Zdjęty krzyż i powieszone Dzieciątko
Ostatnio często słyszymy o profanacjach, świętokradztwach i obrazie uczuć religijnych katolików. Mówiąc czy pisząc o takich wydarzeniach, jak choćby w Kielnie czy Sopocie, niektórzy zamiennie używają tych słów i to znak, że tak naprawdę nie wiedzą co one oznaczają.
Już w Nowy Rok z kościoła św. Jana Chrzciciela w Płocku złodziej ukradł świeczniki i skarbonkę stojącą przy żłóbku. Na monitoringu widać było mężczyznę w kapturze, który usiadł w kościelnej ławce, potem zbliżył się do żłóbka i schował coś pod kurtką. Miejscowy proboszcz zaapelował do niego o zwrot tego, co zabrał. Jednak, jak podają lokalne media, złodziej nie skorzystał z „wielkoduszności księdza. Skradzione przedmioty nie zostały odzyskane. Nie wiadomo, ile pieniędzy było w skarbonce. Teraz mężczyzna jest już w rękach policji”. Jak mówiła rzeczniczka płockiej Komendy Policji to nie była jego pierwsza kradzież w kościele. – Płoccy dzielnicowi namierzyli i zatrzymali sprawcę kradzieży. Jak się okazało, ten sam mężczyzna kilka miesięcy wcześniej okradł inny kościół w Płocku. 47-latek przyznał się do winy. Za kolejną kradzież odpowie przed sądem – podkreśliła. Tu sytuacja jest jasna, to była kradzież, a jakie wydarzenie nazwiemy profanacją, świętokradztwem, czy obrazą uczuć religijnych?
Odebranie świętego charakteru
Profanacja i świętokradztwo, pomiędzy tymi słowami nie można stawiać znaku równości. Jedynie świętokradztwo bywa pewną formą profanacji. Według słownika profanacja to „bezczeszczenie, znieważanie”, potraktowanie bez szacunku czegoś, co jest uznawane za święte lub stanowi przedmiot czci. Pojawia się też rozszerzone wyjaśnienie profanacji: to „zbezczeszczenie przedmiotów i miejsc przeznaczonych do celów kultowych; też: znieważenie powszechnie uznawanych wartości”.
Ks. bp Adam Bałabuch z Komisji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów Konferencji Episkopatu Polski w wywiadzie dla jednego z katolickich tygodników tłumaczył kiedyś, że profanacja oznacza dosłownie „odebranie świętego charakteru”, „przeznaczenie do użytku niesakralnego” i dodał do tego przykłady. Profanacją kielicha kościelnego byłoby używanie go do picia w domu, a profanacją ornatu czy innej kościelnej szaty używanie ich jako zwykłego ubrania. Podobnie profanacją krzyża lub wizerunku świętych byłoby używanie ich do celów innych niż kultyczne. Na przykład jako ozdobę, biżuterię albo element artystycznej prowokacji.
Do tego Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia, że „Świętokradztwo polega na profanowaniu lub niegodnym traktowaniu sakramentów i innych czynności liturgicznych, jak również osób, rzeczy i miejsc poświęconych Bogu. Świętokradztwo jest grzechem ciężkim, zwłaszcza jeżeli jest popełnione przeciw Eucharystii, ponieważ w tym sakramencie jest obecne w sposób substancjalny Ciało samego Chrystusa” (KKK 2120). Niektórzy twierdzą, że najczęściej popełnianym świętokradztwem jest przyjęcie Komunii Świętej w stanie grzechu ciężkiego.
W prawie kanonicznym Kościoła katolickiego też czytamy o profanacji, świętokradztwie i bluźnierstwie. „Kto w widowisku lub zgromadzeniu publicznym, w rozpowszechnionym piśmie lub w inny sposób przy użyciu środków społecznego przekazu, wypowiada bluźnierstwo albo poważnie narusza dobre obyczaje, albo znieważa religię lub Kościół, lub wywołuje w stosunku do nich nienawiść albo pogardę, powinien być ukarany sprawiedliwą karą” (1368). Podobnie w przypadku profanacji rzeczy świętej powinien być ukarany sprawiedliwą karą (1369). Do tego: „Kto porzuca albo w celu świętokradczym zabiera lub przetrzymuje postacie konsekrowane, zaciąga ekskomunikę latae sententiae, zarezerwowaną dla Stolicy Apostolskiej; duchowny może być ponadto ukarany inną karą, nie wyłączając wydalenia ze stanu duchownego” (1382). We wspomnianej rozmowie ks. bp Bałabuch tłumaczył, że „przepis ten jest wiążący dla osób, które są członkami Kościoła katolickiego”. Dodam jeszcze wyjaśnienie: postacie konsekrowane to Ciało i Krew Jezusa, a ekskomunika to kara polegająca na wykluczeniu z życia Kościoła. Przez swój czyn katolik tak bardzo oddala się od Kościoła, że nie może być dalej uważany za jego członka i m.in. przystępować do sakramentów. Ta kara to nie odwet, ale ma skłonić do poprawy, nawrócenia. W katechizmie i prawie kanonicznym nie znajdziemy nic o obrażaniu uczuć religijnych.
Krzyż, a może gadżet?
Jak to wygląda w życiu pokazały między innymi wydarzenia, które miały miejsce w Kielnie, Bolesławcu, czy Sopocie. Ciągle docierają do nas na ten temat nowe informacje. Najpierw na początku stycznia media obiegła wiadomość, że w grudniu zeszłego roku nauczycielka języka angielskiego szkoły podstawowej w Kielnie w województwie pomorskim zdjęła w klasie krzyż i wyrzuciła do kosza. W czwartek, 8 stycznia doszło przed szkołą do protestu m.in. rodziców uczniów. Niektóre media relacjonowały wtedy sytuację przedstawioną przez uczniów i ich rodziców, używając zaskakujących słów „miało, miała”: „Do zdarzenia miało dojść 15 grudnia”, nauczycielka „miała zażądać od uczniów zdjęcia krzyża”, a gdy uczniowie odmówili „miała sama go zdjąć i wyrzucić do kosza na śmieci”. Potem w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” nauczycielka przekonywała, że całe zdarzenie „jest nieporozumieniem, a politycy wykorzystują je do tego, żeby podbijać swoje interesy i pozycje”. - Wyrzuciłam cosplayowy gadżet od halloweenowego stroju, którym bawiły się dzieci, a następnie powiesiły go nad klatką chomika – w miejscu, w którym wcześniej wisiał zegar - powiedziała dla „Dziennika Bałtyckiego”. Ktoś inny napisał, że może to był element stroju na Marsz Wszystkich Świętych. I czy nauczyciel wyrzuciłby do śmieci telefon ucznia, który na lekcji potraktuje go jak zabawkę, bo zacznie „na nim grać”?
Natomiast w momencie kiedy piszę artykuł w Telewizji Trwam pojawiły się kolejne wypowiedzi rodziców uczniów z Kielna. Według nich sprawa krzyża w klasie rozpoczęła się tak naprawdę dużo wcześniej, na początku roku szkolnego, już wtedy anglistka chciała, by został zdjęty. Potem co jakiś czas kilkakrotnie krzyż znikał ze ściany, a uczniowie wieszali kolejny i kolejny... Chcieli go mieć w klasie. Jak podkreśliła jedna z mam, na koniec rzeczywiście powiesili plastikowy. Ale krzyż pozostaje krzyżem, niezależnie czy jest drewniany, plastikowy, czy wykonany z innego materiału. Pamiętam, że kiedyś produkowano plastikowe z figurą Jezusa Ukrzyżowanego, która świeciła w ciemnościach. I nie mówiono, że jest on gorszy od innych, bo plastikowy. Niektórzy dziennikarze zasugerowali jeszcze, że to nie był krzyż, bo nie ma na nim figury Jezusa. Natomiast tak naprawdę krzyż z przytwierdzoną do niego figurą Ukrzyżowanego to krucyfiks. A według słownika krzyż to rodzaj kształtu lub przedmiot w postaci co najmniej dwóch przecinających się linii. Nie musi być poświęcony, by był krzyżem.
Akt wynagrodzenia
Reagując na sytuację w Kielnie ks. abp Tadeusz Wojda SAC, metropolita archidiecezji gdańskiej, na której terenie znajduje się miejscowość, 7 stycznia wydał oświadczenie. Napisał w nim: „Z ubolewaniem przyjąłem informację o akcie profanacji krzyża, do którego doszło w jednej ze szkół na terenie naszej archidiecezji. Krzyż - znak ofiary, którą z miłości do każdego człowieka złożył Jezus Chrystus - zajmuje szczególne miejsce nie tylko w sercach ludzi wierzących, ale także w naszej polskiej tradycji i kulturze. Każdy akt jego znieważenia rani uczucia religijne wiernych i budzi uzasadniony niepokój i sprzeciw ludzi dobrej woli”.
W związku z zaistniałą sytuacją zauważył: „oczekuję ze strony dyrekcji szkoły oraz od organu prowadzącego, rzetelnych i wyczerpujących wyjaśnień na temat zaistniałego zdarzenia oraz podjęcia działań i konkretnych kroków mających na celu zapobieżenie podobnym wydarzeniom w przyszłości”. Jednocześnie wyraził wdzięczność wszystkim, którzy stanęli w obronie krzyża, dając świadectwo swojej wiary i przywiązania do wartości chrześcijańskich. Podziękował także tym, którzy wzięli udział w nabożeństwie ekspiacyjnym (wynagradzającym) i w publicznej adoracji krzyża w parafii Kielno, ofiarując modlitwę jako akt wynagrodzenia za dokonane znieważenie.
Jak wisielec
Prawie równocześnie ze sprawą z Kielna pojawiła się informacja, że w Bolesławcu nieznani sprawcy powiesili na sznurze Dzieciątko Jezus z szopki ustawionej na Rynku przez Bolesławiecki Ośrodek Kultury Międzynarodowego Centrum Ceramiki. Wszystko zarejestrował monitoring. Dzieciątko wyglądało jak wisielec, mieszkańcy byli tym bardzo poruszeni. - Dla mnie jest to profanacja, obrażanie katolików i naszej wiary – usłyszałam na YouTube wypowiedź jednego z mieszkańców. – Powiesili na pętli Dzieciątko Jezus. To jest coś okropnego, to się w głowie nie mieści – podkreśliła mieszkanka Bolesławca.
Na pierwszy rzut oka podobna sytuacja miała miejsce w Sopocie, bo tam też bohaterem zdarzenia stała się drewniana figurka Jezusa z szopki, jaka stanęła przed kościołem w centrum miasta. Skradziono ją 29 grudnia. Policja opublikowała wizerunki złodziei i poprosiła o pomoc w ich znalezieniu. Teraz trzeba czekać co będzie dalej.
Natomiast wiadomo już jaki jest ciąg dalszy historii powieszonej figurki Dzieciątka z Bolesławca. - Miało to charakter i znamiona akcji zaplanowanej, ponieważ ta lalka została powieszona nie na jakimś sznurku, tylko był to rodzaj specjalnie przygotowanej szubienicy – podkreślił dyrektor Bolesławieckiego Ośrodka Kultury Międzynarodowego Centrum Ceramiki dla lokalnego portalu. Niestety prokuratura stwierdziła, że nie doszło w tym przypadku do obrazy uczuć religijnych. Jednak dla wielu katolików figurka Dzieciątka umieszczona w szopce jest bardzo ważnym symbolem i nie mogą przejść obojętnie wobec takich sytuacji. Niektórzy powołują się przy tym na Konstytucję RP gwarantującą każdemu wolność sumienia i wyznania. Do tego dodają, że także państwo ma obowiązek stawać w obronie osób wierzących i przypominają art. 196 Kodeksu karnego: „Kto obraża uczucia religijne innych osób przez publiczne znieważanie przedmiotu czci religijnej lub miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Ochroną prawa są więc objęte przedmioty takie jak krzyże, ikony oraz miejsca na przykład kościoły, cmentarze.
Stąd po decyzji prokuratora policja zaczęła prowadzić czynności w sprawie o wykroczenie z art. 140 Kodeksu wykroczeń. Chodzi o „Dopuszczenie się publicznie nieobyczajnego wybryku”, czyli „kto publicznie dopuszcza się nieobyczajnego wybryku, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 1.500 złotych albo karze nagany”.
Co z tym zrobić?
Również sprawa z Kielna jest nadal wyjaśniana i to z różnych stron. Zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Wejherowie złożył wójt gminy Szemud, dlatego wszczęła ona dochodzenie dotyczące podejrzenia obrazy uczuć religijnych uczniów poprzez publiczne znieważenie krzyża. Do akt dołączono ustne zawiadomienie Joanny Kułagi, dyrektorki szkoły, przesłuchanej jako świadka. Policja zabezpieczyła krzyż jako dowód, a nauczycielkę zawieszono w obowiązkach do czasu wyjaśnienia sprawy. Prokuratura rozpoczęła przesłuchiwanie w charakterze świadków uczniów będących świadkami zdarzenia, nauczycieli oraz innych osób mogących posiadać wiedzę na temat sprawy. Z drugiej strony ks. abp Wojda zauważył potrzebę: pogłębionej refleksji nad znaczeniem ofiary krzyża, wzajemnego szacunku oraz wzmożenia troski o wychowanie młodego pokolenia w duchu odpowiedzialności, dialogu i poszanowania wartości. Naszą postawą musimy wskazywać na to, co jest dla nas święte.
Mniej więcej w tym samym czasie minister sprawiedliwości zaproponował zmianę polskiego prawa dotyczącego obrazy uczuć religijnych, chciałby je złagodzić. Uzasadniając powołuje się na wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Dorota „Doda” Rabczewska przeciwko Polsce, który w 2022 r. orzekł, że ukaranie jej grzywną to naruszenie prawa do swobodnego wypowiadania opinii. ETPC zarządził nawet na rzecz piosenkarki 10 tys. euro zadośćuczynienia. O co chodzi?
Wyrok dotyczy wypowiedzi Dody z wywiadu jaki udzieliła w 2009 r. Powiedziała wtedy, że „bardziej wierzy w dinozaury niż w Biblię”, bo „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”. Prokuratura postawiła jej zarzut obrazy uczuć religijnych. W odpowiedzi piosenkarka wyjaśniła, że według niej słowo „napruty” oznacza „pozytywnie nastawiony”, „wino było mszalne”, a „zioła z pewnością mogły być lecznicze”. Wtedy została skazana na karę grzywny. Ostatecznie Rabczewska złożyła skargę do ETPC i tam uznano jej racje. W orzeczeniu trybunał m.in. podkreślił, że wypowiedź Dody nie wzbudziła wzburzenia w społeczeństwie, o czym ma świadczyć, że tylko dwóch chrześcijan złożyło doniesienie do prokuratury w Polsce. A co z resztą katolików? Czyli mamy protestować.
Renata Jurowicz
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!