Darmo otrzymaliście…
Oto są baranki młode,
Oto ci, co zawołali: Alleluja!
Dopiero przyszli do zdroju,
Światłością się napełnili,
Alleluja, alleluja!
Mała owieczka rzadko bywa roztropna. Zdana całkowicie na matkę i pasterza często szuka własnych dróg, nie zawsze prowadzących tam, gdzie trzeba. Kończy się rozpaczliwym beczeniem z bezsilności i strachu i koniecznością interwencji pasterza. A bywa i tak, że z tej głupiutkiej (chociaż rozkosznej) owieczki nie wyrośnie spokojna i stateczna owca, ale.. No cóż - niemądry baran. Na razie jednak nasze dzieci są na początku drogi, jeszcze wszystko przed nimi.
Gorzej, jeśli nie chcemy pomóc naszym owieczkom dorastać w wierze, jeśli właśnie zakończyła się „roczna przygoda z Kościołem”, jeśli po tym niewysłowionym darze Ciała i Krwi Pańskiej zostały w ich życiu tylko prezenty i zdjęcia, jeśli nie wykorzystaliśmy szansy na dobrą formację w mijającym roku. Czy wszystko przepadło?
„Jezus widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza” (Mt 9, 36). Jezus zna naszą nędzę, wie, że wielu spraw nie rozumiemy i nie doceniamy, że wiele rzeczy nas przerasta. On lituje się nad nami i wciąż nas szuka. Nie ocenia, nie wylicza win, nie pyta, dlaczego sami się do takiego stanu doprowadziliśmy. Lituje się i od razu działa.
Bóg przywiódł nas do Ziemi Obiecanej. Nie do bezpieczeństwa czy wygody. Przywiódł nas do siebie. Celem całej drogi był On sam.
Mija właśnie rok katechez, spotkań, prób, białych strojów i nerwów przed ceremonią. Rok rozmów przy kolacji, pytań, chwil modlitwy, do których może wróciliśmy po długiej przerwie. Bóg niósł nas na skrzydłach orlich. I celem nie było samo wydarzenie - sukienka, zdjęcia, tort, ale On i tylko On.. Św. Paweł pisze w Liście do Rzymian coś pozornie oczywistego, a jednak zdumiewającego: „Chrystus umarł za nas, gdyśmy byli jeszcze grzesznikami”. Nie: kiedy już się poprawiliśmy. Nie: kiedy na to zasłużyliśmy. Wcześniej. Bezwarunkowo. To jest miara tego, co nasze dzieci otrzymały w dniu I Komunii - nie nagrodę za dobre zachowanie na katechezie ani za wiersze dla proboszcza, ale dar czysty jak źródlana woda. I dlatego słowa z Ewangelii brzmią jak bezpośrednia odpowiedź: „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.
Przez ten rok zastanawialiśmy się nad wieloma sprawami: czy umiemy rozmawiać z nimi o grzechu, o przebaczeniu, o pragnieniu Boga. Czy my sami potrafimy się zatrzymać przed tabernakulum - nie machinalnie przyklęknąć, ale naprawdę zatrzymać. Dzisiaj tylko jedno pytanie: Co zrobimy z tym, co dostaliśmy?
„Darmo dawajcie” zaczyna się w domu. Wielkie żniwo, o którym mówi Jezus, zaczyna się od niedzielnego poranka, kiedy nasza córka lub syn patrzy, czy wstajemy do kościoła dlatego, że ktoś każe, czy dlatego, że sami tego chcemy. Od wieczornej modlitwy, z której nie rezygnujemy, chociaż jest późno i wszyscy zmęczeni. Od tego, że nie wstydzimy się powiedzieć, że wierzymy.
***
Tym felietonem zamykamy cykl poświęcony przygotowaniom i przeżywaniu I Komunii Świętej, niech nie będzie on jednak zakończeniem, ale zachętą do własnych poszukiwań i rozważań. To przecież dopiero początek, dopiero przyszliśmy do zdroju!
Daria Kędzierska
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!