TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 07 Maja 2021, 23:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Artykuł szary, lecz nie smutny; jak jeden z szarych dni

Artykuł szary, lecz nie smutny; jak jeden z szarych dni

Czasami są takie dni. Niebo zaciągnięte ciemnymi chmurami, z których sączy się drobniutki deszcz. Wieje wiatr. Człowiek na chwilę zapomina, że jest wiosna i mówi sobie: „Ah, to jeden z tych dni”. Pierwszą rzeczą, jaką się zauważa po przebudzeniu takiego dnia jest pewien brak. Trzeba się chwilę zastanowić, czego tak właściwie brakuje. Podchodzi się do okna, odsłania je..., a tam kłębią się nisko wiszące chmury, przysłaniając słońce, które nie daje rady prześwietlić ich swoim blaskiem. Czarna, wijąca się za rzeką wartostrada błyszczy się, mokra od deszczu. Gałązki drzew, na których co dopiero rozwijają się liście, drżą pod podmuchami wiatru. Szarość zaokiennego widoku wpełza do kleryckich myśli.
W szary dzień szare są kleryckie pokoje, szare są korytarze, szara jest seminaryjna kaplica. Szary jest refektarz. Szarzy są klerycy, którzy ubrani w sutanny wychodzą ze swoich lokum, zmierzając ku kolejnym punktom kleryckiego dnia. Na porannym rozmyślaniu rozlegają się tłumione ziewnięcia; w jednej z ławek na podłogę spada zestaw śpiewników, podrywając na chwilę przegrywających z sennością. Podczas Eucharystii jeden z moderatorów głoszący kazanie pół żartem, pół serio wygłasza apel: „I wyjdźcie czasem na dwór, bo jak się na was spogląda, to od samego patrzenia się robi zmęczonym”.
Po Eucharystii śniadanie. Ono nie jest szare. Jest takie, jak zawsze... Jemy, rozmawiamy, śmiejemy się, wypominając sobie co głębsze chrapnięcia. Sprzątamy ze stołów i wspinamy się po schodach do swoich pokojów. Tam czekają na nas laptopy, a za ich ekranami wyczekują wykładowcy. Szczęściarze mają wolny pierwszy blok - pewnie zdążą wytrzepać z głów resztki snu poranną kawą... Na zielonych, blaszanych parapetach rozbijają się krople deszczu, wystukując rytm. Na laptopowych klawiaturach kleryckie palce wystukują kolejne linijki notatek: historia filozofii, religiologia, chrystologia, katechetyka i wiele więcej... Mijają wykładowe godziny, pomiędzy nimi wolne chwile krótkich przerw. Mur ciemnych chmur na chwilę się przerywa, wypuszczając na wolność zbłąkany promień słońca, które, gdyby zechciało się pokazać, mijało by powoli południowy szczyt. Wkrótce kończą się wykłady, nadchodzi czas krótkiej modlitwy w kaplicy, a po niej obiad..., po którym trzeba pozmywać i nakryć. Na szczęście jest nas tylu, że zmywakowy dyżur przypada raz w tygodniu. Chociaż i zmywak, tak jak poobiednia praca, jest czasem okazją do dobrego żartu. Kleryk wyborny kawalarz jest i basta, a jakiś szary dzień nie przeszkodzi mu w obdarowaniu innych wyśmienitym numerem.
Kiedy piana opadnie, ręczniki zawisną na suszarce, a rozłożone naprędce talerze przestaną się kręcić na stołach, nastaje błogosławiony czas odpoczynku – monotonia szarych dni sprzyja popołudniowej sjeście. Która jednak lubi się wtedy niebezpiecznie przeciągać... A przecież wkrótce rozpoczyna się studium, przeznaczone na indywidualną naukę, wykonywanie zadań, przepisanych przez prowadzących ćwiczenia profesorów. Czasem jakiś fakultet zbłądzi w rozkładzie jazdy i trafia na popołudniowe godziny, zabierając resztę dnia, który kończy się półgodzinnym czytaniem duchowej lektury w kaplicy, kolacją i adoracją... Wieczorem niebo się rozpogadza, wychodzi słońce, żegnając się przed zniknięciem za wieżyczkami starego miasta i gmachem wydziału teologicznego, obiecując niepewnie, że następnego dnia nie da się zrobić w balona i wyjrzy zza chmur, odganiając od kleryków snującą się jak mgła smętną szarość.
W ten odrobinkę poetycki sposób opisałem wam jeden z dni, które czasem przyplątują się i zapisują na przefruwających szybko kartkach księgi kleryckiego życia. Nie zauważyliście, że tym razem zrobiłem to samodzielnie, prawda? Piszę w jeden z takich szarych dni w czasie, w którym występują one odrobinę częściej. Wszyscy są zaprzątnięci swoimi sprawami po powrocie do seminarium z tego czasu przymusowej domowej banicji (która wcale nie była taka ciężka!) i nie wyrażają chęci do literackiego wysiłku. Ja ich rozumiem i mam nadzieję, że wy też zrozumiecie. Nadrobimy zaległości przy następnej okazji. 

kl. Krzysztof Bogusławski

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!