Aniołom swoim rozkaże o tobie
„Najczęściej można spotkać cię nad przepaścią lukrowaną, gdy przez dziurawą kładkę przeprowadzasz dwoje dzieci” – to słowa piosenki „Makatki z aniołem” Starego Dobrego Małżeństwa, które przywołują obraz z naszego dzieciństwa i dla wielu z nas takie właśnie jest pierwsze skojarzenie. Osobiście bardzo lubię świat aniołów i rozumiem go jako wspaniały sposób, który Bóg wybrał, aby być intymnie blisko każdego człowieka i bez naruszania jego woli prowadzić go, chronić i przekazywać swoje natchnienia.
Pewnie ktoś wzruszy ramionami i powie: po co to wszystko, przecież Bóg może być blisko każdego z nas bez żadnego pośrednictwa, a ja odpowiadam, że nie wiem po co. Podobnie jak nie wiem po co, Bóg stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia, skoro jest wszechmocny i mógł nas zbawić w dowolny inny sposób, w końcu to On rządzi. Albo po co chciał się posłużyć Maryją, skoro Jezus mógł się pojawić jako dorosły mężczyzna, bez całego tego Betlejem i nikt by się dzisiaj nie spierał, czy Maryja jest najkrótszą, najszybszą i najpewniejszą drogą do Jezusa, jak twierdzi św. Ludwik Grignion de Montfort (a ja się z nim w pełni zgadzam). Ale ponieważ spodobało się Bogu uczynić to wszystko w taki, a nie inny sposób to ja mogę tylko się uśmiechnąć i podziękować. Bo to na pewno najlepszy sposób i ja bym nic lepszego nie wymyślił. Ani żaden inny człowiek. I tak samo jest z aniołami.
Nie mam jakichś spektakularnych świadectw o interwencjach Anioła Stróża w moim życiu, natomiast mam głębokie przekonanie o ich czuwaniu nade mną, wręcz czasami jestem przekonany, że u mnie jeden by nie dał rady, musi ich być przynajmniej kilku i w wielu sytuacjach miałem taki chwilowy przypływ świadomości, że właśnie dokonała się ich interwencja, choć z zewnątrz nikt by nic nie zauważył. Nigdy też nie zaspałem, gdy prosiłem Anioła Stróża o pobudkę (choć tu zasługi są podzielone z duszami czyśćcowymi) i zawsze otrzymałem duchowe pocieszenie, gdy w samotności o nie zabiegałem. Zawisza to przy moich aniołach blednąca legenda.
Wreszcie na koniec przyznam się, że uwielbiam wszelkie przejawy sztuki związane z aniołami, zwłaszcza poezję, czego się pewnie domyślacie. Wiersze o aniołach zawsze mi przypominają słowa mojego mentora śp. ks. prof. Romana Rogowskiego, że poezja, podobnie jak góry, są „miejscami” Boga. Być może Bieszczady w sposób szczególny. Mam nadzieję, że bieżący numer „Opiekuna” pomoże wam odkryć anioły w waszym życiu.
Anioły są wiecznie ulotne
zwłaszcza te w Bieszczadach
nas też czasami nosi
po ich anielskich śladach
One nam przyzwalają
i skrzydłem wskazują drogę
i wtedy w nas się zapala.
wieczny bieszczadzki ogień
ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!