TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 01 Grudnia 2025, 00:35
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Życie za czystość

Życie za czystość 

Jest styczeń 1992 roku, okolice hiszpańskiego miasta Burgos. Po sześciu dniach poszukiwań policja odnajduje ciało
zaginionej studentki dziennikarstwa Marty Obregon. Porucznik Moreno, śledczy, któremu przydzielono jej sprawę widział już w swej pracy wiele zmasakrowanych zwłok, ale czegoś takiego jak tym razem, nie widział nigdy.

Nie chodziło o obraz bestialstwa jakiego dopuścił się oprawca, ale o wstrząsający kontrast między cierpieniem jakie zadał dziewczynie, a wyrazem jej zastygłej twarzy. Oblicza zamordowanych osób wyrażały zwykle ból, przerażenie czy napięcie. Na twarzy Marty tymczasem malował się niespotykany pokój. Śledczy wówczas o tym nie wiedział, ale w aktach męczeństwa chrześcijan pierwszych wieków do dziś przetrwały zapisy mówiące o tym, że twarze wielu wyznawców Chrystusa, rozrywanych przez dzikie zwierzęta na arenach wyglądały tak samo. Na niektórych, prócz pokoju, można było dostrzec nawet cień uśmiechu.

Dzień św. Agnieszki

Pilar i Jose Obregon zgłosili zaginięcie córki rankiem 22 stycznia. Dziewczyna była studentką ostatniego roku dziennikarstwa. Studiowała na uniwersytecie w Madrycie, ale zajęć miała już tak niewiele, że nie opłacało jej się wynajmować pokoju w stolicy. Dojeżdżała na uczelnię pociągiem. Współpracowała z miejscowym radiem i redakcją jednej z gazet. Rodzice zaginionej od lat byli aktywnymi członkami Opus Dei, w związku z czym Marta od dzieciństwa związana była z lokalnym klubem Arlanza, miejscem, w którym dzieci członków Opus Dei (począwszy od pierwszaków ze szkół podstawowych, aż po studentów) spędzali czas po zajęciach. W klubie można było odrabiać lekcje, uczyć się, bawić, rozwijać zainteresowania czy uprawiać sport. Bardzo ważnym aspektem codzienności Arlanzy była też modlitwa, tym bardziej, że w klubie istniała mała kaplica, w której można było adorować Najświętszy Sakrament.
Panna Obregon przygotowywała się w czytelni klubu do egzaminów końcowych na studiach. Zwykle przebywała tam do 21.00. Do 20.30 uczyła się, a ostatnie 30 minut spędzała w kaplicy adoracji. Wieczorem 21 stycznia miastem Burgos targały zimowe wiatry, a po ulicach hulała śnieżyca. Marta na szczęście nie musiała wracać do domu pokonując pogodowe przeciwności, bo pod samą klatkę jej bloku miał odwieźć ją Pablo, kolega z klubu. Tuż przed wyjściem zagadnęła dziewczynę pracownica Arlanzy.

– Marta była podenerwowana - zeznała potem policji. – Od kilku dni obserwował ją jakiś dziwny człowiek, chodził za nią. Gdy raz spotkali się w windzie niepokojąco i milcząco się w nią wpatrywał. Ona się go bała. Dlatego poprosiła Pabla o odwiezienie jej pod same drzwi klatki jej bloku.
Pablo opowiedział śledczym, że gdy Marta wysiadła z jego auta, zaczekał aż otworzy kluczem drzwi wejściowe, zamknie je za sobą i bezpiecznie wejdzie do klatki. Tam miała już wsiąść do windy i pojechać na szóste piętro, gdzie mieszkała. Ale dziewczyna nie pojawiła się ani w windzie, ani na szóstym piętrze. Choć Pablo nie zrobiłby nigdy Marcie nic złego, miał świadomość, że jego status świadka może bardzo łatwo zmienić się w podejrzanego.

Javier

22 stycznia w Burgos ruszyły regularne poszukiwania. Marty szukała nie tylko policja, ale również członkowie rodziny, przyjaciele i członkowie wspólnoty neokatechumenalnej, do której należała. Do akcji włączył się też aktywnie Javier, były chłopak Marty. Javier, podobnie jak Pablo znalazł się pod szczególną obserwacją śledczych. Zakochał się w niej jesienią 1989 roku. Bardzo szybko zostali parą. Oboje byli mocno związani z Kościołem. Kiedy Marta wstąpiła do neokatechumenatu, bardzo zaangażowała się w życie swojej wspólnoty. Mówiła Javierowi, że jest gotowa spędzić z nim całe życie i razem z nim iść ku Bogu. Trwał rok akademicki, więc mieszkała w Madrycie. Spędzali razem każdy weekend. Raz on jechał do niej, do stolicy, raz ona przyjeżdżała do Burgos. Nie sypiali ze sobą.

Czystość dla Marty była bardzo ważna. Opowiadała Javierowi, że kiedy miała 17 lat poczuła się ograniczana przez Arlanzę i przez Kościół. Chciała żyć po swojemu. Po maturze związała się z Antonio, kilka lat starszym od siebie studentem. Oboje postanowili rozpocząć życie intymne. Nie poszli od razu na całość, ale już po pierwszym doświadczeniu seksualnym Marta wpadła w jakiś kryzys. Mimo, że była poza Kościołem, czuła się brudna od grzechu, w który weszła. Zerwała z Antonio i aż do czasu spotkania z Javierem nie była w żadnym związku. Latem 1989 roku wróciła do Kościoła, poszła do spowiedzi i związała się z Drogą Neokatechumenalną. Była bardzo szczęśliwa, że odzyskała wiarę. W pewnym momencie Javier zerwał z dziewczyną. Nie potrafił wyjaśnić policji dlaczego. Zresztą to nieważne, bo już przed Bożym Narodzeniem 1991 roku zapragnął do niej wrócić. Wciąż ją kochał. Poszedł do niej do domu, powiedział jej o tym. Prosił by mu wybaczyła. Ale ona zdawała się być już w jakimś innym życiowym miejscu.
– Co to znaczy w innym miejscu? – zapytał porucznik Moreno. - Podobno zgłosiła się jako ochotniczka na misje ewangelizacyjne, a to wiązało się z wyjazdem z Hiszpanii. Był pan wściekły, kiedy odrzuciła pana propozycję powrotu? – chciał wiedzieć śledczy.
– Byłem zdruzgotany – odparł Javier.
– I dlatego pan ją zabił? – niemal stwierdził Moreno. Javier aż zerwał się z krzesła.
– Nie mam nic wspólnego z jej zaginięciem! – krzyknął. – Wciąż ją kocham!
27 stycznia ciało Marty odkrył przypadkowy przechodzień w miejscowości oddalonej o kilka kilometrów od Burgos. Sekcja zwłok ujawniła na ciele dziewczyny 14 ran kłutych, w tym dwie w serce, ślady duszenia, liczne zasinienia i oznaki jej walki z oprawcą. Marta nie została zgwałcona. Obroniła czystość, na której tak jej zależało. Jej oprawca Pedro Galle, recydywista gwałciciel, został ujęty, osądzony i uwięziony. W sądzie zeznał, że czekał na Martę wewnątrz klatki przy windzie. Zmusił ją do milczenia i wyjścia z nim z bloku. Następnie wywiózł ją na swoją działkę pod miasto.
Wkrótce rozpoczęto starania o otwarcie procesu beatyfikacyjnego Marty. Podkreślano, że zaginęła we wspomnienie św. Agnieszki męczennicy, która również uchroniła swą czystość i porównywano do Marii Goretti, męczennicy, dziewicy, której zadano podobną ilość ran. Dziś Marta Obregon ma status Sługi Bożej. 

Aleksandra Polewska - Wianecka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!