TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Grudnia 2020, 19:48
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Czekamy na was!

Czekamy na was!

Jestem życiowym optymistą, a swój optymizm opieram głównie na przekonaniu, że cokolwiek by się nie wydarzyło, jestem zawsze w rękach Boga, który mnie kocha. Taką mam życiową postawę, ale to nie znaczy, że nie zdarzy mi się od czasu do czasu trochę pomartwić. I nie ukrywam, że teraz trochę się martwię.
Martwię się tym, jaki będzie ten nasz świat, kiedy podobnie jak uczniowie po Zesłaniu Ducha Świętego wyszli z Wieczernika, w którym byli ukryci nie tylko z lęku przed Żydami, o czym piszą Ewangeliści, ale pewnie też – tak się domyślam – z lęku przed samym sobą, tak i my wyjdziemy z naszego zamknięcia ze strachu przed wirusem? No bo przecież kiedyś trzeba będzie wyjść, prawda?
Nowe normy epidemiczne już tak naprawdę nie stawiają niemal żadnych ograniczeń jeśli chodzi o udział w liturgii, ale masowego powrotu do świątyń, póki co, nie widać. I tym się właśnie martwię. Nie panikuję, nie biję na alarm, ale się martwię. Nie dlatego, że to może wpłynąć na sytuację ekonomiczną całego Kościoła i poszczególnych parafii, jeśli ktoś redukuje cały problem tylko do tego wymiaru, to jest to naprawdę godne pożałowania. Chodzi mi tylko i wyłącznie o zbawienie dusz. O prowadzenie ludzi do Boga. Po to chciałem być księdzem. I wcale mnie nie przeraża, że nagle będę się musiał zajmować jakąś bardzo nieliczną grupą wiernych (może wreszcie potrafiłbym wszystkich zapamiętać?), ja po prostu uważam, że opowieść o Dobrym Pasterzu zostawiającym 99 owiec i szukającym jednej zagubionej nie jest figurą retoryczną. Kiedyś pytała mnie jedna znajoma, zdaje się niewierząca, dlaczego my księża tak bardzo utrudniamy ludziom apostazję, czyli odejście od Kościoła. Odpowiedziałem jej wówczas, że nam zależy na każdym człowieku, a skoro wierzymy, że w Kościele jest zbawienie, że założył go Jezus Chrystus, to ciężko jest nam lekką ręką kogoś puścić na zatracenie. Nie zatrzymujemy nikogo na siłę, ale jak wiem, że jeśli ktoś skoczy w dół to może się zabić, to próbuję mu to uzmysłowić. Zależy mi na każdym. Pewnie, że zdarzy mi się być nieprzyjemnym, zniecierpliwionym, gdy ktoś przychodzi „po świstek” (tak nieraz mówią) w godzinach pozakancelaryjnych (jeśli chodzi o rozmowę, spowiedź czy inną pomoc nie ma godzin przyjęć, jest 24h/7, ale „po świstek” to jednak lepiej w godzinach przyjęć), ale nawet najbardziej „zachodzącego za skórę” parafianina nie chciałbym stracić.
Dlatego się martwię, czy nie przesadziliśmy podczas pandemii z tą narracją zatrzymywania ludzi w domach za wszelką cenę. Z błaganiem ich, aby zostali w domu, z tym tłumaczeniem, że Komunia duchowa jest właściwie prawie taka sama jak normalna. Ja wiem, że nasi Księża Biskupi, chcąc nie chcąc, poruszają się w pewnej rzeczywistości politycznej i muszą brać pod uwagę konsekwencje swoich zachowań, pytań czy nacisków, ale mimo wszystko zastanawiam się, czy przyjęcie bez słowa choćby limitu pięciu osób w każdym kościele bez względu na powierzchnię przy 20 osobach dopuszczalnych w autobusach, nie zostało odczytane jako wywieszenie białej flagi. I przyznanie, że jednak Eucharystia nie jest dla nas aż tak ważna, jak to do tej pory utrzymywaliśmy. Że o ile, kiedyś chrześcijanie rzeczywiście nie mogli i nie chcieli żyć bez Eucharystii, to jednak my dzisiaj możemy funkcjonować bez niej... Nie wiem. Tak się zastanawiam.
I chciałbym się zwrócić do wszystkich Czytelników: tęsknimy za Wami w naszych kościołach! Chcemy z Wami się modlić i dla Was sprawować sakramenty. Chcemy karmić Was Ciałem i Krwią Pana Jezusa, bo kto Je spożywa ma życie wieczne. Chcemy dzielić się z Wami Słowem Bożym, które jest światłem na naszej ścieżce. Upraszamy dla Was Ducha Świętego, który jest zawsze dany dla wspólnoty. Czekamy na Was!

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!