Zestresowany „aniołek” i zmęczeni rodzice

Jak nie zepsuć dziecku Pierwszej Komunii?
Maj to miesiąc, w którym przed ołtarzami stają rzędy dzieci w odświętnych, najczęściej białych strojach. Z kościelnej ławki wszystko wygląda idealnie: skupienie, uśmiechy, powaga. Jako psycholog, pedagog i ojciec, który przygotowywał do tego dnia już kilkoro własnych dzieci, wiem jednak, co często kryje się pod pięknymi strojami: stres, napięcie rodziców i dziecięcy lęk, by „wszystko wypadło dobrze”.
Pierwsza Komunia Święta jest wydarzeniem duchowym, ale obudowaliśmy ją tak wielką presją społeczną i organizacyjną, że to, co najważniejsze, bywa zagłuszone przez to, co zewnętrzne.
Festiwal oczekiwań
Chęć zorganizowania pięknego przyjęcia, zaproszenia rodziny i zadbania o wygląd jest czymś naturalnym. Świętowanie jest przecież wyrazem radości. Problem zaczyna się wtedy, gdy z rodziców stajemy się reżyserami rodzinnego spektaklu. Zaczynamy martwić się o menu, fryzurę, zdjęcia i o to, co powiedzą inni.
W psychologii nazwalibyśmy to lękiem przed oceną. Im większe napięcie dorosłych, tym łatwiej udziela się ono dzieciom. Paradoks polega na tym, że przygotowujemy dom na spotkanie z Jezusem, a jednocześnie tracimy pokój: denerwujemy się szczegółami, spieramy o organizację i przenosimy to napięcie na dziecko.
Czego boi się dziewięciolatek?
Dziecko w tym wieku jest bardzo wrażliwe na oczekiwania dorosłych. Gdy rozmawiam z dziećmi przygotowującymi się do Komunii, często słyszę nie o lęku przed samą spowiedzią, lecz o obawie, że zapomną wierszyka, pobrudzą ubranie albo coś upuszczą. Dla wielu z nich ten dzień staje się bardziej egzaminem z idealnego zachowania niż świętem bliskości z Bogiem.
To duży ciężar emocjonalny. Jeśli dołożymy do tego zdenerwowanego rodzica, dziecko może zapamiętać dzień Pierwszej Komunii nie jako spotkanie z kochającym Chrystusem, ale jako stresujący test.
Nie idealnie, lecz prawdziwie
Donald Winnicott, angielski pediatra i psychoanalityk, podkreślał, że dziecko nie potrzebuje rodzica idealnego, lecz wiernie obecnego i kochającego. Tę intuicję warto zastosować także do komunijnego świętowania. Nie chodzi o uroczystość perfekcyjną, lecz przeżytą w pokoju.
Rosół może być trochę za słony, wujek może się spóźnić, a dziecko może pomylić słowa modlitwy. To nie odbiera niczego istocie tego dnia. Syn Boży nie przyszedł na świat w warunkach idealnych, lecz w ubóstwie Betlejem. On patrzy przede wszystkim na serce.
Jeśli na kilka dni przed uroczystością czujesz, że puszczają ci nerwy, odpuść to, co nieistotne. Lepiej podać kupne ciasto z uśmiechem niż piętrowy tort w atmosferze złości.
Jedno zadanie na poranek komunijny
Najwięcej napięcia pojawia się zwykle rano, tuż przed wyjściem do kościoła. Dlatego warto zastosować prostą zasadę: dodatkowe 30 minut. Wstańcie wcześniej i zostawcie sobie choć kwadrans bez pośpiechu. Usiądźcie obok dziecka, przytulcie je i powiedzcie: „Cokolwiek dziś się wydarzy, jesteśmy z ciebie dumni. Bóg bardzo cię kocha. To jest dzień radości, a nie egzamin”.
To może być najcenniejszy prezent komunijny: spokój rodziców i spokojne serce dziecka. Wtedy także materialne upominki łatwiej pozostaną tylko dodatkiem, a nie centrum całego dnia.
Grzegorz Zawada
- psycholog (o specjalności klinicznej z psychoterapią), pedagog specjalny, familiolog, terapeuta, mediator. Od ponad 20 lat towarzyszy rodzinom i osobom z zaburzeniami ze spektrum autyzmu oraz z niepełnosprawnością intelektualną wspierając ich rozwój na każdym etapie. Prywatnie mąż i tata szóstki dzieci, pełnoprawny dziadek.
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!