TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Maja 2026, 13:17
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Cudownie ocalona

Cudownie ocalona 

W czasie wojny figura Matki Bożej Wspomożenia Wiernych z Twardogóry została cudownie uratowana od zniszczenia i to kilka razy, ale na tym nie koniec jej historii. Po latach w nowo powstałej naszej diecezji koronowano ją jako pierwszą.

Twardogóra znajdująca się na terenie naszej diecezji to miejsce wybrane przez Maryję, którym od 1945 r. opiekują się salezjanie. To tu, przy twardogórskim tzw. Rynku Górnym, obecnie Placu Piastów, znajduje się bazylika mniejsza z figurą Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Już niedługo w maju obchodzić ona będzie odpust związany z Maryją. Przyznam, że po raz pierwszy zobaczyłam figurę Pani Twardogórskiej ponad 30 lat temu. Była wtedy wyniesiona poza kościół i ustawiona na zewnątrz przy specjalnie przygotowanym ołtarzu. To był dzień jej koronacji, na dodatek pierwszej wtedy niedawno erygowanej diecezji kaliskiej. Nie wiedziałam wtedy, że będę kiedyś opisywać jej historię i łaski otrzymane za jej wstawiennictwem w twardogórskim sanktuarium. Na koronację 24 września 1995 r. przybyły rzesze pielgrzymów i parafian. Jak wyjaśnił mi obecny proboszcz ks. Tomasz Hawrylewicz, salezjanin dużo mężczyzn było wtedy zaangażowanych w przygotowanie uroczystości, m.in. w powstanie potrzebnych konstrukcji, ołtarza. Potem zrodził się pomysł, by dalej opiekowali się figurą i kościołem. Tak powstała Straż Maryjna, która nosi charakterystyczne niebieskie mundury. Dlaczego niebieskie? Zapewne na cześć Maryi. Widziałem ich w zeszłym roku podczas uroczystości z obchodów okazji 30. rocznicy koronacji, której przewodniczyli ks. bp Damian Bryl i ks. bp Łukasz Buzun.

Cudowne ocalenie

Koronacja była 30 lat temu, ale historia figury Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Twardogórze rozpoczęła się w 1939 r. A jej kult w Kościele znany jest od samych początków istnienia chrześcijaństwa i to niezwykłe określenie Maryi wskazuje, że można uciekać się do niej w każdej potrzebie. 

Jak podkreślono na portalu twardogórskiego sanktuarium, figurę Matki Bożej Wspomożenia Wiernych wyrzeźbił tuż przed II wojną światową Jan Szczerkowski z Barwałdu koło Wadowic, który pracował wtedy przy Salezjańskiej Szkole Stolarskiej w Oświęcimiu. Miała ona trafić do ołtarza głównego jednego z kościołów województwa lwowskiego. Jednak rozpoczęła się II wojna światowa i pozostała w zajętej przez wojska niemieckie pracowni szkolnej, a później wraz z innymi przedmiotami wyniesiono ją na podwórze. Stamtąd od zniszczenia figurę uratowała Julia Piwowarska, która schowała Matkę Bożą na strychu dawnej szkoły salezjańskiej i tam bezpiecznie przetrwała do 1943 r. Wtedy wojska amerykańskie przeprowadziły nalot na miasto, miejscowość pokryła się gruzami, ale figura w niewytłumaczalny sposób wyszła z tego nietknięta. Pani Julia przetransportowała ją w inne miejsce, a w 1945 r. zabrała do swojego domu. W styczniu tego roku kolejny nalot zniszczył m.in. jej pokój. Niedługo potem wybuchł pożar, ale ku zaskoczeniu wielu i tym razem figura Wspomożenia Wiernych wyszła z tej niebezpiecznej sytuacji nienaruszona, jedynie osmolona od dymu.

W ołtarzu głównym

Po wojnie zadecydowano o przekazaniu figury do Twardogóry, gdzie salezjanie podjęli się tworzenia swojej nowej placówki przy poewangelickim kościele wzniesionym w latach 1874–76, który po II wojnie światowej przekazano katolikom. Z tym wiąże się kolejna niewytłumaczalna po ludzku historia. „Z całego dużego transportu wysłanego pociągiem do tego miasta dociera tylko jedna skrzynia – ta z figurą Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Po koniecznej renowacji, 7 grudnia księża umieścili posąg w ołtarzu głównym, a następnego dnia nastąpiło jego poświęcenie, połączone z włożeniem tymczasowych koron. Wkrótce potem zaobserwowano wzmożony rozwój kultu Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Przybywający na modlitwę wierni zaczęli być obdarowywani wymodlonymi łaskami, przywożone tu chore dzieci wracały do zdrowia” (www.parafiatwardogora.pl).

Po tych wydarzeniach ruch pielgrzymkowy rozwijał się coraz bardziej i do Twardogórskiej Pani przybywali ludzie z coraz dalszych części Polski. Potem nadszedł wspomniany już na początku 24 września 1995 r., kiedy cudowna figura Matki Bożej Wspomożenia Wiernych otrzymała z rąk kard. Józefa Glempa korony. Podczas pielgrzymki w Skoczowie poświęcił je papież Jan Paweł II. Na tym nie zakończyła się historia Pani Twardogórskiej i świątyni, w której przebywa. Kościół w 1994 r. ustanowiony został Diecezjalnym Sanktuarium Maryjnym w Twardogórze, a w 2005 r. bazyliką mniejszą.

Za wstawiennictwem Maryi

Teraz do sanktuarium nadal przybywają liczne pielgrzymki z diecezji kaliskiej i Inspektorii Wrocławskiej Salezjanów, by modlić się przed obliczem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

W każdą środę wielu wiernych przychodzi do świątyni, by przed Maryją modlić się podczas Mszy św. i Nowenny do Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Natomiast w każdy 24 dzień miesiąca gromadzą się na Miesięczne Wspomnienie Maryi Wspomożenia Wiernych, prosząc o wstawiennictwo u Boga zawierzają się jej opiece. Modlitwa rozpoczyna się adoracją Najświętszego Sakramentu, potem odmawiany jest Różaniec i wyrusza procesja z figurą Matki Bożej, a po niej kapłani celebrują Mszę Świętą. Do tego co roku 24 maja, czyli już niedługo, salezjanie i wierni z Twardogóry obchodzą szczególne święto - to odpust ku czci Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.

Uratowany syn

Twardogórska Maryja wyprasza u Boga łaski i w sanktuarium możemy zobaczyć wota jej ofiarowane w podziękowaniu za wstawiennictwo. W parafii gromadzone są też świadectwa osób, które prosiły Matkę Bożą o wstawiennictwo u jej Syna i doświadczyły Bożych łask. Zawarte zostały w specjalnej publikacji. Wśród wyproszonych łask jest historia opisana przez panią Zofię z Twardogóry.

 «W maju 1951 r. zachorował mój trzymiesięczny synek, który miał zatrucie żołądka. Dziecko miało silne bóle w dzień i w nocy. Przez okres miesiąca bezustannie płakało. Miejscowy lekarz leczył je wszystkimi możliwymi środkami. Kiedy jednego dnia dziecko się zmieniło, pojechaliśmy z mężem do doktora, aby szukać u niego ratunku. Ten jednak oświadczył nam: „Wszystko co mogłem, zrobiłem, więcej już mu nie pomogę”. Zrozumiałam te słowa i w wielkiej rozpaczy wracaliśmy do domu, kiedy koło kościoła spotkaliśmy swojego duszpasterza, któremu opowiedziałam swój ból. Ten odezwał się tymi słowami: „Czemu nie zwrócicie się do naszej Twardogórskiej Lekarki, kiedy już doktorzy zawiedli?” Wyjęłam dziecko z wózka i weszliśmy do kościoła. Położyłam je na stopniach ołtarza i wraz z księdzem, który odprawił krótkie nabożeństwo, modliliśmy się z mężem szczerze i gorąco. O dziwo już w kościele dziecko przestało płakać i zasnęło. Spało bardzo długo, kiedy się zbudziło więcej już nie płakało, tylko wtedy było bardzo głodne. Z dnia na dzień dziecko wracało do zdrowia. Dziś już ma 9 lat, jest zdrowe i w tym roku pójdzie do I Komunii św. Dziękuję ci, najukochańsza Wspomożycielko, raz jeszcze publicznie, bo w skrytości uczyniłam to już wiele razy» - podkreśliła. Oprócz tego świadectwa można przeczytać jeszcze m.in. o uzdrowieniach z ciężkich chorób, uratowaniu przed śmiercią, czy wybawieniach z trudnych sytuacji życiowych. Bo Twardogórska Pani nie opuszcza swoich dzieci, które za jej pośrednictwem proszą Boga o miłosierdzie. 

Renmata Jurowicz

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!