Dlaczego dzieci potrzebują seniorów bardziej niż smartfonów?

Już za chwilę 21 i 22 stycznia w szkołach i przedszkolach ruszy produkcja laurek. To piękna tradycja. Jednak patrząc na współczesny świat, mam wrażenie, że rola seniorów jest dziś ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. W epoce cyfrowej, w której wszystko jest „instant” szybkie, chwiejne i tymczasowe – dziadkowie (lub osoby starsze pełniące tę rolę) są jak stare, potężne dęby. Dają coś, czego nie da się ściągnąć z internetu: korzenie.
My, rodzice, jesteśmy od wychowywania. Stawiamy granice, wymagamy, pilnujemy lekcji. To nasza rola i jest ona trudna. Dziadkowie mają ten luksus, że mogą wejść w rolę „bezpiecznej przystani”. W psychologii nazywamy to zasobem emocjonalnym. Kiedy świat dziecka się chwieje, kolana babci czy warsztat dziadka stają się azylem. To nie jest „psucie” dziecka. To dawanie mu poczucia, że jest kochane nie za to, co osiągnęło, ale za to, że po prostu jest. Ta „strefa luzu” u seniorów działa jak zawór bezpieczeństwa dla dziecięcego układu nerwowego.
Współczesne dzieci często żyją w „wiecznym teraz”. To seniorzy są strażnikami pamięci. Opowieści o tym, „jak to było podczas wojny czy stanu wojennego” albo „jak dziadek poznał babcię” budują tożsamość młodego człowieka. Dzieci, które znają historię swojej rodziny, są bardziej odporne psychicznie. Wiedzą, że są częścią łańcucha pokoleń, który przetrwał różne burze.
Życie pisze jednak różne scenariusze. Czasem dziadkowie już odeszli do Pana. Czasem żyją, ale z różnych przyczyn nie są obecni w życiu wnuków lub nie wykazują zainteresowania relacją. Jak wtedy rozmawiać z dzieckiem w dniu ich święta? Jeśli dziadkowie nie żyją, to doskonały moment na lekcję o „świętych obcowaniu”. Zabierzmy dzieci na cmentarz, zapalmy znicz, ale przede wszystkim – opowiadajmy. Niech dziadkowie żyją w anegdotach i zdjęciach. Pamięć to też forma obecności.
A co, jeśli dziadków brakuje emocjonalnie? Psychologia podpowiada rozwiązanie: relacje z wyboru. Dziecko do rozwoju potrzebuje kontaktu ze starszym pokoleniem, ale nie muszą to być więzy krwi. Rozejrzyjmy się wokół. Może w sąsiedztwie mieszka samotna pani, która marzy, by komuś poczytać bajkę? Może w parafii jest starsze małżeństwo, którego dzieci wyjechały za granicę? Tacy „przyszywani dziadkowie” często ofiarują dzieciom ogrom ciepła i mądrości, sami zyskując radość życia. Nie bójmy się budować takich mostów. Kościół to przecież jedna wielka rodzina.
W wielu domach to właśnie seniorzy uczą pierwszych modlitw. Dziecko obserwuje. Widzi zabieganych rodziców, a potem babcię z różańcem czy „przyszywanego dziadka”, który zdejmuje czapkę przed kościołem. Obraz „wiary statecznej”, wiernej aż do siwego włosa, zapada w pamięć głębiej niż tysiąc kazań. W Dniu Babci i Dziadka nie chodzi tylko o kwiatek. Chodzi o docenienie mądrości. W świecie, który ubóstwia młodość, pokażmy naszym dzieciom, że zmarszczki to mapa przeżytego życia, a spracowane dłonie to świadectwo miłości.
Wyzwanie na Dzień Babci i Dziadka: zamiast kupować kolejny kubek, podarujmy seniorom czas. Jeśli mamy to szczęście, że dziadkowie są blisko – odwiedźmy ich. Jeśli odeszli – odwiedźmy ich grób i powspominajmy. A jeśli jesteśmy sami – zaprośmy na herbatę starszą sąsiadkę lub sąsiada. Poprośmy: „Opowiedz nam historię ze swojego dzieciństwa”. To najpiękniejszy prezent – dowód na to, że ich życie i pamięć są dla nas ważne.
Grzegorz Zawada
Zdjęcie: iStock
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!