Zdrajca czy bohater? 
Wśród komentarzy pod postem o śmierci kard. Augusta Hlonda w październiku 1948 r., jako jednej z najwybitniejszych postaci naszej historii w XX w., można przeczytać: „Jako jeden z pierwszych uciekł z kraju po wybuchu wojny! Nie wybielać historii”.
Do napisania o Prymasie Polski kard. Auguście Hlondzie w czasie II wojny światowej zainspirował mnie wykład ks. dra hab. Jarosława Wąsowicza wygłoszony podczas konferencji naukowej w parafii w Wilkowyi. Wprawdzie jego głównym bohaterem był ks. bp Franciszek Jedwabski, ale na marginesie ks. Wąsowicz wspomniał historię kard. Hlonda z czasów II wojny światowej. Według propagandy PRL ten Prymas Polski był zdrajcą, który porzucił we wrześniu 1939 r. Polaków i wybrał wygodne życie w Watykanie.
Jako Prymas Polski
Wcześniej kard. Hlond zaangażował się w działania dla dobra Polski i Kościoła. Na pewno na to jaki był, miała wpływ jego rodzina – rodzice i liczne rodzeństwo. Pochodził ze Śląska, urodził się 5 lipca 1881 r. we wsi Brzęczkowice, obecnie to dzielnica Mysłowic, jako jeden z dwanaściorga dzieci dróżnika kolejowego. Chrzest przyjął już 10 lipca w Kościele NMP w Mysłowicach z rąk proboszcza ks. Edwarda Klemmanna i otrzymał imiona August Józef. Jako uczeń szkoły salezjańskiej w 1893 r. został wysłany na dalszą naukę do Turynu, a trzy lata później wstąpił do salezjanów, podobnie jak trzej jego bracia. Święcenia kapłańskie przyjął w 1905 r. Nas jednak interesuje szczególnie okres kiedy był Prymasem Polski, czyli od 1926 r. do 1948 r.
Jak piszą historycy, Kościół w Polsce zawdzięcza kard. Hlondowi jako Prymasowi bardzo wiele. To on przed II wojną światową powołał Akcję Katolicką i wspierał jej rozwój. Promował katolicką nauką społeczną, utworzył Radę Społeczną przy Prymasie Polski. Organizował Kongresy Eucharystyczne, zwołał Międzynarodowy Kongres Chrystusa Króla i utworzył Towarzystwo Chrystusowe dla Polonii Zagranicznej. Dbał o rozwój prasy katolickiej i zabierał głos w sprawach społecznych, kiedy chodziło o ochronę wiary i moralności, czy o relacje państwa i Kościoła. Właśnie tym relacjom poświęcił List pasterski z 1932 r. „O chrześcijańskie zasady życia państwowego”, który został nawet opublikowany przez Episkopaty kilku krajów. Jako Prymas Polski „błagał o pomoc i ratunek dla biedaków dotkniętych klęską bezrobocia w okresie gospodarczego kryzysu. Atakował bez miłosierdzia raka masonerii, wżerającego się w organizm narodu. Ostrzegał przewidująco przed zarazą bezbożnego totalizmu z zachodu i przed dżumą materialistycznego nihilizmu napierającego ze wschodu” (patrimonium.chrystusowcy.pl). Oczywiście to nie wszystko co robił jako Prymas Polski.
Nie zginęłaś!
Wybuch II wojny światowej zastał kard. Hlonda w Poznaniu, od razu postanowił wyjechać w nocy na zwołane wcześniej nabożeństwo w intencji Ojczyzny w Warszawie, które miało być odprawione przy udziale Episkopatu i najwyższych dostojników państwowych. Kiedy Poznań zajęli Niemcy nie mógł już tam powrócić. Ostatecznie kard. Hlond „Za radą i naleganiem ludzi mu oddanych i wysoko postawionych, wyraził zgodę na podjęcie się roli obrońcy sponiewieranego tak straszliwie narodu przed opinią świata u boku papieża Piusa XII, i w konsekwencji zdecydował się na wyjazd do Rzymu. Niezależnie od wszystkich korzyści, jakie sprawie Polski i prześladowanego Kościoła polskiego przyniósł pobyt Prymasa Polski zagranicą, osobiście był to jednak najbardziej bolesny cierń, jaki ranił serce dostojnego arcypasterza przez wszystkie lata wojennego tułactwa wśród obcych” – napisali chrystusowcy na portalu poświęconym kard. Hlondowi, który obecnie jest sługą Bożym ze względu na toczący się proces beatyfikacyjny.
Prymas Polski 14 września przekroczył granicę Polski z Rumunią i pięć dni później był już w Rzymie, gdzie przyjął go Pius XII. Nie tylko szukał kontaktów z Ojcem Świętym, ale przemawiał w Radiu Watykańskim upominając się o sprawiedliwość dla napadniętego polskiego narodu i odpowiadając na kłamliwą propagandę Niemców. Jego raport o prześladowaniu Kościoła w Polsce obiegł świat wywołując oburzenie na Niemców. W czasie przemówienia w Radiu Watykańskim 29 września kard Hlond wspierając Polaków mówił: „Nie zginęłaś, Polsko! Niedaremne są te cierpienia ani ta krew, ani te mogiły i błagania, ani ten hart duszy, ani ta żądza wolności. Wzbogaciły one nasz duchowy skarbiec narodowy, obmyły naród z grzechów, uzdolniły nas do większych posłannictw, stanowiąc kapitał bezcennych wartości, z którego pokolenia, od nas szczęśliwsze a wdzięczne, czerpać będą. (…) wołam do ciebie jeszcze raz: nie zginęłaś, Polsko! Nie zginęłaś, bo nie umarł Bóg. Bóg nie umarł i w swym czasie wkroczy w wielką rozprawę ludów i po swojemu przemówi. Z Jego woli, w chwale i potędze zmartwychwstaniesz i szczęśliwa żyć będziesz – najdroższa Polsko – męczennico”. Kard. Hlond wykorzystywał też każdą sytuację, aby wspierać materialnie i duchowo polskich wychodźców oraz żołnierzy walczących na frontach II wojny światowej.
Propozycja kolaboracji
W 1940 r. Prymas Polski musiał opuścić Rzym, dlatego przeniósł się do Lourdes, gdzie prosił Maryję o pomoc dla umęczonego narodu. Trzy lata później, wskutek nacisku Niemiec na rząd Vichy, musiał zamieszkać w opactwie w Hautecombe. I to stamtąd Gestapo wywiozło go do Paryża. Co najmniej od tego momentu Prymas Polski żył pod ciągłym dozorem policyjnym, w izolacji od najbliższych osób, przerywanej jedynie ciągłymi wizytami hitlerowskich wysłanników, którzy nakłaniali go do kolaboracji z Niemcami i stworzenia wspólnego frontu anty-sowieckiego. Kard. Hlond zawsze kategorycznie odmawiał. Mówił: „tylko wolna Polska może pertraktować i wchodzić w układy ze swoimi sąsiadami”. Z Paryża wywieziono go do Bar-le-Duc w Normandii, a następnie do miejscowości Wiedenbruck we Westfalii.
W kwietniu 1945 r. uwolnili go żołnierze amerykańscy, więc udał się do Rzymu, a stamtąd mimo sprzeciwu rządu RP w Londynie, w lipcu 1945 r. wrócił do Poznania. Tam czekała na niego trudna sytuacja kraju pod sowiecką okupacją. Wtedy komunistyczne władze PRL zaczęły powtarzać historię przekazywaną w niemieckiej propagandzie, że Prymas Polski opuścił Kościół i zdradził Polskę,
Meldujemy sługo Boży
Czy w wojenne losy Prymasa Polski wpisana była ucieczka? Jasno widać, że nie. Wyjechał z Polski, by informować świat o barbarzyństwie Niemców. Do tego władze polskie obawiały się, że gdyby na początku wojny Prymas Polski wrócił do Poznania, zajętego już 10 września przez Niemców, hitlerowcy mogliby go użyć jako zakładnika. Ostatecznie kard. Hlond podjął misję w Rzymie zleconą mu przez rząd polski. Rodzi się kolejne pytanie: czy kard. Hlond słusznie postąpił wyjeżdżając z Polski? Mówił o tym kard. Stefan Wyszyński w 25. rocznicę śmierci kard. Hlonda 22 października 1975 r. w Gnieźnie. Według niego przede wszystkim był więźniem dla Imienia Chrystusowego. - Prymas Hlond cierpiał za Kościół w Polsce i za Ojczyznę. Wraz z duchowieństwem, które zapełniło w latach okupacji obozy koncentracyjne, wraz z całym narodem cierpiał za Polskę, w której prawo do wolności nigdy nie zwątpił. Będąc poza granicami kraju, usilnie zabiegał o to, by nieustannie przypominać światu o istnieniu Polski. Jest to bodaj, w latach wojny i okupacji, największą jego zasługą. Nie mógł tego wykonać, gdyby pozostał w kraju, albowiem w kraju zamknięto wszystkim usta. Lecz biły tu jeszcze gorące serca i prężyły się umysły, wierząc Bogu, który jest Ojcem narodów, że wpierw czy później okaże się, że On rządzi światem. Wierzył w to usilnie kard. Hlond. Był przecież – przez wiarę i miłość – optymistą – mówił kard. Wyszyński.
Ks. kard. Hlond zmarł niespodziewanie 22 października 1948 r. I 30 lat później w dniu inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, dokładnie 22 października 1978 r., w homilii do Polaków w Kościele św. Stanisława w Rzymie kard. Stefan Wyszyński powiedział: „Meldujemy ci, sługo Boży, kard. Auguście, który tam klęczysz u tronu Matki Bożej. Powiedziałeś za życia, że «zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Maryi» – zwycięstwo przyszło, przyszło przez Maryję”.
Renata Jurowicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!