TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Lutego 2020, 01:57
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Camino de Santiago - Dzień VIII

Camino de Santiago - Dzień VIII

Pobena - El Pontaron


Zaczyna się drugi tydzień mojego pielgrzymowania. Dzisiaj opuszczam kraj dumnych Basków, gdzie często widywaliśmy różne transparenty, graffitti, a nawet ustawione na zboczach gór wielkie litery na wzór słynnego napisu Hollywood, z tą różnicą, że tutaj wypisywane wszędzie słowo to: „Niepodległość“. Czy mogę powiedzieć, że rozumiem ich dążenia? Natomiast zupełnie nie rozumiem ich mowy, strasznie trudny ten ich język, ale przynajmniej jedno słowo warto zapamiętać, zwłaszcza na pielgrzymim szlaku: komunak. No próbujcie, co to jest komunak? Zgadza się! Toaleta! Przyznajcie, że to słowo trzeba znać, choć nie będę ukrywał, że jak po drodze nie było komunaka, to pielgrzym sobie jakoś radził, gorzej z pielgrzymką ;-) Opuszczam więc kraj Basków i powiem, że bardzo ich lubię, a „ich“ część Camino była naprawdę piękna: morze, góry, natura. Dzisiaj wkraczamy do Cantabrii. Miejmy nadzieję, że będzie równie pięknie!
W ogóle świetnie się dzisiaj idzie. Najpierw długi odcinek wzdłuż morza, potem odcinek asfaltu i znowu blisko morza. Opuszczamy Pobenę w blasku wschodzącego nad morzem słońca i jest to mistyka czysta. Dla samego takiego przeżycia warto ruszyć na szlak, a dzieje się tu przecież dużo więcej. Na przykład przyjaźnie, oj dzieją się, dzieją. I choć z punktu widzenia krajobrazowo-samopoczuciowego idzie mi się dzisiaj wspaniale, tak wspaniale, że decydujemy się na pokonanie dwóch odcinków (co sprawia, że moje dotarcie do Santiago na Wielki Jubileusz jest coraz bardziej prawdopodobne), to jednak wzbiera we mnie nostalgia: wiem, że to ostatni odcinek, który pokonuję z czterema studentkami z Warszawy. Nie żebyśmy ciągle szli razem, ale jakoś tak nasze drogi się przeplatały i na nocleg zawsze zatrzymywaliśmy się w tym samym miejscu. Marta, która zyskała sobie niewinny i dźwięczny przydomek „Iron“ (Żelazna) nieraz zajęła nam miejsca w Albergue, Agata, zawsze idąca swoim rytmem, czyli „obstawiając tyły“, niezawodnie podawała nam najświeższe informacje z Pucharu Davisa, czy aktualne składy drużyn mających się zmierzyć w wieczornym meczu Mistrzostw Świata (Agata to chodząca sportowa encyklopedia, ja po prostu wymiękam) o Oli, naszej Miss Dobroci już wspominałem. No i jest jeszcze Paula. Dzisiaj będzie trochę więcej o Pauli, ale to za chwilę. Dlaczego wiem, że rozstanę się z dziewczynami? Ponieważ widzę tarcia między nimi: kwestia charakterów, ambicji i po prostu sił. Marta znalazła wspólny język, a przynajmniej wspólne tempo z „adoptowaną“ Martyną z Gdańska. One chcą iść szybko. Pauli się nie spieszy, ponieważ od kilku dni „gonią“ nas na trasie jej dwaj przyjaciele, którym Paula najwyraźniej nie chce uciekać. A Ola? Ola, jak to Ola, chciałaby iść z wszystkimi, żeby wszyscy byli zadowoleni. A tak się nie da. Ja osobiście chciałbym iść wolno, a muszę szybko, aby dojść na 26 lipca. Nie chcę stawać się stroną w ich dylematach, więc już zapowiedziałem, że jutro startuję sam, swoim rytmem… Czy muszę Wam pisać, że serce mi się kraje na samą myśl? Ja jestem jak pies, jak się do kogoś przywiążę, to potem świat mi się kończy... Mam jednak przekonanie, że tak musi być. Poza tym nie mam innego wyjścia.
Dużo dzisiaj rozmawiam z Olą. Dochodzimy do Castro Urdiales, gdzie nocuje część pielgrzymów. Po raz ostatni widzimy się z Irlanką Doną. Co za sympatyczna kobieta! Może się spotkamy w Santiago? W Castro Urdiales okazuje się, że Agata jest przynajmniej dwie godziny za nami. Nasze sprinterki Marta i Martyna ruszają po krótkiej przerwie, Ola, Paula i ja czekamy na Agatę. Rozkładamy się na nadmorskim ślicznym deptaku, robimy zakupy, ucztujemy i rozmawiamy. Na Agatę czekamy chyba ze trzy godziny, ale „przyżeramy” gorące pieczywo z masłem, prawdziwą robioną przez cukierników czekoladę i pijemy białe… Znaczy się, popijamy czymś to jedzenie ;-) I rozmawiamy. Dzisiaj usłyszałem masę pięknych słów od Pauli. Powiedziała mi, że jest dumna z siebie, ponieważ rozmawiając kilka dni wcześniej z Francuzem Girardem, po raz pierwszy w życiu otwarcie opowiedziała się przeciw aborcji.
- Nie miałam zbyt wiele argumentów, ale po prostu powiedziałam mu, że jestem katoliczką i dla mnie jest nie do pomyślenia zabić poczęte dziecko. I już! I jestem z siebie dumna, wiesz?
Ja też jestem z ciebie Paulo dumny, wiesz? Paula naciągnęła mnie też na długą rozmowę na temat odpustów, więc bardzo się dzisiaj czułem księdzem. Zwłaszcza, że na wieczornej Eucharystii miałem frekwencję o 100% wyższą niż w dni powszednie. W końcu niedziela! Oprócz Oli i Martyny były też Agata i Paula, i śpiewały cudnie, więc choć Msza Święta była w malutkim korytarzyku i co chwilę ktoś przechodził, było jak w katedrze. Jeszcze wracając do naszej południowej sjesty w oczekiwaniu na Agatę, znowu Paula wywołała temat (klejąc sobie „superglue“ buta kupionego chyba za 400 zł, znaczy się w parze to było 800 zł – „Specjalnie kupiłam najdroższe, żeby wszystko wytrzymały!“ ;-), jacy to z nas pielgrzymi, skoro my tu sobie winko popijamy (ops!), a nieraz i porządnej kolacji nie żałujemy. Rzeczywiście, jest to ważna kwestia. Moja odpowiedź? Tu jest naprawdę jak w życiu: nikt nas nie pilnuje, nikt nas nie sprawdza, sami decydujemy co nam szkodzi, a co nam pomaga. Szkoła życia. Wybieramy i ponosimy konsekwencje. O rany, już mi się kończy miejsce… Czy naczelny „Opiekuna“ może mi przyznać dwie strony na moje relacje? Tyle do opowiadania. W telegraficznym skrócie: Agata dociera z nami na nocleg zdruzgotana i prawie gotowa do rezygnacji. Nocujemy w El Pontaron, gdzie akurat jest jakaś zabawa ludowa. Po Mszy św. dziewczyny poleciały potańczyć. Królem parkietu był Dirk, lekkoduch z Niemiec, który wyglądem przypomina Jezusa, a jego angielski brzmi jak hebrajski ;-) Nawet Agata szalała! W Polsce były wybory prezydenckie. Paula i ja wspieraliśmy jednego kandydata, pozostałe dziewczyny drugiego. Jutro się okaże. No właśnie, jutro rozstaję się z dziewczynami, czas pokaże, czy przyjaźń przetrwa.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!