TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 02 Lutego 2026, 01:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Co widzą nasze dzieci, gdy myślimy, że nie patrzą?

Co widzą nasze dzieci, gdy myślimy, że nie patrzą? 

Dzieci mają wbudowane detektory hipokryzji. Widzą, czy modlimy się tylko w kościele, czy też w kuchni. Widzą, czy wiara to dla nas ciężar czy radość. I uczą się nie z naszych słów, ale z tego, jak żyjemy.

Podczas studiów teologicznych mój wykładowca metodyki i dydaktyki powiedział słowa, które mocno mnie poruszyły: „Wasi uczniowie pewnie nie będą pamiętać tego, czegoście ich uczyli, ale zapamiętają, jacy byliście”. Tak pewnie będzie i z nami jako rodzicami. Okres przygotowania do pierwszej spowiedzi i I Komunii Świętej to czas, w którym Kościół zachęca nas do osobistego odnowienia wiary, do zgłębiania jej prawd i przeżywania ich razem z dzieckiem. Słuchamy świetnie przygotowanych katechez dla rodziców, może (oby!) budzi się w nas potrzeba wcielenia ich w życie, może chcemy świadomie wziąć odpowiedzialność za religijne wychowanie naszych dzieci. I możemy stanąć nieco zagubieni wobec swojego nieprzygotowania merytorycznego czy własnych pytań i wątpliwości, ale nie o to chodzi, byśmy teraz udawali kogoś, kim po prostu (jeszcze) nie jesteśmy. Nie bójmy się być prawdziwi. Nie udawajmy, że jesteśmy lepsi niż w rzeczywistości, nasze dzieci i tak widzą prawdę.

Mały Karol Wojtyła po śmierci swojej matki widywał ojca, który modlił się długo w noc. Ojciec nie zachęcał go do modlitwy, nie prawił kazań, po prostu się modlił. Wojtyła mówił potem, że to właśnie ta cisza modlitwy ojca nauczyła go więcej niż wszystkie słowa.
Nie musimy się silić na wielkie gesty, nie ma nic złego w tym, że my też czegoś nie rozumiemy, że mamy wątpliwości, stawiamy pytania. Niech dzieci zobaczą w nas ludzi, którzy potrafią przyznać się do błędu. Niech widzą, że wiara to nie udawanie doskonałości, ale szczerość i chęć bycia lepszym. Dzieci mają wbudowane detektory fałszu. Jeśli w kościele jesteśmy pobożni, a w domu krytykujemy lub lekceważymy nauczanie Kościoła, widzą to. Jeśli zmuszamy je do modlitwy sami nigdy się nie modląc, czują, że coś tu nie gra. Jeśli zmuszamy do praktykowania, sami podejmując te praktyki tylko w roku przygotowań do I Komunii, to następny raz pojawią się w kościele przed bierzmowaniem, by w końcu opuścić go na zawsze. I wtedy, w dorosłym życiu, odrzucą wiarę nie dlatego, że nie wierzą w Boga, ale dlatego, że my ich nauczyliśmy, że wiara to obłuda.

Ich droga do Boga zaczyna się od nas. Nie na pierwszych lekcjach religii, nie w czasie katechezy parafialnej. Zaczyna się od wykonywanego codziennie znaku krzyża na ich czołach, od naszej próby życia zgodnie z przykazaniami, od uczestnictwa we Mszy Świętej.
Modlisz się wieczorem, gdy dzieci już śpią? Niech czasem to zobaczą.
Dziękujesz Bogu za zwykłe rzeczy? Powiedz to na głos.
Prosisz Boga o pomoc, gdy jest ciężko? Nie ukrywaj tego.
Przebaczasz, choć jest trudno? Niech zobaczą walkę i zwycięstwo.
To właśnie te chwile, gdy myślisz, że nie patrzą, budują ich wiarę. Bo wiara nie jest teorią z katechizmu. Wiara jest sposobem życia. Nasze dzieci uczą się jej nie z książek, ale patrząc na nas - w kuchni, w samochodzie, w trudnych momentach, w radosnych chwilach. Nie musimy od razu być świętymi (chociaż ostatecznie to jest przecież nasz cel). Teraz musimy być prawdziwi. Bo tylko wtedy wiara, którą przekażemy, przetrwa próbę czasu. 

Daria Kędzierska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!