TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Lipca 2026, 16:06
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Dalszy ciąg obietnic

Dalszy ciąg obietnic

Dekret Antiocha, prezentowany przez autora Pierwszej Księgi Machabejskiej, podkreślał wolność tak Jerozolimy, jak i znajdującej się w niej świątyni. Czynił to wprawdzie w jednym, krótkim zdaniu, ale miało ono wielką wagę.

W dekrecie wspomniane były dwa ośrodki władzy: państwowej, którą symbolizowała stolica, oraz religijnej, której znakiem była świątynia. Jednocześnie prawa dane stolicy były prawami danymi całej Judzie. Hebrajczycy otrzymali zatem autonomię polityczną i religijną. Czy były one absolutne? Jasnym i czytelnym znakiem ich zakresu była deklaracja Antiocha. On nadawał zakres wolności i ją gwarantował. A zatem w podtekście był warunek: uznanie zwierzchnictwa tego człowieka i zgodne współistnienie w królestwie, w którym przejmie on władzę.

Nie zysk, a dobro ludu

Nie mniej ten dekret stanowił kolejny i znaczny krok na drodze do wolności Judy. Antioch pozwalał bowiem Machabeuszom i ich żołnierzom zachować wszelką posiadaną broń i zbudowane lub wzmocnione przez nich warownie. Ta decyzja wynikała pewnie z sytuacji, w jakiej znajdował się pretendent do tronu. Nierealnym byłoby żądanie rozbrojenia się Judejczyków. Jedyne co by zyskał przez takie wymagania to wrogość. Próba siłowego rozwiązania nie tylko osłabiałaby jego wojska, ale odwracała uwagę od zasadniczego celu, jakim był tron i opóźniała jego osiągniecie. Lepiej więc było zgodzić się na zastaną sytuację i mieć póki co w Machabeuszach sprzymierzeńców. Nadto możliwe, że Antioch zdawał sobie sprawę z tego, że Żydzi będą walczyć jedynie w obronie swej ziemi i nie należy w obecnej chwili spodziewać się z ich strony jakichkolwiek działań ekspansywnych. Stąd nawet jeśli nie staną zbrojnie po jego stronie, to nie będą walczyć przeciwko niemu ani wspierać jego przeciwników. A to znaczyło dużo. Co będzie dalej? To pokaże czas. Na razie rozwiązywać trzeba było bieżące problemy tak, by niepotrzebnie nie komplikować własnej sytuacji.

Powyższe deklaracje zostały wzmocnione decyzją o darowaniu wszelkich długów względem skarbu królewskiego. Ta decyzja dotyczyła też zwolnienie w przyszłości z nałożonych danin. Antioch anulując obecny dług, w niczym nie uszczuplał swego budżetu. Nic nie tracił, a swą deklaracją dotyczącą obecnej i przyszłej sytuacji finansowej Judy sugerował, że w interesie Hebrajczyków jest to, by on władał królestwem Seleucydów. Podjętą decyzją wskazywał konkretny zysk. Akt łaski był zatem kolejnym elementem do pozyskania sojuszników. Pretendent do tronu sugerował: obecni władcy szukali zysku za wszelką cenę, nie bacząc na los poddanych, on chce być inny. Jemu zależy na dobrosąsiedzkich stosunkach. Nie zysk, a dobro ludu jest jego pragnieniem. Rozwój królestwa, wedle napisanych słów, widział nie w pełnym skarbcu króla, ale w rozwoju i dobrobycie wszystkich państw, które uznawały jego władzę. Czy więc wobec tego warto udzielić mu wsparcia?

Pytania

Odpowiedź na to pytanie zawierało zakończenie listu skierowanego do Szymona i całego ludu żydowskiego. Tu Antioch obiecywał, iż gdy tylko obejmie panowanie (nazywał ten moment przywróceniem panowania, podkreślając, że to on jest prawowitym władcą, a nie jak Tryfon uzurpatorem) uhonoruje zarówno świątynię w Jerozolimie, jak i cały naród żydowski. Wyrazem tego mało być nadane odznaczenie. Ono miało stanowić nie tylko wyraz wdzięczności władcy, ale i być znakiem, dzięki któremu sława Judejczyków będzie znana w całym ówczesnym świecie.

Przesłane słowa były piękne i zawierały wielkie obietnice. Otwarte pozostało tylko pytanie o ich szczerość i trwałość składanych deklaracji. Czy wynikają one jedynie z potrzeby chwili, czy są może trwałymi zobowiązaniami? Czy to prawdziwa twarz władcy, czy może jedynie maska przyjaźni nałożona na czas, gdy Antioch potrzebuje wsparcia Szymona, maska, która szybko spadnie, gdy znajdujący się w potrzebie pretendent do tronu zdobędzie swój cel i po pokonaniu konkurentów mocno stanie na nogach? Dotychczasowe doświadczenia Hebrajczyków nakazywały roztropność i dystans względem słów zawartych w liście. Piękne obietnice okażą się prawdą, ale po ich spełnieniu. Teraz nie ma co naiwnie roztaczać sobie pięknych perspektyw. Trzeba być ostrożnym. Jednocześnie nie ma powodu, by walczyć przeciw Antiochowi. Niech poganie swój konflikt rozwiązują sami.

Ucieczka

138 rok przed Chr. przyniósł czas realizacji planów Antiocha. W chwili gdy ze swymi wojskami ruszył do walki przeciw Tryfonowi, większość żołnierzy służących temu władcy opowiedziała się po stronie Antiocha. To przesądzało wynik rozpoczętej walki. W zaistniałej sytuacji Tryfonowi pozostała jedynie ucieczka. Nie miał innego wyjścia. Dlatego postanowił udać się w stronę Morza Śródziemnego. Wraz z wiernymi mu ludźmi przeszedł przez wzgórza Karmelu i dotarł na nizinę noszącą nazwę od głównego miasta i portu Dor. Teren, na który wkroczył, był ziemią, o którą spór prowadzili z Seleucydami władcy egipscy Ptolemeusze. Teraz Dor stało się miejscem schronienia pozbawionego tronu i ściganego władcy imperium zbudowanego przez Seleukosa.

Antioch VII nie pozostał obojętny wobec tej sytuacji. Nie chciał pozwolić na ucieczkę Tryfona, który pozostając na wolności mógł stanowić zagrożenie dla jego ambicji i władzy. Wprawdzie dziś stracił poparcie, ale kto zagwarantuje, że nie odzyska go w przyszłości? Antioch zebrał zatem ze sobą silne wojsko: piechurów oraz konnicę, ruszył w pogoń i rozłożył obóz pod Dor, gdzie ukrył się Tryfon. Ponieważ było to miasto portowe władca wiedział, że zablokowanie Dor od strony lądowej nie rozwiąże sprawy, gdyż port w Dor dawał możliwość ucieczki oblężonym drogą morską. By temu zapobiec Antioch wysłał swe okręty, których zadaniem było zablokowanie miasta od strony morza. Tak pierścień oblężenia został zamknięty, a ludzie znajdujący się wewnątrz miasta zostali pozbawieni jakiejkolwiek drogi ucieczki. 

Rozpoczynając oblężenie Antioch polecił zablokować miasto tak, by nikt nie mógł doń wejść, ani z niego wyjść. Zwycięstwo wydawało się więc kwestią czasu. Dor zostało okrążone i wzięte w kleszcze. Jego sytuacja zdawała się być bez wyjścia. Miasto jest skazane na klęskę. 

ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!