TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Sierpnia 2025, 04:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Z miłości do ziemi

Z miłości do ziemi

Rolnictwo jest nieodzowną podstawą bytu wielu gospodarstw rolnych, dając źródło utrzymania osobom trudniącym się produkcją rolną. Na obszarze naszego kraju tereny rolne zajmują blisko 52 % powierzchni Polski; zaś wszystkie obszary wiejskie to rząd wielkości 85% powierzchni. Jako dział gospodarki narodowej rolnictwo pełni kilka ważnych funkcji. 

Zaglądamy dzisiaj na podwórko tych, którym zawdzięczamy to, że mamy co jeść. Rolnicy, choć czasami mało doceniani przez zwykłych zjadaczy chleba są bardzo ważni i potrzebni. Naszymi gospodarzami, którzy opowiedzą o swojej pracy i sytuacji w obecnych czasach są starostowie tegorocznych dożynek diecezjalnych. Jest to pani Magdalena Presiak i pan Mirosław Mieszała, mieszkańcy gminy Grabów nad Prosną. 

Pani Magdaleno, została pani wybrana na starościnę dożynek, by reprezentować rolników i hodowców w tym święcie dziękczynienia za plony. Proszę na początek opowiedzieć coś o sobie, o swoim gospodarstwie.
Magdalena Presiak: Wraz z mężem Maciejem mieszkamy w Smolnikach, jesteśmy małżeństwem od 16 lat, mamy trzy córki: Olę, Zuzię i Marię. Starsze córki ukończyły szkołę podstawową i od września rozpoczną naukę w szkołach średnich, najmłodsza chodzi do przedszkola sióstr salezjanek w Grabowie nad Prosną. Gospodarstwo, które prowadzimy istnieje już od 74 lat, w 2009 roku teście przekazali je mojemu mężowi. Tak więc jesteśmy kolejnym pokoleniem, które podjęło ten trud pracy i z całą pewnością mogę powiedzieć, że gospodarstwo to taki wielopokoleniowy biznes, który zrodził się z pasji. Zajmujemy się głównie hodowlą bydła i uprawą ziemi. W gospodarstwie utrzymywane jest 390 sztuk bydła, z czego 175 sztuk to krowy dojne, a reszta to jałówki, które przeznaczone są na „remont” stada. W tym stadzie mamy również opasy, które sprzedawane są na mięso. Mówiąc o rozwoju stada, zaznaczę, że mąż Maciej od 13 lat sam inseminuje krowy, ale dla ścisłości oboje mamy ukończone kursy inseminatora. Podkreślę jeszcze, że córki także i to od najmłodszych lat pomagają w gospodarstwie przy cielętach i przy dojeniu. 

Jak łatwo się domyślić pracy przy takiej gromadzie jest mnóstwo. Jak wygląda państwa dzień, ten roboczy?
Magdalena Presiak: Nasze prace jeśli chodzi o te przy zwierzętach w oborze rozpoczynamy o 4.00 rano, zaczynamy od  usunięcia obornika a następnie zganiamy krowy do dojenia. Dojenie rozpoczynamy o 5.00 rano i trwa to aż 3,5 godziny. Oczywiście nie robimy tego sami z mężem, mamy do pomocy pracowników. Po obrobieniu się w oborze idziemy na śniadanie wszyscy, bo pracownicy jedzą z nami. No a potem jak każda pani domu zajmuję się domem, gotowaniem obiadu. Muszę przygotować aż na dziewięć osób, bo pracownicy także z nami zasiadają do stołu. W tym czasie mąż zajmuje się bardziej męskimi rzeczami jak np. bieżącym remontem maszyn. Oczywiście do męża należy także uprawa pól, a zaznaczę tutaj, że uprawiamy ok. 100 hektarów kukurydzy na kiszonkę, 40 hektarów łąk i 20 hektarów zbóż. Cała produkcja roślinna przeznaczona jest na wyżywienie naszego stada. Dla przykładu powiem, by wyżywić to stadko każdego dnia przygotowywane jest pięć wozów paszowych. Tym zajmuje się pracownik. Wracając do planu dnia, to o 16.00 znów wchodzimy na 3, 5 godziny do obory na dojenie krów i tak każdego dnia, bez względu czy to zwykły dzień pracy, niedziela czy święto. A zatem dzień roboczy, to u nas każdy dzień.


O odpowiedź na kolejne pytanie poprosimy pana starostę dożynek. Panie Mirosławie, IRG-SGH podaje, że obecnie poziom nastrojów w rolnictwie jest najniższy od 1999 roku. Niemal 90% gospodarstw rolnych ocenia swoje perspektywy ekonomiczne negatywnie. Przyjęło się mówić, że rolnik zawsze narzeka. Jak to wygląda z pana perspektywy?
Mirosław Mieszała:
Ogólnie w ostatnim czasie wszystkim nam nie jest łatwo. Wszystko podrożało, inflacja itd. Wielu producentów boryka się ze wzrostem cen środków produkcji. Także i my rolnicy odczuliśmy wzrost cen naszych środków produkcji, tak więc lekko nie było ruszyć z pracami tej wiosny. Jednak co najważniejsze chęci do pracy były i są. Ponadto po wybuchu wojny na Ukrainie najbardziej do góry poszły paliwa, które w naszym przypadku są bardzo potrzebne przy szeroko rozumianej produkcji, czy to przy pracach polowych, czy do obsługi zwierząt. I to szczególnie mocno odczuliśmy. Ceny energii też dały się we znaki. Dodatkowo ceny nawozów, które są potrzebne do produkcji porównując z ubiegłym rokiem są wyższe nawet o kilkaset procent. A chcąc wyprodukować paszę, by nią zaspokoić potrzeby zwierząt, to trzeba zastosować nawozy, żeby ten pokarm wyrósł, po prostu, by było co zebrać z pola. Co do nawozów, to jeszcze obecna sytuacja spowodowała ich ograniczony dostęp. 

Ze względu na te wariacje cenowe wielu rolników stanęło przed trudnym wyborem, bo przecież mniej nawozów oznacza niższą podaż płodów rolnych, a co za tym idzie wzrost cen. Jak wpłynęło to na państwa „produkcję”?
Magdalena Presiak:
Odniosę się jeszcze do wcześniejszego pytania. Tak jak mówił pan Mirosław, wzrost kosztów środków do produkcji rolnej oraz trudności ze zbytem niektórych produktów rolnych rzeczywiście wpływają na negatywne nastroje wśród rolników. Z mojej perspektywy jako producenta mleka sytuacja jest stosunkowo stabilna, jednakże w innych działach produkcji rolnej występuje niepewność rynkowa. Co do nawozów, to również stanęliśmy przed tym wyborem, co pośrednio wpłynęło na naszą produkcję zwierzęcą, gdyż ze względu na wysokie ceny nawozów sztucznych zastosowaliśmy mniejszą ich ilość, co z kolei spowodowało zmniejszony zbiór pasz dla zwierząt. 

Mirosław Mieszała: W moim przypadku nie mogłem sobie pozwolić na dokonywanie wyborów,  gdyż korzystając z dofinansowania z Unii Europejskiej musimy dostosowywać się do norm określonych przy pozyskiwaniu dotacji. Polega to na tym, że musimy wyprodukować określoną ilość mleka, żeby potem nie zwracać dotacji. Tak więc byłem zmuszony kupić potrzebną ilość nawozów, by wyprodukować potrzebną ilość paszy objętościowej dla mojego bydła. Bez nawozów, po prostu, to by się nie udało. 

Dodatkowym czynnikiem jest zawsze pogoda, a ta nas nie rozpieszcza. W tym roku majowy brak deszczu dał się odczuć, zwłaszcza jeśli chodzi o uprawę zbóż i w związku z tym odnotowaliśmy słabsze zbiory. Na polach było widać niedobory tej wody i chociażby patrząc na łąki, to w porównaniu z ubiegłym rokiem zbiory z nich również były mniejsze. A wtedy jest mniej paszy i aby utrzymać produkcję, to są dwa wyjścia, pierwsze, to zmniejszyć pogłowie, a drugie dokupić paszy od innego rolnika. Obecnie w moim gospodarstwie doimy 70 krów, a wszystkich sztuk w stadzie wraz z młodzieżą i opasami mamy 155. 

Skoro padło sformułowanie „normy europejskie”, chcę zapytać jak to jest w przypadku rolników, z jakimi normami państwo musicie się mierzyć przy hodowli zwierząt?
Mirosław: Jak wiele gospodarstw tak i my musieliśmy dostosować się do norm. W moim  przypadku, jeśli mówimy o dobrostanie, to trzeba było spełnić określone wymagania dotyczące przede wszystkim powierzchni dla danej sztuki bydła, które zależne jest od systemu hodowli. Wygląda to tak, że inną powierzchnię potrzebuje krowa, która jest uwiązana na łańcuchu, a inną ta, która chodzi po dworze luzem, na tzw. wolnym wypasie. I w związku z tym są rożne powierzchnie, dla przykładu podam, że jeśli chodzi o krowy mleczne, które są na łańcuchach, to powierzchnia, czyli inaczej mówiąc stanowisko dla niej przewidziane musi być: 1,20 szerokie i 2 metry długie. Natomiast te chodzące luzem, to tutaj kryterium powierzchni zależne jest jeszcze od wieku zwierzęcia. 

Magdalena Presiak: Nasze gospodarstwo korzystało z programu ,SAPARD’ i ,PROW’, z których pozyskaliśmy środki na zakup maszyn oraz modernizację budynków inwentarskich. Aby poprawić jakość pozyskiwanego mleka oraz dobrostan zwierząt chów krów został zmieniony z uwięziowego  na wolnostanowiskowy, a dój zaczął odbywać się na nowoczesnej hali udojowej. 

Wiemy, że w dążeniu do sukcesu potrzebna jest nierzadko optymalizacja kosztów oraz dobre wykorzystanie tego, co daje natura. Ale czy wtedy nie niszczymy za bardzo środowiska, czy państwa działania uwzględniają jego ochronę? 
Magdalena Presiak:
W związku z naszą produkcją posiadamy znaczne ilości obornika, który wykorzystujemy prawie w całości na własne grunty, co umożliwia nam stosowanie mniejszej ilości nawozów sztucznych, a to już optymalizuje koszty. Gospodarstwo nasze uczestniczy w programie rolnośrodowiskowym, którego warunkiem jest zasiew roślin międzyplonowych oraz ochrona gleb i wód. Stosujemy też uprawę bez orkową, która ogranicza straty wody i zmniejsza zużycie paliw płynnych. Innowacyjnym rozwiązaniem tego, co daje natura jest nawadnianie pól, posiadamy dwie deszczownie, które wypompowują wodę z cieków wodnych oraz studni głębinowych do podlewania naszych zasiewów.   

Mirosław Mieszała: W moim gospodarstwie dobudowaliśmy silosy, gdzie magazynowane są pasze objętościowe. Zaletą tych silosów jest to, że pasze nie są składowane na gruncie, tylko na utwardzonej powierzchni, co jest bardziej ekologiczne. Ponadto soki z kiszonek nie ściekają bezpośrednio do gruntu, tylko są gromadzone w specjalnych studzienkach. Nie ma tym samym zanieczyszczenia środowiska. Dodam jeszcze, że gdy chodzi o obornik czy gnojowisko, to mamy przygotowane specjalne zbiorniki do ich przechowywania. Wszystko jest tak zabezpieczone, żeby nic się nie przedostało do gleby i jej nie zanieczyszczało. 

Trzeba optymalizować koszty, ale i widzieć czy da się niższym kosztem wyhodować tyle ile jest potrzebne. Otóż, najważniejsze jest, by tak wszystko zabezpieczyć, żeby nie było strat. Ważne jest też, by wszystko było dobrej jakości, a krowa się odwdzięczy dobrą jakością mleka, bo jest takie powiedzenie, że krowa pyskiem doi. Wszystko co urodzi się w naszym gospodarstwie jest chowane, czy to jałóweczki czy byczki, z tym że byczki są opasane i oddawane do rzeźni. Od niedawna jesteśmy zmuszeni oddawać nawet małe byczki, bo robi się ciasno i nie ma gdzie ich trzymać.

Słuchając państwa, mam przekonanie, że nie musimy się martwić o mleko, choć słyszy się, o nasilającym się zjawisku odchodzenia od jego produkcji. Z drugiej strony, jak podają analitycy rynek mleka w naszym kraju broni się, gdyż popyt na produkty mleczarskie na światowych rynkach jest duży. Jak państwo to widzą?
Magdalena Presiak: Rynek mleka w chwili obecnej rzeczywiście się broni, ponieważ popyt na produkty mleczarskie jest duży i gospodarstwa produkujące mleko starają się zwiększać swoją produkcję tak, aby sprzedać jak największą możliwą ilość. Natomiast odchodzenie od produkcji mleka często jest związane z niechęcią młodego pokolenia do wiązania się z tym działem produkcji, gdyż wymaga ono ogromnego nakładu pracy oraz wielu wyrzeczeń w życiu osobistym. Nasza praca często nie jest nam wynagradzana finansowo i coraz częściej nie mile widziana na terenach wiejskich ze względu na specyfikę hodowli zwierząt. 

Mirosław Mieszała: Ja powiem tak, patrząc na naszą mleczarnię, która od nas skupuje mleko, to odnotowuje ona każdego roku coraz większy skup. Również i kierowcy, którzy przyjeżdżają odbierać mleko widzą wzrost produkcji. Oczywiście trzeba pamiętać, że w okresie letnim mleka jest mniej, ale to z przyczyn atmosferycznych, gdyż wysokie temperatury nie sprzyjają w produkcji mleka. Ogólnie województwo wielkopolskie jest bardzo dobrze rozwiniętym obszarem pod względem rolnictwa.  

Czego zatem życzylibyście państwo sobie, jak i innym rolnikom?
Mirosław Mieszała:
Na pewno tego, żeby za naszą pracę była godziwa zapłata, bo wówczas będą chęci do pracy. Ale to pewnie jak w każdym innym sektorze tak jest i każdy pragnie być sprawiedliwie wynagradzany. No i przede wszystkim żeby deszcze padały, bo jak będzie deszcz, to będzie wszystko dobrze. ■

Rozmawiała Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!