TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Lutego 2020, 03:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Camino de Santiago - Dzień II

Camino de Santiago - Dzień II

San Sebastian - Zarautz


Mój drugi dzień pielgrzymki drogą św. Jakuba rozpoczyna się o 5.30. Wstaje jako pierwszy w mojej ośmioosobowej sypialni i dzięki temu mogę skorzystać z dobrodziejstwa jedynego prysznica. Chyba nie muszę wam opisywać w szczegółach jakie są wrażenia, szczególnie zapachowe w sali, w której śpi ośmiu mężczyzn, z których część już od wielu dni jest na pielgrzymim szlaku ;-) Tym większa radość z porannego prysznica. Na śniadanie musi mi wystarczyć zakupione wczoraj jabłko i wychodzę na trasę jeszcze przed świtem. Niby to oczywiste, ale ze zdziwieniem stwierdzam, że w Hiszpanii słońce wschodzi bardzo późno, o 6.20 jeszcze jest półmrok. Ciekawe: w Kaliszu grubo przed piątą słoneczko dobija się do okna, a ja przewracam się na drugi bok, a tymczasem tutaj ja już na szlaku, a „odyniec złocisty” jeszcze się ociąga... I to może właśnie z tego powodu wychodzę ze schroniska i od razu idę w... złym kierunku. W złym, bo nie ma żadnych strzałek, ani muszelek, które zwykle oznaczają szlak. Ale człowiek jest uparty, ciężko mu się przyznać do błędu, więc brnie dalej. I przekonuje sam siebie: spokojnie, zaraz pojawią się znaki. Rzeczywiście znaki pojawiają się po około 45 minutach. Miałem szczęście. Po prostu obszedłem dookoła górę, którą normalni, spostrzegawczy pielgrzymi pokonali skrótem. W ten sposób również drugi dzień rozpoczynam dokładając sobie przynajmniej dwa kilometry dodatkowo, i wierzcie mi, to nie jest demonstracja siły, że jestem taki mocny. Nie. Po prostu, po latach twierdzenia, że nie jestem aż taki dobry w orientacji w terenie, nadszedł czas szczerego wyznania: jestem straszna noga, gdy chodzi o orientację. Ja się zgubię nawet tam, gdzie nie można się zgubić. Czy zatem roztropne jest porywanie się w takiej sytuacji na Camino de Santiago? Cóż, z całą pewnością jest aktem wielkiego zaufania Panu Bogu, a także własnemu Aniołowi Stróżowi. Ostatnie spojrzenie na San Sebastian w blasku wschodzącego słońca, lekki wyrzut sumienia, że wczoraj nie starczyło sił na choćby krótką wizytę, ale z drugiej strony usprawiedliwiam sam siebie, że w tych początkowych dniach najważniejsze jest przetrwać pierwsze trudności, „nauczyć się” drogi, dostosować się do nowego rytmu dnia. Przyjdzie również czas na głębsze doznania artystyczno-poznawcze. Przynajmniej taką mam nadzieję.
Idę głownie sam. Oczywiście są ze mną wszyscy „moi”. Czekam na wieści na temat poważnej operacji Aniki, które nie nadchodzą. Myślę też o całej mojej rodzinie, która nigdy nie zasmakowała pielgrzymki. I choć spora część z moich najbliższych ma już za sobą tę najtrudniejszą pielgrzymkę, którą tak niesamowicie Dante opisał, to ja ciągle żałuję, że nigdy nie udało mi się nikogo z moich bliskich na takie ziemskie pielgrzymowanie namówić. A może to właśnie o to chodzi, że ja mam dreptać za nich wszystkich? Być może. Ale postanawiam sobie, że stanę się chodzącą reklamą wszelkich form pielgrzymki, byle na własnych nogach. A dzisiaj moje nogi muszą mnie nieść pod bardzo ostrą górę. Ponad 350 metrów różnicy poziomów. Oj, męczę się, męczę. Z góry i pod górę. Ponoć takie właśnie jest Camino del Norte.
Mijam m.in. kościółek św. Marcina z Tours, patrona wędrowców i pielgrzymów. To rozróżnienie uważam za istotne. Wędrowców i pielgrzymów. Do terminologii będę jeszcze wracał w moich relacjach, ale w tym drugim dniu spotykam wielu ludzi, którzy idą do Santiago, ale nie mają ku temu żadnych religijnych pobudek. Czy są pielgrzymami czy wędrowcami? Może zrozumiem to na końcu mojej drogi, póki co, św. Marcin z Tours, wspiera nas wszystkich. Kogo dziś poznałem?
Największe wrażenie robi na mnie ponad 60-letni Anglik o argentyńskich korzeniach Juan Martin, który idzie szlakiem angielskim, przez całą Francję, i od 22 maja jest na trasie. Ma w nogach ponad 1500 km i 800 jeszcze przed nami. Razem z nim idzie od wczoraj Dona z Irlandii, bardzo sympatyczna kobieta, która jednak co pół godziny musi wspomóc się... papierosem. Na tej pielgrzymce nie ma żadnych odgórnych zakazów. Tu każdy sam decyduje, co jest dopuszczalne, a co nie. I o ile Juan Martin i Dona są ludźmi wierzącymi, a nawet katolikami, o tyle Francuz Girard jest ateistą. To jego drugie Camino. Rok temu przeszedł również bardziej znane Camino Frances. Girard uważa, że wszystko wie najlepiej, jak iść, co jeść, w czym, co pić itp. Czy wszyscy Francuzi są tacy? Nie wiem. Chwilami widzę jak Juan Martin, najbliższy wiekiem Girardowi, próbuje iść z nim i konwersować w języku francuskim, który lubi bardziej niż swój angielski, ale Girard zdecydowanie woli towarzystwo... młodszych kobiet. I takie scenki dostrzegam wokół siebie. Nieraz jest śmiesznie. Na ostatnich kilometrach dzisiejszego etapu poznaję trzy dziewczyny z Polski, z Warszawy, Martę, Olę i Paulę. Tłumaczą mi, że idą w 4, że jest jeszcze Agata, która „obstawia tyły” i idzie swoim rytmem. Mają po 21 lat (Ola 20) i wszystkie studiują na kierunku, którego nazwy za żadne skarby nie mogę zapamiętać, ale jest tam coś z makro, coś z filologią i coś z kulturą. Natomiast najważniejsze jest to, że studiują równocześnie trzy języki: hiszpański, angielski i francuski, bądź portugalski. Jestem pod wrażeniem. W międzyczasie widzę jeszcze dwie inne dziewczyny z Polski i pytam się: a gdzie są faceci? Czyżby wszyscy oglądali Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej? Trochę mi wstyd za własną płeć. Do naszego *albergue w Zarautz, gdzie będziemy nocować dochodzę razem z Martą, Paulą i Olą. Ponieważ jest dopiero 15.00, świetnie się spisaliśmy, dziewczyny idą na pobliską plażę. To są uroki pielgrzymki szlakiem del Norte ;-) Ja nie lubię plaży, ale za to nie odmawiam sobie wielkiej porcji **paella mista - palce lizać! A może wcale nie była ona tak dobra, tylko ja taki głodny po trzech dniach bez gorącego posiłku? Być może, ale co to ma za znaczenie? Na moich stopach pojawiły się trzy pierwsze bąble. Wiadomo, ***no pain - no glory! Do Santiago de Compostella 774 km. ****Hasta luego!

Tekst i foto Pielgrzym

*Albergue - rodzaj schroniska, hostelu, noclegowni przeznaczony dla pielgrzymów Dróg św. Jakuba.
**Paella mista - potrawa hiszpańska pochodząca z Walencji i występująca w licznych odmianach. Oparta jest przede wszystkim na ryżu z dodatkiem szafranu, podsmażanym i gotowanym na metalowej patelni z dwoma uchwytami (tzw. paellera lub paella).
*** No pain - no glory – bez bólu – nie ma chwały.
**** Hasta luego – do zobaczenia

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!