Ciężko być fanem?
Po wspaniałym zanurzeniu w misterium chrześcijaństwa podczas Triduum Paschalnego i Świąt, w których choćby w mojej parafii uczestniczyło znacznie więcej ludzi niż w poprzednie lata, a z rozmów z kolegami wynika, że w innych wspólnotach było podobnie, wracamy do codzienności umocnieni, ale znowu szargani. Oto dwa doświadczenia.
Do moich ulubionych form relaksu i resetu w krótkich okienkach czasowych należą od zawsze lektura i kino (na dłuższe resety preferuję podróże, wędrówki i góry, a może ostatnio to raczej doliny pomiędzy górami). I jeśli chodzi o filmy, to do relaksu potrzebuję czegoś niezobowiązującego, co pozwoli nacieszyć oczy dobrą grą aktorską i nieskomplikowaną tramą. Dlatego co jakiś czas pozwalam sobie na serial. I właśnie w tych dniach na jednej z platform streamingowych taki mi się trafił. Nie podam nazwy platformy ani tytułu, bo kto widział ten się domyśli, a nie chciałbym robić reklamy czy spojlerować dla nieznających tej produkcji. Film opowiada o nowojorskich bogaczach i ich życiu i przez kilka odcinków byłem mile zaskoczony, że nie ma w nim nachalnej promocji gender, czy politycznie poprawnych proporcji rasowych, o co dzisiaj trudno. Wydawał się niemal jak serial z dawnych czasów. Aż do pewnego odcinka, w którym bohaterowie dopuszczają się niesłychanej profanacji i świętokradztwa: włamują się do kościoła, otwierają tabernakulum i spożywają Ciało Pańskie z wcześniej ukradzionymi gdzie indziej powidłami. Rzecz mnie zszokowała, bo naprawdę nie rozumiem po co aż tak straszna kpina z tego, co miliony ludzi na świecie uważają za największą świętość? I to zupełnie darmowa, w ogóle nie wynikającą z okoliczności, które choć w minimalnym stopniu by ją racjonalizowały. I dlaczego zawsze akurat wobec nas pozwalają sobie na takie ekscesy, bo przecież nie umieściliby takiej sceny w synagodze czy meczecie… To było jak niesłychanie mocny cios w splot słoneczny w chwili, kiedy się tego zupełnie nie spodziewasz.
O ile film sobie wisi na platformie pewnie od miesięcy i zupełnie przypadkiem zobaczyłem go właśnie teraz, to drugi przykład szargania jest jak najbardziej świeżutki. Mam na myśli idiotyczne komentarze prezydenta Stanów Zjednoczonych na temat papieża Leona XIV, które pojawiły się w chwili, gdy piszę te słowa. Przepraszam, że zacytuję, ale aby było wiadomo o co chodzi: „Papież Leon jest SŁABY w kwestii przestępczości i fatalny w polityce zagranicznej. Mówi o „strachu” przed administracją Trumpa, ale nie wspomina o STRACHU, który Kościół katolicki i wszystkie inne organizacje chrześcijańskie odczuwały podczas pandemii COVID, kiedy aresztowano księży, duchownych i wszystkich innych za odprawianie nabożeństw. (…) Nie chcę papieża, który uważa, że to w porządku, by Iran miał broń nuklearną. Nie chcę papieża, który uważa, że to straszne, że Ameryka zaatakowała Wenezuelę, kraj, który wysyłał ogromne ilości narkotyków do Stanów Zjednoczonych i, co gorsza, opróżniał więzienia, w tym morderców, handlarzy narkotyków i zabójców, w naszym kraju” - napisał prezydent USA deklarując, że nie jest fanem.
A przecież, trochę jak z tym filmem, miał niezły początek, wydawało się że zaczyna blokować genderowe szaleństwo, klimatyczną fobię czy aborcję na żądanie… Gdzie te czasy, gdy Jan Paweł II z prezydentem Reaganem zmieniali świat we wzajemnych poszanowaniu ról i charyzmatów?
Naprawdę ciężko powiedzieć: „Panie przebacz im bo nie wiedzą co czynią”.
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!