TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Czerwca 2019, 14:44
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Bóg przychodzi

IV Niedziela zwykła

Łk 4, 21 – 30

Bóg przychodzi

Porwali się z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich, oddalił się.

Jezus, który się oddala, zmuszony jest opuścić swoje rodzinne miasto. Jezus nie został przyjęty przez tych, którym poświęcił najwięcej czasu. Przebywał z nimi, wśród nich do około trzydziestego roku życia. Wszystko było dobrze, aż do tego momentu, gdy powiedział, że to właśnie dziś, na Nim spełniło się proroctwo Izajasza.
Spotkanie z Bogiem, przyjęcie Go lub nie. Doświadczenie, które powtarza się w życiu każdego z nas. Możemy się dziwić mieszkańcom Nazaretu, nawet bardzo surowo ich osądzać, ale czy nie jesteśmy do nich podobni? Czego im zabrakło? Otwartości, umiejętności wyjścia poza utarte schematy, poza własne oczekiwania, plany na przyszłość. Dziwili się pełnym wdzięku słowom, ale niemalże jednocześnie przypomnieli sobie, że to jest przecież syn Józefa. Pojawiała się bariera nie do pokonania. Takie swoiste „ale”. Wszystko byłoby dobrze, „ale” ta jedna kwestia, to jedno wymaganie, to już nie dla mnie. Dopóki ta bariera nie zostanie pokonana, nie spotkam się z Bogiem. Potrzeba całkowitego zawierzenia, zaufania. Tego zabrakło w Nazarecie.
Ale nie zabrakło w Sarepcie Sydońskiej. Ten przykład i Syryjczyka Naamana przelał czarę goryczy wśród mieszkańców Nazaretu. Jezus przypomina im pogan, którzy doświadczyli od Boga szczególnych łask. Proroków, których Bóg posyła do pogan, bo „żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie”. Już tutaj na samym początku Jezus wskazuje kierunek, w którym pójdzie, do pogan, do wszystkich.
Jezus przypomina, jak różnymi drogami przychodzi Bóg do człowieka. Ale czy przychodzi do każdego, czy tylko do wybranych? On sam zauważa, że było wiele wdów i wielu trędowatych. Do niektórych przychodzi w sposób wyjątkowy, niekiedy wręcz cudowny, ale do wszystkich przychodzi w sposób naturalny. Każdemu daje rozum, wolną wolę, możliwość podjęcia refleksji, poszukiwania, które prowadzi do Stwórcy.
W każdym przypadku, zarówno wyjątkowym, jak i zwyczajnym przychodzi moment decyzji, pytania o wiarę. Przyjmę to co mówi Bóg, wypełnię Jego polecenie, czy też będę twierdził, że to niemożliwe i zostanę przy swoich poglądach. Przykładem takiego trudnego zmagania jest Syryjczyk Naaman, którego wspomina dzisiaj Chrystus. Człowiek trędowaty, któremu prorok Elizeusz polecił siedem razy obmyć się w Jordanie, poprzez tę czynność miał odzyskać zdrowie. Początkowo nie chciał, ponieważ spodziewał się jakiegoś spektakularnego gestu Proroka. Jego oczekiwania były zupełnie inne. Ostatecznie dzięki zachęcie swoich sług obmywa się w Jordanie i trąd znika. Wówczas z wielką gorliwością wyznaje wiarę w Boga Izraela, który go uzdrowił.
Nie musiał dokonać czegoś nadzwyczajnego, proste wejście do rzeki. Ale jak trudno było odejść od swojego planu, swojej wizji. Podobnie jak mieszkańcom Nazaretu trudno było uwierzyć, że syn Józefa może być Mesjaszem. Spotkanie z Bogiem musi rozpocząć się od zakwestionowania siebie, swojej wizji świata, rzeczywistości. Uznania swojej niewiedzy, słabości, grzeszności. Nie jest łatwe wyznanie swoich grzechów w sakramencie pojednania, ale bez tego wyznania  nie otrzymamy przebaczenia. Nie bądźmy podobni do mieszkańców Nazaretu, nie bójmy się zawierzyć Bogu, zaryzykować. Nie pozwólmy, aby musiał oddalić się od nas.

ks. Michał Pacyna

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!