Matki Bożej Częstochowskiej. Warto podkreślić, że w ówczesnej diecezji kujawsko-kaliskiej był to pierwszy rok obchodów uroczystości ku czci Jasnogórskiej Matki i Królowej, która dla ojczyzny pogrążonej w głębokiej niewoli zaborów (tutaj rosyjskiego) była jedyną nadzieją dla Polaków.

Chrzest po dwóch dniach

Dwa dni później, 27 sierpnia 1905 roku, w kościele parafialnym pw. św. Kazimierza w Świnicach Warckich (dzisiaj sanktuarium Urodzin i Chrztu św. Faustyny Kowalskiej) otrzymała chrzest święty. Wodę chrzcielną na głowę przyszłej Świętej wylał proboszcz ks. Józef Chodyński. „Działo się to w Świnicach, 27 sierpnia 1905 roku o godzinie pierwszej po południu. Stawił się Stanisław Kowalski, rolnik lat 40 z Głogowca, w obecności Franciszka Bednarka lat 35 i Józefa Stasiaka lat 40, obydwaj rolnicy z Głogowca, i okazali nam dziecię płci żeńskiej urodzone we wsi Głogowiec 25 sierpnia bieżącego roku o godzinie ósmej rano od jego ślubnej małżonki Marianny z Babelów, lat 30. Dziecięciu temu na chrzcie św. odbytym w dniu dzisiejszym zostało nadane imię Helena, a rodzicami jego chrzestnymi byli Konstanty Bednarek i Marianna Szewczyk” - taki zapis obrzędu chrztu świętego w Księdze parafialnej pozostawił proboszcz ks. Józef Chodyński. Akt sporządzono w języku rosyjskim, bo były to czasy zaborów i Polski nie było na mapie Europy. Ojciec Helenki – Stanisław Kowalski jako jedyny podpisał się pod tym zapisem po polsku, chrzestni jako niepiśmienni w oznaczonym miejscu potwierdzili fakt krzyżykiem. W dawnym kościele parafialnym, dziś Sanktuarium Urodzin i Chrztu św. Faustyny, jest ta sama chrzcielnica, przy której została ochrzczona Helenka Kowalska. A tak o chrzcie św. sama pisała w Dzienniczku: „Dzięki Ci Boże za chrzest święty, który mnie wszczepił w rodzinę Bożą. Jest to dar łaski wielki i niepojęty, który nam dusze przeobraża” (1286).

Pierwsze powołanie

Od najmłodszych lat Helenka odznaczała się umiłowaniem modlitwy. W siódmym roku życia usłyszała w sercu głos Boży, wzywający ją do życia doskonalszego. Było to podczas wieczornej modlitwy Kościoła – Nieszporów, w kościele parafialnym, przed wystawionym do adoracji Najświętszym Sakramentem. „Od najmłodszych lat pociągał mnie ku sobie Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie. Mając siedem lat, kiedy byłam na nieszporach, a Pan Jezus był wystawiony w monstrancji, wtenczas po raz pierwszy udzieliła mi się miłość Boża i napełniła moje małe serce, i udzielił mi Pan zrozumienia rzeczy Bożych; od tego dnia aż do dziś wzrasta moja miłość do Boga utajonego, aż do najściślejszej zażyłości. Cała moc mojej duszy płynie z Najświętszego Sakramentu” (Dz. 1404).
W kościele parafialnym św. Faustyny znajduje się konfesjonał z XIX wieku, który był świadkiem jej pierwszej spowiedzi. Dziewięcioletniej Helence rozgrzeszenia udzielił wówczas ks. Roman Pawłowski, proboszcz parafii w latach 1913–1924. Z jego rąk Helenka przyjęła też pierwszą Komunię świętą. Ks. Roman został rozstrzelany przez Niemców na początku II wojny światowej, a miejscem egzekucji był rynek kaliski, niedaleko bazyliki św. Józefa. W pamięci przetrwało opowiadanie o małej Helence, wracającej po uroczystości Pierwszej Komunii Świętej do domu. Sąsiadka widząc, że dziecko idzie samo z kościoła do domu, wyraziła swoje wielkie zdziwienie, na co dziewczynka odpowiedziała: „Nie jestem sama! Jest ze mną Pan Jezus!”.

Po szkole na służbę

W biografii św. Faustyny, Ewa Czaczkowska napisała: „W 1917 roku Helena poszła do szkoły, którą właśnie uruchomiono w Świnicach. Po budynku nie ma dziś śladu. Stał w pobliżu kościoła, przy drodze prowadzącej do Łęczycy”. Tak więc Helena Kowalska z pobliskiego Głogowca zaczęła naukę w wieku 12 lat. Znała ona już dobrze sztukę pisania i czytania, których nauczył ją ojciec. Miejscowy nauczyciel odkrył w niej wyjątkową pracowitość.
Progi szkoły opuściła po niecałych trzech latach, ponieważ była potrzebna przy wychowywaniu licznego, młodszego rodzeństwa. Kiedy ukończyła 16 lat poszła na służbę do Leokadii i Kazimierza Bryszewskich, właścicieli piekarni i sklepu w Aleksandrowie Łódzkim, by zarobić na własne utrzymanie i pomóc biednym rodzicom. Pewnie wówczas nie przypuszczała, że ten wyjazd za chlebem stanie się pożegnaniem z rodzinnym domem oraz parafią, gdzie spędziła całe swoje dotychczasowe życie. Przed rozstaniem miała powiedzieć do ojca: „Tatusiu, już się na mnie więcej gniewać nie będziesz, ja przyniosę tatusiowi wielką pociechę”.

Głos Boga na zabawie
W tym czasie pragnienie wstąpienia do zakonu stopniowo w niej dojrzewało. Ponieważ rodzice nie zgadzali się na taką decyzję, Helenka usiłowała zagłuszyć w sobie wezwanie Boże. Dopiero przynaglenie Chrystusa, który objawił jej swoje cierpienie z powodu opieszałości w wypełnieniu Jego woli, zmusiło ją do pójściem za głosem powołania. Wydarzenie to miało miejsce podczas zabawy tanecznej w parku „Wenecja” w Łodzi. (Dz. 9-10). Po rocznej służbie w Ostrówku, w wieku 20 lat, 1 sierpnia 1925 roku przekroczyła furtę zakonnego domu Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, w którym na obłóczynach otrzymała imię s. Maria Faustyna. W zgromadzeniu przeżyła zaledwie 13 lat. W pełnionych posługach zawsze odkrywała miłość Boga. Życie jej, ukryte dla innych, pozornie szare i pozbawione wielkich czynów, kryło w sobie głębię mistycyzmu. Świadectwem szczególnej zażyłości z Bogiem jest spisany przez siostrę Faustynę – na wyraźne polecenie Chrystusa – „Dzienniczek”.

Ostatni pobyt w domu

Głogowiec po raz ostatni s. Faustyna odwiedziła w 1935 roku. Za zgodą przełożonej 15 lutego opuściła klasztor w Wilnie i wyjechała domu rodzinnego na parę dni do umierającej matki (Dz. 395). Kiedy Chrystus w cudowny sposób, przez posługę swojej Wybranki uzdrowił ciężko chorą Mariannę, widząc jak wielki znak Bóg uczynił, zgromadzeni w domu w Głogowcu rzucili się na kolana. „Kiedy widziałam, jak ojciec się modlił, zawstydziłam się bardzo, że ja po tylu latach w Zakonie nie umiałabym się tak szczerze i gorąco modlić, toteż nieustannie składam Bogu dzięki za takich rodziców” (Dz. 398). W czasie pobytu w rodzinnych stronach codziennie w towarzystwie swojego siedem lat młodszego brata Stasia chodziła do kościoła w Świnicach Warckich. „Stasio codziennie mi towarzyszył do kościoła. Czułam, że ta duszyczka jest bardzo miła Bogu. W ostatnim dniu, kiedy już nikogo nie było w kościele, poszłam z nim przed Najświętszy Sakrament i wspólnie zmówiliśmy Te Deum. Po chwili milczenia ofiarowałam tę duszyczkę najsłodszemu Sercu Jezusa. Jak bardzo się mogłam modlić w tym kościółku. Przypomniałam sobie wszystkie łaski, które w tym miejscu otrzymałam, a których wówczas nie rozumiałam i tak często nadużywałam; i dziwiłam się sama sobie, jak mogłam być tak zaślepiona. Kiedy tak rozważałam i ubolewałam nad swoją ślepotą, nagle ujrzałam Pana Jezusa jaśniejącego pięknością niewymowną - i rzekł do mnie łaskawie: Wybranko Moja, udzielę ci jeszcze większych łask, abyś była świadkiem przez całą wieczność nieskończonego miłosierdzia Mojego” (Dz. 400).

Pożegnanie z rodziną
W czasie pobytu w domu spotykała się z krewnymi, którzy zasłuchani byli w jej opowiadania o żywotach świętych. „Wyobrażałam sobie, że dom nasz jest domem prawdziwie Bożym, bo co wieczora tylko mówi się o Bogu” (Dz. 401). Wreszcie nadszedł czas pożegnania się z najbliższymi. Udając się w drogę do Warszawy siostra Faustyna poprosiła rodziców o błogosławieństwo. „Ojciec, matka i matka chrzestna wśród łez błogosławili mi i życzyli jak największej wierności łasce Bożej i prosili, żebym nigdy nie zapominała, jak wiele mi Bóg łask udzielił, powołując mnie do życia zakonnego” (Dz. 402).
Zakonnica wspomina, że w tym momencie wszyscy domownicy płakali, a ona sama nie uroniła ani jednej łzy starając się być mężną. „Kiedy usiadłam do auta, dałam folgę sercu i rozpłakałam się również, jak dziecko, z radości, że Bóg udziela tyle łask rodzinie naszej, i pogrążyłam się w modlitwie dziękczynnej” (Dz 403).

Ewa Kotowska - Rasiak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!