TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2021, 12:03
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Był jak św. Józef

Był jak św. Józef

 

 

 

 

Był człowiekiem cichym, spokojnym, małomównym i bardzo wrażliwym. Pozostawał w cieniu małżonki. W rodzinie mówiono, że był jak św. Józef. Taki był Władysław Popiełuszko, ojciec bł. ks. Jerzego.

Dom Popiełuszków znajduje się na Podlasiu, w Okopach. To stara typowa polska wieś na Białostocczyźnie. Dziś mieszka tam Stanisław, najmłodszy syn Marianny i Władysława. W tym domu rodzice ks. Jerzego spędzili wspólnie 60 lat życia.

Przystojny kawaler
Władysław Popiełuszko urodził się w 1910 r. Był 10 lat starszy od swojej wybranki. Jak pisze Milena Kindziuk w książce „Matka Świętego”: „Marianna była śliczną, młodą i zgrabną dziewczyną, kiedy poznała wysokiego, przystojnego kawalera Władysława Popiełuszkę. To on był miłością jej życia. Jedyną. Przyjechał do Grodziska na popularne w tamtych czasach swaty. Miał konkurować z dwoma innymi kawalerami... Władysław zjawił się na owe swaty jako pierwszy z kandydatów na męża. A i panna była mu łaskawa. – Czułam, że to jest ten właściwy i za niego wyszłam - mówiła”. Wcześniej Marianna zawierzyła swój los Matce Bożej, aby ona pokierowała, żeby znalazła odpowiedniego kandydata.
Marianna i Władysław wzięli ślub 25 lipca 1942 r. w kościele parafialnym w Suchowoli. Po ślubie zamieszkali w domu rodzinnym Władysława z jego rodzicami, bratem i ciotką – tercjarką. Popiełuszkowie mieli pięcioro dzieci (Teresa - 1943; Józef - 1945; Alfons czyli ks. Jerzy - 1947; Jadwiga - 1951 - zmarła, gdy miała rok i 10 miesięcy; Stanisław - 1954).

Pracowity i opiekuńczy
Władysław Popiełuszko był bardzo dobrym gospodarzem, umiał zatroszczyć się o wszystko. Jeździł do Suchowoli, gdzie były słynne targi koni. – Okres, w którym spędzał dzieciństwo Sługa Boży (ks. Jerzy Popiełuszko) był okresem trudnym dla mojej rodziny. Nasza siedmioosobowa rodzina utrzymywała się z pracy naszych rąk. Mieliśmy kilkanaście hektarów ziemi, ale najgorszej klasy (V i VI klasa) oraz trochę pastwisk dla krów. Pod względem politycznym był to okres organizowania się w Polsce komunizmu, który nie sprzyjał religijności w rodzinach – mówiła Marianna Popiełuszko w zeznaniach w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki.
Syn Józef potwierdza, że ojciec był bardzo pracowity. - Tato był pracowity, opiekuńczy, zawsze dbał, abyśmy mieli co jeść i w co się ubrać, bo w tamtych czasach było naprawdę trudno. Najpierw miał obowiązek zapewnić państwu za darmo dostawy zboża, mięsa, ziemniaków, a potem zadbać o rodzinę. Starał się, abyśmy nie byli głodni. Był bardzo opiekuńczy – mówi Józef Popiełuszko, który wraz z żoną Alfredą mieszka w Dąbrowie Białostockiej.
Pan Władysław był człowiekiem cichym, spokojnym, małomównym i bardzo wrażliwym. Pozostawał w cieniu swojej małżonki. W rodzinie mówiono, że był jak św. Józef.

Rodzinna modlitwa
W domu Popiełuszków w jednym z pokojów w rogu była kapliczka z figurką Matki Bożej. To w tym miejscu gromadziła się cała rodzina na wspólnej modlitwie. - Codziennie rano razem odmawialiśmy pacierz, a wieczorem więcej czasu poświęcaliśmy na wspólną modlitwę. W środę modliliśmy się do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, w piątek do Serca Pana Jezusa, w sobotę do Matki Bożej Częstochowskiej. W maju wspólnie z tatą i mamą śpiewaliśmy Litanię loretańską, a w czerwcu Litanię do Serca Jezusowego. W lipcu odmawialiśmy Litanię do Najświętszej Krwi Chrystusa, a w październiku Różaniec – opowiada Józef.
W każdą niedzielę i święto całą rodziną szli na Mszę św. do kościoła w Suchowoli oddalonego od domu około 5 kilometrów. – Nie pamiętam, aby tata kiedykolwiek opuścił Mszę św. Najczęściej szliśmy pieszo, ale jak było trudno dojść to tato zagarniał konika i wiózł nas wozem, a zimą saniami. Jak był mniejszy mróz to szliśmy pieszo. Pamiętam, że jak byliśmy dziećmi to każdego roku tato wiózł nas wozem żelaznym z końmi na odpust do Matki Bożej Różanostockiej. Było to 20 kilometrów od Okopów – wspomina pan Józef.
Władysław Popiełuszko mocno dbał o stronę religijną. Od swoich rodziców Teofili i Jana uczył się pieśni religijnych, a ojciec był najlepszym śpiewakiem we wsi. Śpiewał nie tylko w kościele, ale także w domu i domach sąsiadów, gdy zgodnie z tradycją mieszkańcy wioski przez trzy dni żegnali swoich zmarłych. W tym miejscu należy wspomnieć, że Teofila i Jan mieli także duży wpływ na rozwój duchowy swojego wnuka – ks. Jerzego.

Wielki patriota
Pan Władysław wspólnie z żoną kształtowali w swoich dzieciach postawę patriotyzmu. Ciekawostką jest to, że rodzina Popiełuszków była spokrewniona ze św. Rafałem Kalinowskim. Według przekazów rodzinnych ten zesłaniec syberyjski i patron sybiraków był wujem stryjecznym matki ks. Jerzego. Często wieczorami Marianna i Władysław siadali przy stole i opowiadali swoim dzieciom o narodowej przeszłości. Od najmłodszych lat Jerzy dowiadywał się o agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r., słyszał o bohaterach Powstania Warszawskiego. Nie przypadkiem ks. Jerzy był w dorosłym życiu tak wrażliwy na tradycje patriotyczne. Cała jego rodzina bowiem słynęła z bezkompromisowego oporu wobec ustroju komunistycznego. To wszystko nie mogło pozostać bez wpływu na postawę przyszłego kapłana.

Radość z kapłana
Ks. Jerzy swoją decyzję o wstąpieniu do seminarium długo trzymał w tajemnicy, ale kiedy wyjawił to rodzicom, zarówno pani Marianna, jak i jej małżonek Władysław byli zadowoleni, że będą mieli księdza w rodzinie.
Rodzice zawsze razem uczestniczyli we wszystkich uroczystościach związanych z przygotowaniem ich syna do kapłaństwa. Ważnym momentem było dla nich przywdzianie sutanny przez alumna Jerzego, czyli tzw. obłóczyny, a potem diakonat i wreszcie święcenia kapłańskie, które miały miejsce w piękny słoneczny dzień 28 maja 1972 r. w katedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie. Po święceniach kapłani wraz z rodzicami udali się do seminarium duchownego na uroczysty obiad. Wtedy pan Władysław i jego małżonka po raz pierwszy zobaczyli z bliska prymasa Wyszyńskiego, który udzielił święceń ich synowi.
Warto wspomnieć, że Jerzy Popiełuszko będąc alumnem na dwa lata trafił do jednostki wojskowej w Bartoszycach. W liście z 26 czerwca 1967 r. pisał: „Dzisiaj pierwsze moje słowa w tym liście kieruję do Tatusia, jako solenizanta z 27 czerwca. A więc Kochany Tatusiu, z okazji Imienin przesyłam moc szczerych, serdecznych życzeń. Dużo szczęścia, radości, uśmiechu i wiele radosnych chwil w życiu, niech Bóg Wszechmocny i Matka pięknej Miłości błogosławi Ci, Tatusiu, w życiu. Proszę się nie przejmować, nie zniechęcać się, gdy przyjdzie nieraz pocierpieć. Gdy przyjdzie nieraz przeżyć przykre chwile. Trzeba pamiętać, że kogo Bóg bardziej doświadcza w cierpieniach, tego bardziej też kocha. W każdym utrapieniu trzeba szukać woli Bożej, dlatego w Bogu trzeba szukać spokoju. Najlepiej w cichej modlitwie, w poleceniu wszystkiego, co się czyni, Bogu”. Rodzice tylko raz w ciągu dwóch lat pobytu syna w wojsku odwiedzili go w Bartoszycach. Jeden z kolegów ks. Wasiński po latach mówił, że utkwiło mu w pamięci jedynie to, że ojciec był bardziej milczący niż matka.

Bolesny cios
Największym ciosem dla pana Władysława była męczeńska śmierć syna. Gdy pani Marianna usłyszała w telewizji o znalezieniu ciała ks. Jerzego nie była w stanie wydobyć z siebie ani jednego słowa. Jej mąż reagował zupełnie inaczej: głośno krzyczał i płakał na przemian.
– Pamiętam, że w czasie pogrzebu tato bardzo płakał, a mama mówiła do niego: „Nie płacz, on już jest w niebie” – wspomina Józef Popiełuszko. Rodzina wspomina, jak bardzo ojciec załamał się po zamordowaniu syna, do dziś ma go przed oczami klęczącego przy grobie i płaczącego.
Dla pana Władysława ważnym momentem było spotkanie z papieżem Janem Pawłem II przy grobie ks. Jerzego. „Papież pocałował wtedy Mariannę Popiełuszko w głowę, a potem przygarnął do siebie ojca ks. Jerzego”.
Władysław Popiełuszko zmarł 26 czerwca 2002 r. mocno wyniszczony przez chorobę. Spoczął na cmentarzu parafialnym w Suchowli. Pani Marianna swoje małżeństwo uważała za udane. Z mężem spędziła 60 lat – bez jednego miesiąca i jednego dnia. – Byli zgodnym małżeństwem. Z tego domu nie wyniosłam naprawdę żadnej kłótni – wspomina wnuczka Grażyna Siemion w książce „Matka Świętego”.

Ewa kotowska-Rasiak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!