TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 08 Marca 2021, 09:31
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Życie dla materialisty

Życie dla materialisty

Czym jest życie? Nie ma jednej definicji życia, a te, które istnieją odnoszą się do pojedynczych
aspektów i kontekstów znaczeniowych. Dlatego tak trudno jest argumentować za jego świętością
i koniecznością ochrony w dyskusjach z niewierzącymi.

Dla chrześcijanina oczywiste jest, że życie to dar. Dar samego Boga. Obojętnie, czy chodzi o życie ludzkie, czy jakiekolwiek inne. Ale też życie ludzkie odróżnia się od każdego innego przez szczególną, osobową relację człowieka z Bogiem. Takiej argumentacji nie można jednak skutecznie zastosować w dyskusji z niewierzącym. Zwłaszcza, że bardzo często nie wierzy on nie tylko w Boga, ale w ogóle w jakąkolwiek transcendencję. Inaczej mówiąc jest materialistą. Ale i w dyskusji z materialistą życie ludzkie da się zdefiniować w sposób odrębny niż inne pojęcia życia.


Status osoby ludzkiej
Zgodnie z Encyklopedią PWN i Słownikiem Języka Polskiego pojęcie życia może się odnosić zarówno do stanu materii tworzącej organizm od czasu jego pojawienia się do zakończenia bytu osobniczego, jak i do całości dynamicznego procesu rozwoju organizmów żywych trwającego na Ziemi od grubo ponad trzech miliardów lat. Wbrew poglądom osób niewierzących dla chrześcijanina święte i podlegające ochronie jest zarówno życie osobnicze, jak i życie na Ziemi. Ale szczególnej ochronie podlega życie osobnicze organizmu rodzaju ludzkiego, gatunku Homo sapiens. I z taki poglądem zasadniczo zgodzi się pewnie większość materialistów, bo prawa człowieka i współczesny ateistyczny humanizm nie wzięły się przecież z próżni. Bazują na myśli i dokonaniach wielu pokoleń tworzących współczesną kulturę, wyjściowo chrześcijańską, przynajmniej gdy myślimy o Europie.
W kwestii ustalenia, kiedy powstaje nowe życie ludzkie, nowy osobnik gatunku Homo sapiens biologia może dać tylko jedną odpowiedź: w chwili zapłodnienia. W jego czasie powstaje genom nowego organizmu ludzkiego. Dokładnie tak samo jak nowego organizmu każdego zwierzęcia, czy rośliny rozmnażających się płciowo. Ten genom jest jednostkowy, niepowtarzalny i w sposób jednoznaczny definiuje ten nowy organizm jako osobny byt. Jak uniwersalny, biologiczny numer PESEL. Ale z samego faktu, że właśnie powstał nowy organizm, osobny byt nie wynika jeszcze, że rozwinie się on w organizm dorosły. U ludzi, podobnie jak u innych ssaków, niemała część powstałych embrionów obumiera we wczesnej fazie rozwoju zarodkowego, zwykle do około 3-4 tygodnia po zapłodnieniu. Nawet, jeśli dojdzie do implantacji i zarodek zacznie się rozwijać, to poronienie, zwłaszcza we wczesnej ciąży zdarza się dosyć często. Pod tym względem także nie różnimy się specjalnie od innych ssaków, czyli na tym poziomie nie ma szczególnych punktów „uchwytu” do dyskusji z materialistą – zarodek wraz z nowym genomem wprawdzie jest nowym osobnikiem, ale niekoniecznie będziemy mieli okazję poznać go kiedykolwiek jako osobnika dorosłego. Biologia nie daje nam jednak odpowiedzi, czy i kiedy zyskuje on status osoby ludzkiej. W dalszych rozważaniach nieuchronnie musimy odnieść się do pojęcia samego bytu osobowego.
Na tym etapie natrafimy na powszechne dziś mylenie duchowości z psychologią, czy też ducha z psychiką. Nie da się ukryć, że bazuje na tym też materialistyczne bagatelizowanie roli duchowości w życiu człowieka. Niemniej istnienie psychiki, powinien akceptować nawet najtwardszy materialista. Jak nie jest łatwo jednoznacznie zdefiniować życie, tak nie jest łatwo zdefiniować duchowość i ducha. Jednym z największych badaczy tego zagadnienia był austriacki psycholog Viktor Frankl, lekarz i uczony, a także więzień obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz. Jego prace jasno dowodzą, że człowiek to coś więcej niż psychika. Człowiek pragnie żyć z sensem i jest to jego pragnienie największe, zależy mu przede wszystkim na istnieniu duchowym i to właśnie określa go jako człowieka. Badania Frankla są ważną bazą współczesnej psychiatrii i psychoterapii, nie sądzę, żeby rozsądny materialista chciał je podważać. Duchowości nie można przy tym utożsamiać z religijnością, jest ona raczej naturalną zdolnością człowieka do pogłębionej refleksji nad bytem i rozwoju samoświadomości. Współczesny człowiek, zwłaszcza materialista często wprawdzie „ma za co żyć, ale nie ma po co żyć”. Nie dziwi więc, że nie docenia roli ducha i duchowości, a może ich wręcz nie dostrzegać. Musi jednak dostrzec, że wszyscy posiadamy sferę psychiczną, która jest istotnym elementem osoby i osobowości ludzkiej. Słownik PWN definiuje psychikę jako „całokształt cech i procesów wewnętrznych człowieka, związanych z emocjami, intelektem, predyspozycjami i doświadczeniem życiowym”. Z faktu, że materialista duchowości może nie rozwijać lub nie chcieć rozwijać nie wynika, że jej nie posiada. Ale powinien się zgodzić, że istota ludzka posiada samoświadomość, zdolna jest do rozwoju duchowości i to ją określa oraz odróżnia od innych ssaków. Duchowość nie jest tym samym co psychika, nie bazuje wprost na mechanizmach fizjologicznych w mózgu i chora nie da się leczyć tabletkami, ale na potrzeby tego tekstu możemy w uproszczeniu przyjąć, że psychika jest środowiskiem, w którym duchowość się rozwija.


Psychika i duchowość
Czy zatem ludzki płód posiada psychikę? Nie jest łatwo na takie pytanie odpowiedzieć i wątpię, czy nauki przyrodnicze są właściwą dziedziną, żeby szukać na nie odpowiedzi. Ale z pewnością można za ich pomocą znaleźć odpowiedź na pytanie, na jakim etapie życia płodowego ludzki mózg zaczyna rozwijać struktury i procesy fizjologiczne, na których bazuje psychika. Wiemy, z badań prenatalnych, że przynajmniej od 16 tygodnia ciąży płód w jakiś sposób odczuwa ból i potrafi na niego w sposób złożony reagować. Musi, zatem posiadać działające struktury mózgu. Rozwój mózgu jest jednak procesem ciągłym i nie jest, bynajmniej ukończony w chwili porodu. W istocie trwa jeszcze wiele lat, a w pewnym sensie nie kończy się aż do śmierci. Nie można, zatem przyjąć ścisłej cezury czasowej, momentu od którego posiadamy ukształtowaną psychikę, a zatem i biologiczną bazę do rozwijania samoświadomości i sensu istnienia. Zresztą mogłoby się okazać, że ten moment wypadłby najwcześniej gdzieś w dzieciństwie. Nawet przekonany materialista miałby pewnie problem z przyjęciem tak późnego kryterium czasowego powstania osoby ludzkiej.
Nieco łatwiej jest powiązać powyższe płaszczyzny ludzkiego istnienia u kresu życia. W martwym mózgu nie zachodzą żadne procesy fizjologiczne, wraz z nim umiera sfera psychiczna. W chwili gdy umiera mózg, zarówno materialista, jak i chrześcijanin zgodzi się, że życie ludzkie, życie osobnicze dobiegło kresu. Czy umiera też duch? Dla materialisty tak, dla chrześcijanina z pewnością nie, ale i tego dylematu nie rozwiążą nam nauki przyrodnicze. Mogą najwyżej przybliżyć nas do pewności określenia, kiedy dokładnie mózg umiera, bo to także jest proces ciągły, tyle, że od pewnego momentu nieuchronnie nieodwracalny. I ten właśnie moment uważamy za śmierć człowieka jako bytu osobowego. Czym to się różni do powstania życia? Ano tym, że czas nie płynie wstecz. Jeśli procesy fizjologiczne będące podstawą istnienia samoświadomości nieodwracalnie ustały, to już nigdy (przynajmniej do czasu Paruzji) nie będą one miały miejsca. Byt osobowy w sensie doczesnym przestał istnieć. Jeśli jednak owe procesy dopiero się rozpoczęły i rozwijają w naturalny dla siebie sposób, to nie jesteśmy w stanie przewidzieć, do jakiego stopnia się rozwiną i kiedy zakończą. I z tym musi się zgodzić najtwardszy materialista – dopóki nie mamy narzędzi, które jednoznacznie potrafią przewidzieć, z którego genomu rozwinie się organizm ludzki z w pełni rozwiniętą psychiką nie możemy na etapie zarodkowym orzec, którym zarodkom należy się prawo do dalszego rozwoju, a którym nie. A nie mamy takich narzędzi i nic nie wskazuje, żebyśmy mieli je mieć w przewidywalnej przyszłości. Niekiedy decyzję podejmie sama biologia i zarodek samoistnie, bez naszego udziału obumrze w organizmie matki. Analogicznie w życiu płodowym: dopóki płód się rozwija, rozwija się jego mózg, jego status jako osoby ludzkiej nie różni się od dziecka już narodzonego – nie jesteśmy wprawdzie w stanie w pełni przewidzieć, jaki stan rozwoju psychiki i duchowości osiągnie w dalszym rozwoju, ale niepowtarzalnym bytem ludzkim już jest. Zakończenie jego życia będzie unicestwieniem osoby ludzkiej, niezależnie od przekonań religijnych zabijającego. Ten stan może ulec zmianie, z biologicznego punktu widzenia tylko w jednym wypadku – gdy mamy stuprocentową pewność, że płód w wyniku jakiejś wady genetycznej w ogóle nie ma mózgu lub jego mózg bezsprzecznie i w całości obumarł. Podobnie jak w przypadku określania śmierci mózgu u kresu życia pewność takiej oceny będzie zależna od jakości i prawidłowości użycia narzędzi zastosowanych do oceny stanu mózgu. W dziedzinie badań mózgu dokonuje się zaś ciągle niemały postęp, i jest to chyba jedyne pole, na którym rozwój nauk przyrodniczych może cokolwiek zmienić w naszym wspólnym z niewierzącymi, humanistycznym postrzeganiu kwestii dotyczących życia ludzkiego i bytu osobowego.

Doktor Jarosław

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!