TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Lutego 2020, 01:51
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Camino de Santiago

Camino de Santiago

Ta myśl kołatała się w mojej głowie od bardzo dawna. Jako nastolatek usłyszałem po raz pierwszy o szlaku św. Jakuba i było to prawdopodobnie w kręgach harcerskich, ale ręki w ogień bym nie włożył. Mniej więcej w tym właśnie czasie rozpocząłem moje coroczne pielgrzymowanie na Jasną Górę i doświadczenie radości wędrówki w wielkiej grupie, gdzie wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami, mamy wspólny cel, modlimy się, śpiewamy, gramy na gitarach, tańczymy, a nasze ciężkie bagaże i namioty wiezie specjalna ciężarówka, na długi czas zdeterminowało moje pojmowanie pielgrzymki doskonałej i żadnej innej nie pragnąłem.

Być może był to również czas, kiedy młody człowiek szuka przede wszystkim akceptacji pośród innych, boi się samotności i pielgrzymka na Jasną Górę jest fantastycznym lekarstwem na tego typu dolegliwości. Wszystkim polecam! Trzeba jednakże uważać, bo po drodze może się przytrafić jakieś powołanie, albo świeżo poznany uczynny brat noszący również twój plecak, bądź urodziwa siostrzyczka, która z własnej i nieprzymuszonej woli przygotowuje dla ciebie kanapki – dzieła sztuki, a przy tym smaczne i może się to wszystko skończyć przed ołtarzem, niemniej myślę, że są to sytuacje, które można zaryzykować ;-).
Nie ukrywam, że do myśli o Camino powróciłem dzięki „Pielgrzymowi“ Pablo Coelho. Wiem, wiem, że jest tam również cała masa różnych głupot, jednak po lekturze tej książki znowu nabrałem chęci, aby wyruszyć na szlak, kiedy tylko będzie to możliwe. W międzyczasie, po kilkunastu latach pielgrzymowania na Jasną Górę, które nic nie straciło ze swego uroku (no może troszkę straciło: tę lekkość wędrowania kiedy się miało kilkanaście lat mniej, kilkadziesiąt kilogramów mniej i kilkaset problemów do załatwienia po powrocie mniej ;-), coraz bardziej odkrywałem, że potrzeba akceptacji z zewnątrz ustępuje potrzebie wejrzenia w siebie, ciszy. Jak to powiedział przewodnik Petrus w „Pielgrzymie“: „Gdybyśmy byli tak mądrzy, by wsłuchać się w ciszę! Lecz wciąż jesteśmy ludźmi i nie potrafimy nawet słuchać własnych rozmów“.
Kilka lat temu poznałem również Peppe, księdza z Galicji posługującego od 25 lat w Santiago, ale ostatecznie kropkę nad „i“ postawiła wizyta z pielgrzymką autokarową w mieście św. Jakuba. Zakochałem się! Tak jak niegdyś w Jasnej Górze, później w Asyżu, następnie w Lourdes, tak też przyszła kolej na Santiago. Na szczęście w tej materii poligamii nikt nie potępia, a serce mam wyjątkowo szerokie i wcześniejszych miłości się nie wypieram i pielęgnuję z jednakową czułością.
Rozpoczęło się szukanie całego miesiąca, bo tyle mniej więcej trzeba poświęcić, aby pokonać jeden z głównych szlaków. Udaje się zaplanować lipiec w roku 2010. Dopiero później dochodzą dwa kolejne sprzyjające faktory. Serdeczny przyjaciel również decyduje się na ten sam miesiąc, a ponieważ do gadatliwych nie należy, więc będzie fantastycznie i dużo raźniej pielgrzymować we dwóch, a i czasu na samotność i milczenie nie zabraknie. Z przyjemnością odkrywam również, że rok 2010 jest w Santiago Jubileuszowym Rokiem Świętym: dzieje się tak za każdym razem, kiedy liturgiczne święto św. Jakuba Apostoła – 25 lipca przypada w niedzielę. Poprzednio zdarzyło się to w 2004 roku, a następnym razem będzie mieć miejsce dopiero za 11 lat w 2021! Pomyślcie sami, jak dobrze Pan Bóg pokierował moim wyborem. Te dwa fakty spowodowały, że decydujemy się na podobno najtrudniejszy szlak – Camino del Norte: jest nas dwóch, poradzimy sobie, a na innych łatwiejszych szlakach, w związku z Rokiem Jubileuszowym, może być ruch jak na Autostradzie Słońca w Italii. Kupujemy bilety lotnicze do Biarritz via Birmingham (tak jest najtaniej, no i z Biarritz jest około 20 kilometrów do Irun, skąd wyruszymy na szlak) i rozpoczynamy przygotowania.
Ponieważ puzzle zbyt łatwo trafiały na swoje miejsce, coś się musiało wydarzyć. Broń Boże żaden dramat, wręcz przeciwnie, rzecz bardzo radosna: mój przyjaciel dostaje nominacje na proboszcza i ma objąć nową parafię 1 lipca. Wspaniale! Gratulacje! Nareszcie! Tylko taki drobny szczegół: na trudny szlak Camino del Norte wyruszę sam. Może byłoby lepiej pójść bardziej uczęszczanym Camino Frances? Może. Ale kości zostały rzucone. Jutro wyruszam samotnie na moje Camino de Santiago. Mam 28 dni, aby pokonać 820 kilometrów. Mam dzisiejszą noc, aby spakować plecak, a właściwie aby wyrzucić z niego to, co nie jest absolutnie niezbędne, tak by jego waga całkowita nie przekroczyła 9 kilogramów. Każdy z tych kilogramów odciśnie się na moim grzbiecie, lepiej żeby nie było ich więcej niż 10% wagi własnej. Przez tę noc zadecyduję, czy pójdę w cięższych, ale dobrze chroniących stopę i kostkę butach do trekingu górskiego czy w lekkich, dobrze amortyzowanych butach do biegania po lasach. Drugiej pary nie wezmę z powodów, o których wyżej. A później Wam opowiem, czy był to dobry wybór. Wszystko Wam opowiem, dzień po dniu. Jeśli tych opowieści będzie 28 to znaczy że dotarłem do grobu św. Jakuba. Że wróciłem inny. I mam nadzieję, że zmiana ta nie będzie polegać tylko na tym, że następnym razem mój plecak będzie mógł ważyć tylko 7,5 kilograma. Choć i ta będzie przyjęta z radością. c.d.n.  

Pielgrzym

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!