TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Października 2021, 14:55
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czy jeszcze wolno pytać?

Czy jeszcze wolno pytać?

Temat, który dzisiaj podejmuję, nie jest łatwy. Przypomnę, że cykl produkcyjny „Opiekuna” „wymusza” przygotowanie tego tekstu na 10 dni przed jego ukazaniem się, więc piszę te słowa dokładnie 30 września. To oznacza, że wczoraj był pogrzeb biskupa Edwarda Janiaka, a dopiero za tydzień odbędzie się, tak bardzo przez nas oczekiwany, Akt Zawierzenia Narodu i Kościoła w Polsce Świętemu Józefowi w Narodowym Sanktuarium w Kaliszu. Wy czytacie ten tekst już po Zawierzeniu.
Kiedy w roku ubiegłym Akt Zawierzenia został odwołany zapytałem ówczesnego administratora apostolskiego abpa Grzegorza Rysia o motywy tej decyzji, a także o nowy termin. Taka była odpowiedź: „Myślę, że to się odbędzie wtedy, kiedy będzie normalna sytuacja w Kaliszu, tzn. Kalisz będzie miał swojego własnego czynnego biskupa, który będzie mógł zaprosić na to wydarzenie reprezentację Kościoła w Polsce i biskupów z Konferencji Episkopatu. Nie mogło się to odbyć w kontekście takim, jaki był wówczas: tydzień wcześniej został zawieszony w pełnieniu obowiązków Biskup diecezjalny, pojawiały się pytania, czy ma on być obecny, czy nie, jak to ma wyglądać. Te wszystkie pytania o ówczesną sytuację byłyby tak nabrzmiałe, że pytanie o to, co znaczy zawierzenie Kościoła w Polsce Świętemu Józefowi, zeszłoby nawet nie na drugi, ale na trzeci plan”. Przyjęliśmy wówczas tę odpowiedź i czekaliśmy na ten właściwy moment, który wreszcie nadszedł, a jeśli chcemy widzieć pozytywy nowej daty, to trudno nie podkreślić faktu, że Akt stał się dla nas centralnym punktem Nadzwyczajnego Roku Świętego Józefa, który w międzyczasie został ogłoszony przez papieża Franciszka. O ile jednak na tydzień przed planowanym w tamtym roku Zawierzeniem, biskup Edward został zawieszony, to w tym roku, na tydzień przed Aktem został pochowany. Nie chcę przez to powiedzieć, że zepchnął wydarzenie w bazylice Świętego Józefa na drugi plan, ale też nie będziemy udawać, że przemknął niezauważalny. Tym razem kwestie „kto ma być obecny, a kto nie, jak to ma wyglądać” dotyczyły już samego pogrzebu.
Ja byłem na tym pogrzebie we Wrocławiu, a jeszcze zanim tam dotarłem, otrzymałem wiadomość, że na portalu onet.pl w związku ze śmiercią biskupa Edwarda pojawił się tekst, który zawiera taki fragment: „Sprawa biskupa Edwarda Janiaka stała się powszechnie znana po filmie „Zabawa w chowanego” to tam stwierdził „Nie mówię nie, nie mówię tak”. Zarzucono mu tuszowanie czynów pedofilskich. Dokument przedstawiał historię trzech chłopców wykorzystywanych przez księdza z diecezji kaliskiej - Arkadiusza H. A bp Edward Janiak miał kryć przestępstwa seksualne podległych mu księży. Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Pleszewie, ustaliła, że między wrześniem 1998 roku a majem 2000 roku bp Janiak dopuścił się przestępstw o charakterze seksualnym na szkodę 10-letniego wówczas pokrzywdzonego”. To ostatnie zdanie jest oszczerstwem, ponieważ nigdy taki zarzut się nie pojawił. Nie wiadomo, czy jest to zwykła pomyłka, czy świadome działanie, ale kiedy piszę te słowa, ten tekst jeszcze nie został zmieniony. I w tym miejscu nie mogę nie postawić pewnych pytań, które częściowo pokrywają się z emocjonalnym (jakkolwiek przygotowanym) wystąpieniem brata zmarłego biskupa, ks. Krzysztofa Janiaka, podczas ceremonii pogrzebowej.
Ja stawiam te pytania od siebie i chciałbym zaznaczyć, że w przeciwieństwie do ks. Krzysztofa, a także do wielu obecnych na pogrzebie kapłanów, zwłaszcza z archidiecezji wrocławskiej, dla których biskup Edward był autentycznym przyjacielem, przewodnikiem i dobroczyńcą, dla którego daliby sobie odciąć rękę, nigdy nie należałem do kręgu jego bliskich i zaufanych i nie mam wobec niego żadnego długu wdzięczności do spłacenia. Ale był moim biskupem. I dlatego pytam, czy teraz, jak już umarł, to można mu bezkarnie przypisać każdą obrzydliwość świata? Czy próby sprostowania kłamstw uczynią mnie współwinnym jego zaniedbań? Czy ci wszyscy, którzy byli tam na pogrzebie, bo doświadczyli dobra z jego strony, mają o tym dobru zapomnieć, żeby nie urazić ofiar księży, których adekwatnie nie ukarał? I patrząc szerzej, czy rzeczywiście polscy biskupi mają być karani (oczywiście, jeśli udowodniono im zaniedbania), a choćby niemieckim będzie się przebaczać i prosić o dalszą posługę? Czy naprawdę ks. biskup Napierała, winny, jak ogłoszono, jednego nieumyślnego zaniedbania, ma się już nigdy nie pokazać publicznie, nawet na pogrzebie swojego następcy? Czy nad tym wszystkim mamy już tylko zaciągnąć kurtynę milczenia?

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!