TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 03:19
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

A w rodzinie Nowaków…(33)

A w rodzinie Nowaków…(33)

Po tygodniu spędzonym w Karpaczu, Maciek wrócił do domu dokładnie w takim stanie, jak przewidział jego tata. Zmęczony, ale szczęśliwy. A! No i brudny! Oczywiście dzieci miały na miejscu łazienki i każdy dbał o siebie tak jak umiał. Chłopiec nie wyglądał wprawdzie jakby wytarzał się w błocie, ale włosy, uszy i paznokcie nadawały się, według pani Nowak, do pralki. To znaczy do wanny oczywiście. Pani Alicja zawsze tak żartowała, gdy któreś z jej dzieci mocno się ubrudziło. Gdy wieczorem Maciek leżał już w łóżku, czyściutki jak niemowlak, wystarczyła chwila, by zasnął. Nie zdążył nawet dokładnie wszystkiego opowiedzieć, ale jego mama segregując ubrania do prania natrafiła na piżamę upaćkaną czymś niebiesko – białym, co pachniało miętą.

- No tak – pomyślała. – Zielona noc na zielonej szkole… Jak tu zmyć pastę do zębów? Chyba nie będzie z tym problemu!

Następnego dnia przy śniadaniu Maciek wytłumaczył się z tej zaschniętej pasty do zębów. Właściwie to opowiedział o tych „zielonych” żartach, śmiejąc się przy tym, bo przecież mama i tata też pamiętają swoje wyjazdy na kolonie i obozy. Cały wyjazd bardzo się udał. Pogoda dopisała, pokoje czyste, duże boisko i dużo przestrzeni. Wszystko zorganizowane tak, by uczniowie mogli i wypocząć i uczyć się. 

- No właśnie – zagadnął tata. – Jak się wam uczyło prawie pod gołym niebem? Mam nadzieję, że nauka nie uciekła do jakiegoś pobliskiego lasu? - śmiał się tata.

- Bardzo dobrze – zapewnił go Maciek. – A raz nawet pan Wójcik się zgodził i rzeczywiście wynieśliśmy ławki i krzesła na zewnątrz. Uczyliśmy się tak do południa, a po obiedzie poszliśmy zobaczyć drewniany kościół Wang.

- Ooo! - zainteresowała się Ola. – A co to za dziwna nazwa? Taka nie polska jakaś.

- To kościół Górski Naszego Zbawiciela – wyjaśniła mama. – Byłam tam jeszcze jako panna z koleżanką ze studiów.

- Dam ci siostra ten zeszyt, który zabrałem. Możesz sobie przeczytać coś więcej na ten temat. Pan Wójcik kazał zapisywać różne ważne informacje. Doszliśmy też do Dzikiego Wodospadu, wjechaliśmy kolejką linową na Kopę i zobaczyliśmy Skałę Słonecznik – wymieniał prawie jednym tchem Maciek, a Ola słuchała owszem, ale spuściła głowę i posmutniała.

- Też bym chciała pojechać na taką zieloną szkołę!

- Pojedziesz córciu! Albo po prostu na jakąś szkolną wycieczkę - pani Alicja pogłaskała Olę po głowie.

- Nasza pani powiedziała, że mamy dużo zielonych kropek, to znaczy, że dobrze się zachowujemy. Obiecała jakąś niespodziankę, pamiętacie? - Ola ożywiła się, a Maciek położył przed nią swój zeszyt.

- Muzeum Zabawek? - przeczytała dziewczynka.

- Tak. Może pojedziemy kiedyś wszyscy do Karpacza to zobaczysz te wszystkie cudeńka. Zabrałem różne foldery. Możesz lecieć do Zośki, to sobie obejrzycie.

- Pójdę, ale najpierw prezent dla mamy! - zawołała Ola i szybka wręczyła mamie laurką, którą cały czas trzymała na kolanach pod stołem.

Maciek zrobił to samo. Pani Alicja trzymała dwie kartki. Na jednej ogromne, czerwone serce z podpisem: „Kocham Cię, Mamo aż do nieba!”, a na drugiej... Maciek na szczycie góry i napis: „Dziękuję Ci, Mamo. Kocham Cię tak mocno, jak wielkie są prawdziwe góry!”

Pani Alicja przygarnęła do siebie swoje dzieci. Laurki stanęły na stole obok wazonu z kwiatami. 

- Bardzo wam dziękuję, moje skarby! Ja też was bardzo kocham. Jak stąd do słońca. Albo tak mocno, ile jest piasku na pustyni. Po prostu bardzo, całym sercem.

Ewa Makowska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!