TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 11:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Do Syna swego nas prowadź...

Do Syna swego nas prowadź...

Ku szczytowi Jasnej Góry od wczesnych godzin popołudniowych płynie kolorowy, rozentuzjazmowany tłum. Krzyczą, tańczą, śpiewają, rzucają się na przyjaciół, którzy wyszli ich przywitać z kwiatami. Są spoceni, mają czerwone twarze i przedramiona, niektórzy opatrunki na kończynach. Potem czekają ich jeszcze kilometrowe kolejki do toalet, pod prysznic, po ciepły posiłek czy do spowiedzi. Ten widok wielu może zniechęcić, a nawet przerazić. Warto jednak iść na pielgrzymkę, choć raz w życiu. Mimo wszystko. Jeśli masz intencję, jeśli chcesz przeżyć duchową przygodę i jeśli chcesz spojrzeć na życie głębiej - uda ci się. Mimo wszystko.

Tego ostatniego dnia ks. Marek Gołaś przypomniał pielgrzymkowe motto, które często słyszeliśmy w ciągu pięciu dni wędrowania.
- W tym roku idziemy pod hasłem: Nie bój się wziąć do siebie Maryi. Tak jak Kościół określa się terminem Matka, tak o Maryi mówimy, że jest Matką Kościoła.

Zaufaj Panu już dziś!
I kiedy dostrzegasz jak w dzisiejszy świat wdziera się pewien styl życia bez Boga, to dobrze, że idziesz do Matki. Ona zrodziła Chrystusa, była u początku kształtującego się Kościoła i jest z tymi, którzy narodzili się dla królestwa niebieskiego. Maryja jest z pielgrzymującym ludem (z Kościołem), dlatego DAMY RADĘ ustrzec naszą wiarę od oglądania się za siebie i może rezygnacji, DAMY RADĘ zachować ducha prawdziwej solidarności, DAMY RADĘ służyć sobie nawzajem w miłości, DAMY RADĘ wytężyć wszystkie nasze siły na to co przed nami i podjąć obronę tego co w nas najcenniejsze - mówił ojciec duchowny wszystkich grup kaliskich. Niezależnie od tego, czy naszą pielgrzymką jest droga na Jasną Górę czy choćby choroba wiele razy zdarza nam się mówić ,,Ja już nie dam rady”. Mamy wtedy dwa wyjścia: poddać się albo oddać się Bogu, Jezusowi i Jego Matce. To trudne, doskonale o tym wiem. Oddanie komuś sterów naszego życia jest najtrudniejszą ze sztuk. Tym bardziej, że pielgrzymka czasami jest próbą udowodnienia sobie i innym, że mogę wszystko. Owszem, mogę, ale ,,Wszystko mogę w Tym, Który mnie umacnia” - jak często śpiewają pielgrzymi. Sam niewiele mogę, bo jak mnie boli to się złoszczę i niecierpliwię. - Niech Maryja, Niewiasta Eucharystii, wspiera nasze kroki do Jezusa. Nie bójmy się przyjąć właśnie ją do siebie. Ona jako pierwsze tabernakulum świata, bo przecież nosiła Jezusa pod swoim matczynym sercem, pomoże nam przyjmować dar miłości Jezusa w Eucharystii. Niech Maryja, której bliskość już tak bardzo odczuwamy, pomoże nam przylgnąć do Jezusa w odpowiedzi wiary na to wszystko, co On z miłości uczynił względem każdego z nas.

Dwie drogi
Powierzenie się jej będzie w nas na pewno owocowało komunią z Bogiem tu na ziemi, a kiedyś w wieczności. - mówił ks. Marek. - Jakże wielką okazją do realizacji tych słów jest pielgrzymka. Zobacz na swoją postawę wobec innych pielgrzymów: czy pocieszam słabszych, czy szanuję nocną ciszę i pragnienie odpoczynku, a może jak światła gasną to hulaj dusza. Czy dostrzegam zatroskanie ludzi, których spotykam, którzy mnie przyjmują pod swój dach, dają wyżywienie? Na pewno pielgrzymka jest dla każdego z nas sprawdzianem dostrzegania drugiego człowieka, ale chodzi też o to, aby i po pielgrzymce wszyscy poznali naszą przemianę - byli niestety i tacy, którzy nie szanowali zbytnio pragnienia odpoczynku u współbraci. Wielką próbą odpowiedniego zachowania była nie tylko sama pielgrzymka, ale także pobyt na Jasnej Górze. Z jednej strony Droga krzyżowa specjalnie przygotowana dla kaliskich pielgrzymów, Msze Święte, okazje do spowiedzi, medytacji na wałach czy wyszperania ciekawej książki w jednej z wielu chrześcijańskich księgarń, a z drugiej strony duże miasto kuszące różnorodnością lokali rozrywkowych serwujących alkohol bez opamiętania, plastikowe pamiątki i totalny brak kontroli. Naiwnością byłoby sądzić, że pielgrzymi korzystają wyłącznie z tej pozytywnej strony medalu. Częstochowa żyje z pielgrzymów, a w najbliższym sąsiedztwie sanktuarium można dostać dobry, ciepły obiad i... zimne piwo.

W poszukiwaniu ciszy
Ja jednak zdecydowanie wolę księgarnie. Tym razem szukam książki o Camino de Santiago napisanej przez ateistę (obecnie już byłego). Niestety nie udaje mi się jej znaleźć. Biorę dwie książki z subiektywnie żelaznego kanonu - ks. Jana Twardowskiego i ks. prof. Józefa Tischnera. W tomiku wierszy ks. Twardowskiego trafiam na wiersz o tym, że ,,jest jeszcze cisza od muzyki większa”. Tego jednego tu brakuje - ciszy. Głębokiej, prawdziwej, przemawiającej głosem Boga. Trzeba dużej sprawności w skupieniu i chrześcijańskiej medytacji, żeby przejść do modlitwy nad tłumem, hałasem i kolejkami nie tylko do toalety i baru mlecznego, ale i do spowiedzi czy złożenia intencji mszalnej. Warto jednak spróbować. Mimo wszystko. Warto wyobrazić sobie, że jako pielgrzym jestem jednym z wielu kolorowych punkcików pod wałami na uroczystej Mszy św. na Wniebowstąpienie Najświętszej Maryii Panny sprawowanej przez abpa Józefa Kowalczyka i pomyśleć, że ten plac beze mnie byłby uboższy o jakąś cząstkę. - Dziś możesz indywidualnie zaprosić Maryję do siebie, będąc przed jej matczynym obliczem. Maryjo przyjdź. Powiedz jej to sercem pełnym zaufania i otwarcia na wolę Bożą. Powiedz jej, że zapraszasz ją do swej rodziny, do swego życia, do relacji między ludzkich, bo wierzysz, że tam gdzie Maryja, tam pokój, tam radość bliskości Jezusa i umiejętność kochania mimo wszystko. - mówił ks. Marek Gołaś.

Anika Djoniziak

 

Justyna i Adam z grupą promienistą z Krotoszyna wyruszyli po raz czwarty. Wcześniej Justyna chodziła na pielgrzymki z Legnicy, teraz już razem z mężem chodzi z granatową. Tuż przed wejściem na Jasną Górę uśmiecha się od ucha do ucha, choć lekko utyka na prawą nogę. - Jakoś wszystkie bąble i dolegliwości skumulowały się w tej prawej nodze, ale najważniejsze, że dotarliśmy do celu. Teraz jest tylko ogromna radość, niesamowite przeżycie. Podczas pielgrzymki było jednak miejsce nie tylko na spontaniczną radość, ale też na modlitwę, choćby w Eucharystii - mówi dziewczyna ze słonecznikiem.

 

Stanisława i Katarzyna wybrały się na pielgrzymkę w grupie różanej, która w tym roku powstała w Błaszkach. Panie (mama i córka) mówią, że nie jest ich może dużo, ale za rok na pewno będzie więcej. - Ciężko było, ten ostatni etap był tragiczny, już myślałam, że nie dam rady. Teraz jest już wielka radość, że doszłyśmy. Zawsze gdzieś miałam taką potrzebę pielgrzymowania, ale dzieci były małe, do Kalisza jakoś nie było po drodze. Teraz namówiłam dorosłą córkę i poszłyśmy razem - mówi pani Stanisława. - Niesamowici są ludzie, których spotykamy po drodze, bardzo gościnni - dodaje.

 

s. Eulalia Maryniak
Wsłuchując się w słowa konferencji o dobrym nastawieniu na pielgrzymkę czyli naszym ,,fiat”, rozeznawaniu znaków, o modlitwie i cierpieniu, o tym jak kochać, o pięknie kobiety i rodzinie, o Eucharystii i o czystości cieszyłam się tak bardzo widząc jakie owoce wydaje to Słowo, jak pobudza pielgrzymów do dzielenia się własnymi przemyśleniami i doświadczeniami i radosnego kroczenia - kiedy jest już trudno, a my jeszcze śpiewamy, tańczymy i pozdrawiamy wszystkich nas witających..:) to jest właśnie świadectwo i owoc Słowa. Pięknym doświadczeniem była także modlitwa wstawiennicza w Lututowie i zasłuchanie się w Słowo.
To, co jest urzekające w naszym pielgrzymowaniu to czas na modlitwę i ciszę, ale i atmosfera pełna radości, śpiewu i tańca. Każdy niósł swoje intencje, te wypowiadane na głos i te skryte głęboko w sercu. Już na samym początku wielu z nas dzieliło się swoją nadzieją, że ten czas pomoże im przybliżyć się do Boga, że otworzą się serca.  Tak zawsze zadziwiam się patrząc na młodego chłopaka, który podejmuje trud, by prosić o zdrowie dla swojej ciężko chorej koleżanki, czy dziecko proszące za rodziców, albo patrząc na idącego obok mnie brata zmagającego się z nałogiem. Taki trud nas oczyszcza, pozwala spojrzeć głębiej w siebie, zasłuchać się w to, co mówi do mnie czy do Ciebie Jezus.
Przyglądam się moim braciom i siostrom. Każdy wnosi coś pięknego. Matki wnoszą troskliwość i opiekuńczość, Ojcowie hart ducha i siłę, młodzież powiew wiary i poszukiwanie, piękno czystego serca jak np. Mati z Argento. Dzieci mają taką prostotę i radosną otwartość na każdego napotkanego i spontaniczność; entuzjazm Włochów z nami wędrujących,  a w końcu całe wędrujące rodziny jak rodzina Ani z grupy Caritas, które świadczą o obecności Boga i wzajemnej miłości. Takie przykłady mogłabym mnożyć w nieskończoność i pewnie zabrakłoby stron w „Opiekunie”, żeby opisać te wszystkie świadectwa wiary, a każdy z nas wnosi coś innego równie pięknego i świadczy na swój jedyny sposób. I tak się uzupełniamy i tak się doceniamy i tak tworzymy wspólnotę Dzieci Bożych. Nie mogę jednak pominąć świadectwa wiary wszystkich tych, którzy przyjmowali nas do siebie, pozwalali się wykąpać i często dzielili się tym, co mieli, by ugościć nas jak najlepiej.
Zauważyłam też wędrujące z nami trzy siostry :) WIARĘ, NADZIEJĘ I MIŁOŚĆ. Siostra Wiara przechodziła pomiędzy nami przez wszystkie grupy i uczyła jak wejść w siebie i spojrzeć głębiej, odczytać znaki... Siostra Nadzieja podchodziła do każdego upadającego na duchu i pomagała mu się podnieść, zauważyć dobro i z ufnością spojrzeć nie tylko na nasze pielgrzymowanie, ale i na wszystkie sprawy..., a Siostra Miłość potrafiła podejść do każdego, zauważyć jego zmęczenie, wziąć plecak, podzielić się wodą czy kanapką, odstąpić komuś swoją karimatę, ponieść znak grupy czy krzyż, flagę, dać płaszcz od deszczu czy chustę na głowę, poczęstować cukierkiem czy podarować dzieciom po drodze obrazki, ale też po prostu uśmiechnąć się do każdego napotkanego, podać rękę zmęczonemu czy zrobić herbatkę. Nie wiem jak Wy, ale dla mnie ich świadectwo było, jest i będzie tak bardzo czytelne i piękne..., i to właśnie świadectwo niesiemy do naszych domów, rodzin, przyjaciół, znajomych czy każdego napotkanego człowieka.

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!