TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Maja 2026, 14:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Ambiwalentny maj

Ambiwalentny maj

Płyną przeze mnie dmuchawce jak dzieciństwa echa, bo wielka jest majowa moc kiedy niebo się do ziemi uśmiecha.

Kto jest mniej więcej w moim wieku pewnie się zgodzi, że maj bywał dla naszej generacji miesiącem chyba najbardziej ambiwalentnym. Jakkolwiek, parafrazując poetę, brnęło się do tego maja „przez mrozy i biele, przez śnieżyce i zaspy i lute zawieje, przez bezbarwne szpitalne korytarze stycznia, w tych korytarzach słońce gasło ustawicznie”, to od razu na pierwszy strzał dostawaliśmy Święto Pracy: festiwal obłudy i uśmiechnięte twarze aparatczyków patrzące na maszerujący proletariat. Za niesienie szturmówki, czyli albo czerwonej albo biało - czerwonej flagi można było – o zgrozo – dostać parę złotych. Patriotyzm za pieniądze. Nie było lekcji w szkole, ale udział w pochodzie był obowiązkowy. Naszą małą formą protestu było bojkotowanie tej maskarady pod pozorem, że jako harcerze mieliśmy „inne” zadania. 

Dalej, również w maju, był oczywiście kolarski Wyścig Pokoju, organizowany przez redakcję trzech komunistycznych gazet z Polski, Czech i NRD. Dla chłopaków była to okazja do gry „w kapsle”, może przypomnę: na niewybrukowanym ziemistym podwórku pod kamienicą rysowało się za pomocą dwóch patyków „trasę” pełną zawiłych zakrętów, serpentyn, a czasem nawet i przeszkód, po czym ruszał „wyścig”. Każdy z nas miał trzy pstryknięcia, którymi przesuwało się kapsel od butelki po narysowanej trasie. Zwykle „wyścig” ruszał po obejrzeniu kolejnego etapu Wyścigu Pokoju w telewizji, a kapsle były opisane nazwiskami najlepszych kolarzy: Szurkowski, Szozda dla patriotów, a na przykład Olaf Ludwig czy Uwe Ampler dla oportunistów, którzy stawiali na ówczesnych zwycięzców. Zabawa była przednia dla dzieciaków i nie mieliśmy pojęcia choćby o dramacie kolarzy (i kibiców) zmuszonych do przejechania etapu w Kijowie kilka dni po katastrofie w Czarnobylu (właśnie mija 40 lat od tych wydarzeń) narażonych na opad promieniotwórczy. 

Ale maj to przecież również czas pierwszej Komunii Świętej i jakkolwiek tak jak dzisiaj, tak i w tamtych czasach istniały pewne „okołokomunijne” kontrowersje i ekscesy (ważnym oprócz prezentów był choćby dla chłopców pierwszy w życiu garnitur, podczas gdy dzisiaj niektórzy debiutują w tym wdzianku już podczas chrztu, a już w przedszkolu to na pewno) to jednak było to wielkie i piękne przeżycie. Ze względu na Pana Jezusa, ale też ze względu na spotkanie rodzinne po raz pierwszy świadomie przeżywane z pozycji protagonisty. 

Potem w maju była też matura. Pierwsze w życiu poważne „być albo nie być”. Pierwsze poważne myśli i obawy o przyszłość, ale też poczucie sprawczości: biorę sprawy w swoje ręce. A jednocześnie ten dysonans, że zamiast cieszyć się, że – powracamy do poezji – „a teraz maj dokoła maj, wyświęca ogrody i cały ja i cały ja, zanurzony w jordanie pogody, a teraz maj i maj i maj, dokoła się święci, od wonnych bzów szalonych bzów, wprost w głowie się kręci” to trzeba było zakuwać do kolejnych egzaminów maturalnych. Absolutnie niepowtarzalny czas.  

Wreszcie maj to czas święceń kapłańskich i Mszy prymicyjnych. Wesel bez panny młodej, tak to kiedyś widziałem. Ale do tego tematu powrócimy w kolejnym numerze, a póki co niech „płyną przeze mnie dmuchawce jak dzieciństwa echa, bo wielka jest majowa moc kiedy niebo się do ziemi uśmiecha”. 

ks. Andrzej Antoni Klimek
Redaktor naczelny
aaklimek@opiekun.kalisz.pl

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!