TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 06 Grudnia 2019, 02:36
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

A w rodzinie Nowaków…(37)

A w rodzinie Nowaków…(37)

Gdy tylko rodzina Nowaków i ich sąsiedzi dotarli do „Dziaduszkowa”, Ola i Zosia od razu chciały pobiec do Grzywuska.
- Hej dziewczynki - zaprotestowała pani Nowak, - nie tak prędko! Najpierw musimy się przywitać z gospodarzami, no i oczywiście nasi sąsiedzi muszą ich poznać.
Państwo Kłosek już na nich czekali. Uśmiechali się tak życzliwie i przyjacielsko, że pani Zduniak poczuła ulgę i przestała nerwowo odgarniać grzywkę z czoła. Lubiła towarzystwo, ale do nowych znajomości podchodziła z lekką rezerwą. Zosia, zupełnie tak jak ona, też przeżywała to pierwsze spotkanie w „Dziaduszkowie”. Jedynie jej tata wydawał się zupełnie spokojny. Podszedł pewnym krokiem do pana Kłoska i pierwszy wyciągnął do niego rękę.
- Dzień dobry, jestem Bogdan. Poznajcie moją rodzinę. To moja żona Sylwia i córeczki. Zosia i Marta. Bardzo nam miło, że mogliśmy tu przyjechać. Alicja tyle nam opowiedziała o tym miejscu… Mam nadzieję, że nasza młodsza pociecha nie zamieni go w jakieś pobojowisko! - zaśmiał się pan Zduniak. Uniósł Martę i trzymając jej rączkę pomachał do wszystkich.
- Nam też jest bardzo miło! - zapewniła pani Kasia. - Marta może tu biegać i bawić się ile dusza zapragnie, a starsze dzieci też nie będą się nudzić.
- Racja! - potwierdził pan Roman. - Chodźcie śmiało. Moi rodzice już nie mogą się was doczekać.
Rzeczywiście, starsi państwo czekali na gości w dużym pokoju, w którym mieszały się zapachy obiadu i ciasta. Pani Kłosek zaprosiła wszystkich do stołu, a jej mąż zawołał wnuki. Dobrze, że to zrobił, bo Ola zaczynała się martwić, że może Magda gdzieś wyjechała. Maciek też był lekko zmieszany nie widząc Kuby i Bartka. Po chwili goście i gospodarze siedzieli przy stole zajadając pyszny rosół. Gdy zjedzony został ostatni kawałek ciasta, pan Kłosek spojrzał na Bartka i ręką wskazał na ogród.
- Idźcie chłopcy. Wiem, że chcecie już wdrapać się na wasz drewniany domek. Sprawdźcie, czy jeszcze się nie rozleciał - powiedział.
- A my? Możemy już pójść do Grzywuska? - zapiszczała od razu Ola.
Po chwili dziewczynki prowadzone przez Magdę szły, a właściwie biegły, w kierunku stajni. Oczywiście mała Marta została na kolanach mamy. Wkładała do buzi okruszki ciasta i wszystko wskazywało na to, że nie przysporzy nikomu żadnych kłopotów. Jest jeszcze malutka, więc o przygodzie z końmi nie było mowy, chociaż…
Magda pierwsza weszła do stajni. Przywitało ją radosne i głośne rżenie Grzywuska, ale Ola od razy usłyszała także zupełnie inny dźwięk. Gdy razem z Zosią weszły do środka, omal nie przewróciły się z wrażenia. W boksie obok Grzywuska stał kucyk.
- Oczywiście, że prawdziwy! - śmiała się Magda. - Chyba nie pomyślałyście, że kupiliśmy naszemu konikowi pluszowego kucyka do towarzystwa?
Ola i Zosia stały nieruchomo i nic nie mówiły. Nie wiedziały co powiedzieć. A więc babcia i mama właśnie to miały na myśli, mówiąc, że Grzywusek nie jest sam.
- Co tak stoicie? Podejdźcie bliżej - zachęciła je Magda. - Oni już się znają. Kucyk jest z nami od dwóch tygodni. Teraz muszą poznać was. Maluch nie ma jeszcze imienia. Pomyślałam, że może wy coś wymyślicie. Dzień lub dwa i na pewno wpadnie wam do głowy jakiś pomysł. Liczymy na was.

Ewa Makowska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!