TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Lutego 2020, 00:30
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Camino de Santiago - Dzień VI

Camino de Santiago - Dzień VI

Gernika -  Bilbao


Kolejny dzień zaczyna się bardzo nieprzyjemnie. Jak Wam wspomniałem w naszym albergue nocowały też dzieci z porażeniem mózgowym i niestety jedno z nich musiało bardzo cierpieć i straszliwie krzyczało niemal całą noc. Nie zmrużyliśmy oka do trzeciej, a może i do czwartej nad ranem. Ale wierzcie mi, że nie to było najgorsze. Najgorsza była złość czy wręcz jad, które wyszły z ust pewnej osoby śpiącej, czy może raczej usiłującej zasnąć, w naszej ośmioosobowej sali. Jak ona okropnie wyzywała to nieszczęsne dziecko. Dość powiedzieć, że jej stwierdzenie: „Od dzisiaj jestem zwolenniczką aborcji” było jednym z łagodniejszych. Nie wiem skąd w młodej osobie może być tyle złości, bo przecież chyba nie można tego wszystkiego położyć na karb zmęczenia wędrówką. Faktem jest, że kiedy ta osoba w pewnym momencie, komentując ze złością, że „zaraz uciszy tego bachora” wstała i wyszła z pokoju, po czym dało się słyszeć trzaśnięcie jakichś drzwi i zapadła cisza, naprawdę bałem się, że stało się coś strasznego. Modląc się za dziecko i za tę osobę zasnąłem. Rankiem, czyli mniej więcej dwie godziny później okazało się, że było to zaledwie trzaśnięcie drzwiami od pokoju, w którym spały chore dzieci i dziwnym trafem to wystarczyło, aby dziecko się uspokoiło.
Kiedy więc wstajemy rano jestem zdruzgotany, nie tyle brakiem snu, co tą straszną złością, która się w nocy rozlała. I tak oto rozpoczyna się dzień, w którym mam ambitny plan: nie zatrzymywać się na nocleg w Santa Maria de Lezama, co sugerują przewodniki, ale dorzucić jeszcze 10 km z małym okładem i dotrzeć bezpośrednio do Bilbao. W sumie dałoby to nieco ponad 30 km, więc dystans bynajmniej nie powalający z nóg. Bez żalu pozostawiamy za sobą Gernikę, która nie uwiodła nas swoją urodą, a nocy też nie będziemy najlepiej wspominać.
Ciągle jeszcze myślę o tych biednych dzieciach z porażeniem mózgowym. I jest mi smutno. Dopiero myśl o mojej bratanicy Kasi, która dzisiaj ma swoje dziewiąte urodziny, przywołuje uśmiech na mojej twarzy i kieruje moje myśli ku rodzinie. Kasia jest córką mojego brata, którego już nie ma po tej stronie światła. Z tym braciszkiem to zawsze mieliśmy sporo problemów, a Pan zabrał go przedwcześnie i wszystkie problemy uległy przedawnieniu. Mój brat nigdy nie był ekstrawertykiem, zwłaszcza w wyrażaniu uczuć. Pamiętam, że ostatnim prezentem jaki od niego otrzymałem, był flakonik wody kolońskiej „STR 8”, który brat wręczył mi z charakterystyczną dla siebie „wylewnością”: „Masz! Ode mnie i od Agnieszki!” ;-) Mam go po dziś dzień. Przypominają mi się słowa Leonardo Boffa, teologa, który co prawda popadł w niełaskę, ale napisał kiedyś tak pięknie o niedopałku ostatniego papierosa, którego zapalił jego ojciec, jako o sakramencie obecności ojca. Pisał, że ten kip jest dla niego bezcennym skarbem, że należy do serca życia i życia serca... Woda kolońska pewnie nie, ale moje bratanice Kasia i Patrycja są czymś najpiękniejszym, co mi pozostało po moim bracie. Są sakramentem jego obecności, mam nadzieję, że z nimi przeżyję te wszystkie piękne chwile, których nie zdążyłem z bratem...

A tymczasem męczę się na trasie. Kiedy dochodzimy do Santa Maria de Lezama zaczyna lekko kropić deszcz. Wędruję z Martą i Martyną. Pozostałe dziewczyny zostały z tyłu. Z tego co słyszałem to umawiały się, że właśnie tu w Santa Maria miały się ponownie spotkać i razem ruszyć w kierunku Bilbao. Ostatecznie dochodzą do nas Agata i Paula, natomiast Ola jest daleko z tylu z Louisem. Tak się zastanawiam, że co któraś idzie z jakimś Hiszpanem, to zaraz zostaje z tyłu. Ruszamy dalej i po kilku godzinach dochodzimy do Bilbao. Cieszymy się, że jednak postanowiliśmy połączyć dwa etapy, skoro to tak blisko. Jednak nasza radość jest przedwczesna. Bilbao to wielkie miasto, w końcu stolica Kraju Basków. Maszerujemy więc dalej, coraz bardziej zmęczeni, rozdrażnieni, a jeszcze okazuje się, że Bilbao jest fatalnie oznaczone. Przez długie kilometry nie ma żadnych strzałek ani muszelek. Kiedy wreszcie dochodzimy do szkoły, która miała być noclegownią dla pielgrzymów, okazuje się, że albergue zostało przeniesione w inne miejsce. Jeszcze przynajmniej pół godziny marszu! Odpoczywamy chwilę i ruszamy dalej. Jedyna pociecha wynika z faktu, że albergue ma być na trasie i jutro będziemy mieć mniej kilometrów do pokonania. Zanim dotrzemy do mety kupuję w aptece maść na... zatarcia i raczej nie będę wam tłumaczył więcej szczegółów ;-)
Kiedy wydaje się, że po z górą dziesięciu godzinach docieramy na miejsce okazuje się, że mamy jeszcze do pokonania... kilkaset schodów. Pod górę, żeby nie było wątpliwości. Prawa, lewa, prawa, lewa, prawa, lewa... Wreszcie! Kiedy przekraczamy próg albergue rozpętuje się okropna burza z piorunami, ale my jesteśmy już bezpieczni. I tylko żal, że w taką pogodę, nawet gdybyśmy jeszcze wykrzesali z siebie resztki sił, nie ma szans na zwiedzanie, a przecież w Bilbao byłoby co oglądać, bo i Muzeum Guggenheima i katedra Santiago... Na szczęście hospitalleros są bardzo mili, a miejsc w łóżkach pod dostatkiem. Można wziąć gorący prysznic i stać pod nim tak długo jak się chce, bo nikt nie czeka w kolejce. Należy mi się – myślę – po tych czterdziestu kilometrach, choć miało być nieco ponad trzydzieści. Kiedy wracam do sali okazuje się, że mamy problem. Ola z Louisem dopiero wychodzą z Santa Maria de Lezama! Będą tu przed północą! I znowu jakiś instynkt ojcowski we mnie czy co, ale martwię się... Dobrze, że hospitallero nie jest zbyt surowy i nie zamyka o 22.00. Uspokaja nas, że poczekamy, że nie ma problemu. Dziewczyny już śpią, a ja z hospitallero czekamy. Wychodzę na powietrze w piżamie, na szczęście przestało padać. Kiedy Ola z Louisem wreszcie docierają do albergue, ściskam ich jak ojciec marnotrawnego syna. Dobrze, że nikt nie widzi łez w kącikach oczu... Zresztą, jakby kto zobaczył to mam gotową wersję, że moja bratanica ma urodziny i tak mi się przykro zrobiło, że nie mogę jej wyściskać.

Pielgrzym

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!