TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Maja 2026, 14:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zawierzeni Matce Bożej  

Zawierzeni Matce Bożej  

W roku 2026 przypada kilka ważnych rocznic związanych z naszym narodem, Matką Bożą i oczywiście Jasną Górą. Ks. dr hab. Dominik Zamiatała, prof. UKSW wyjaśnia, czym były wydarzenia sprzed lat i jakie mają odniesienie do czasów obecnych.

Właśnie dziś, 3 maja przypada 60. rocznica, kiedy na Jasnej Górze Episkopat Polski dokonał Aktu oddania naszego narodu w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła w Polsce i na świecie. Czy może Ksiądz przybliżyć naszym czytelnikom, czym był ten akt podpisany przez biskupów i odczytany na Jasnej Górze 3 maja 1966 roku?

Ks. Dominik Zamiatała: Ten rok na Jasnej Górze upływa pod znakiem znaczących rocznic. Jedną z nich jest wspomniana 60. rocznica zawierzenia, ale w tym roku przypada także 70. rocznica Ślubów Narodu Polskiego. Warto na wstępie zaznaczyć, że rok 1966 był czasem obchodów milenijnych chrztu Polski. I Episkopat Polski chciał w tym czasie podkreślić przywiązanie narodu polskiego do Kościoła, do chrześcijaństwa, z wiarą w Trójjedynego Boga.

Akt milenijny był możliwy dzięki temu, że już od 1957 r. Kościół w Polsce podjął potężny program odnowy religijnej. Ja określam go, jako program reakatolicyzacji narodu polskiego. Była to Wielka Nowenna - dziewięcioletni program duszpasterski. Każdy rok nowenny miał swoje hasło, które wierni realizowali w swoich parafiach i wspólnotach życia koncentrowanego. Ogólnie etap przygotowań był długi ze względu na doniosłość wydarzenia, a Nowenna była przygotowana nie tylko dla całego Kościoła w Polsce, ale też dla rodaków na emigracji. Chcąc mówić o wydarzeniu z 1966 r. nie wolno nam pominąć roku 1956.

Co takiego się dokonało w 1956 roku? 

Można powiedzieć, że był to czas, kiedy w Polsce rozpoczęła się destalinizacja, następowały potężne zmiany i ruchy w partii komunistycznej, ale też i w polskim społeczeństwie. Natomiast  patrząc z perspektywy ludzi Kościoła, był to rok bardzo ważny. W 1956 r. obchodzono w Kościele w Polsce Rok Królowej Polski, w którego centrum było 300 - lecie ślubów Jana Kazimierza, które 1 kwietnia 1656 r. w Katedrze Lwowskiej podczas nabożeństwa wraz z senatorami złożył uroczyste ślubowanie. Ogłosił on wówczas Matkę Boską Królową Korony Polskiej i powierzył jej opiece mieszkańców Rzeczypospolitej. Episkopat Polski chciał więc, by rocznicę tą uczcić nie tylko wśród ojców paulinów na Jasnej Górze, ale szerzej, w całym Kościele i wśród świeckich. Jednak pojawiły się pewne trudności, gdyż Prymas Wyszyński od trzech lat był uwięziony (w 1956 r. przebywał w Komańczy). Co prawda był to areszt domowy w Komańczy, ale jednak był uwięziony.

Warto zaznaczyć, że okres ten obfitował w wiele innych rocznic (300 - lecie obrony Jasnej Góry, 10 - lecie zawierzenia narodu polskiego Niepokalanemu Sercu Maryi), jednak rocznica ślubów Jana Kazimierza była najważniejszą z nich. Chodziło bowiem o podkreślenie wiary narodu polskiego. Stąd podjęto działania na rzecz upamiętnienia ślubów Jana Kazimierza, ale w taki sposób, by zostało to w pamięci na długie lata, a nie było tylko kolejną rocznicą. Stwierdzono, że samo przypomnienie historyczne ślubów nie odegra ważnej roli i rozmyje się pośród wszystkich wydarzeń. Dlatego też ówcześni biskupi uznali, że warto byłoby tekst ślubów uaktualnić. Zwłaszcza, że śluby króla Jana Kazimierza nie zostały zrealizowane. Podjęto przygotowania do tych obchodów. Na centralne uroczystości wybrano niedzielę, 26 sierpnia 1956 r. 


Jak wiemy, nie były to łatwe czasy dla Kościoła w Polsce, a jednak doprowadzono do uroczystego aktu złożenia Jasnogórskich Ślubów Narodu 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze przez ponad milionową rzeszę wiernych z całej Polski i z zagranicy. 

Tak. Władze komunistyczne na różne sposoby próbowały utrudniać wszelkie inicjatywy ze strony Kościoła. Biskupi,jak i paulini, nie ulegli presji i zastraszeniu władz komunistycznych. Tekst nowych ślubów napisał uwięziony Prymas na prośbę Episkopatu Polski, paulinów i członkiń „Ósemki”. Nota bene prymas początkowo nie chciał ich napisać twierdząc, że będąc więźniem nie jest tego godny. Tak właściwie przekonała go, za namową Episkopatu, pani Maria Okońska (ze wspomnianej „ósemki”) mówiąc, że św. Paweł też pisał listy z więzienia, które odnajdujemy w Nowym Testamencie.

Prymas Wyszyński zgodził się. Zauważył pewną analogię wydarzeń, a mianowicie zdał sobie sprawę z tego, że jego droga z jednego miejsca uwięzienia (Prudnik na Śląsku) do drugiego na wschodzie, była podobna do tej, którą pokonał Jan Kazimierz 300 lat wcześniej, by ogłosić Matkę Bożą Królową Korony Polskiej i powierzyć jej opiece wszystkich poddanych Rzeczypospolitej. Ponadto Prymas miał świadomość potrzeby odnowienia Ślubów Królewskich. Tyle, że już nie królewskich, ale narodowych. Treść tych ślubów stała się programem na najbliższe dziewięć lat przygotowania do Milenium Chrztu Polski.

Czy może Ksiądz przybliżyć, co Prymas Wyszyński zawarł w tekście ślubów? Co stanowiło ich kwintesencję?

Prymas Wyszyński zawarł w nich to, co stanowiło problem i co było potrzebne w tamtych czasach. Chodziło przede wszystkim o odrodzenie wiary, gdyż u wielu katolików na skutek wojny i ówczesnej polityki ta wiara osłabła. Wielu odeszło od wiary. I w tych ślubach chodziło przede wszystkim o to, by przyrzekli oni s wierność Bogu, Kościołowi i Ewangelii. Chodziło o to, żeby Polska była rzeczywistym królestwem Bożym, królestwem Maryi. Oprócz tych kwestii czysto religijnych, czyli odniesienia człowieka do Boga, chodziło także o relacje międzyludzkie, o kwestie miłości bliźniego i wzajemnego poszanowania, obronę życia poczętego, życia rodzinnego, walkę z wadami narodowymi. 

Śluby narodu polskiego stały się początkiem wielkich programów rekatolicyzacji. Prymas w jakiś sposób zainspirował biskupów, do Wielkiej Nowenny, która miała przyczynić się do odnowienia życia religijnego w Polsce. Prymas Wyszyński chciał, by obchody milenijne Chrztu Polski zamknąć właśnie Aktem Milenijnym i oddania każdego człowieka, parafii i Kościoła w Polsce w niewolę Maryi. §Na początku były pewne opory, ale wytłumaczono ludziom, że to niewolnictwo trzeba rozumieć w duchu religijnym, nadprzyrodzonym, maryjnej eklezjologii, a nie w rozumieniu czysto ludzkim.

Ten akt oddania, to powierzenie Matce Bożej w opiekę Kościoła i całego świata, ubezpieczyć Kościół święty na kolejne tysiąclecie, a kolejnym pokoleniom Polaków przekazać nienaruszony skarb wiary. „Wspominając z wdzięcznością Jej macierzyńską opiekę nad dziećmi polskiej ziemi, którą za Jej królestwo uważamy, świadomi, że dzięki Niej została uratowana wiara Narodu, pragniemy Ojcze, w Twoim Obliczu oddać Jej całkowicie umiłowana Ojczyznę naszą na nowe Tysiąclecia wiary, za Kościół Twojego Syna” (Akt oddania). To był akt uwielbienia i wdzięczności.  Wieńczył on wielki program reakatolicyzacji.

Prymas Wyszyński w jednym z przemówień podkreślał przekonanie ówczesnego metropolity krakowskiego abpa Karola Wojtyły, że oddanie w macierzyńską niewolę Maryi to czyn heroiczny, który nie polega na efektownych dokonaniach, tylko na ogromie zawierzenia Matce Najświętszej. Jak to rozumieć?

Chodziło przede wszystkim o zawierzenie skierowane do Maryi Dziewicy jako Matki Syna Bożego, Matki Kościoła i Królowej Polski, za wolność Kościoła w świecie i w ojczyźnie naszej, ku rozszerzaniu się królestwa Chrystusowego. O wdzięczność „za Matkę Chrystusową, którą Syn Twój dał Kościołowi świętemu, wspominamy Jej krzepiącą obecność w dziejach Kościoła w świecie i w Ojczyźnie naszej”. Był on wyrazem głębokiej wiary prymasa, biskupów i wiernych we wstawiennictwo Matki Bożej, danej nam jako Pomoc ku obronie narodu polskiego. Dzięki niej została uratowana wiara narodu.

Chodziło także o wypełnianie woli Bożej, nie własnej, pracę ku chwale Bożej, budowania Ciała Chrystusowego na ziemi, dla dobra Ojczyzny doczesnej. Ta heroiczność wyrażała się w oddaniu w niewolę za wolność Kościoła w świecie i w ojczyźnie. Ta heroiczność to także rezygnacja z własnych zasług, z dobra własnego, aby pełnić wolę Bożą w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym. Prowadzeniu gorliwego życia chrześcijańskiego mimo trudności i przeszkód, jakie pojawiają się na tej drodze. Aby nie był to katolicyzm powierzchowny, czy kulturowy, ale pogłębiony, dojrzały i odpowiedzialny. Bo człowiek, który żyje w głębokiej relacji z Bogiem, będzie też w dobrych relacjach z innym człowiekiem, będzie rozszerzał królestwo Chrystusowe na ziemi. 

 
W uroczystość Najświętszej Marii Królowej Polskiej w kościołach odnawiany jest Milenijny Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę miłości. Bywa on często mylony z Jasnogórskimi Ślubami Narodu Polskiego, które odnawia się 26 sierpnia. A ja chcę zapytać, czy takie odnawianie przyrzeczeń ma w dzisiejszym świecie ma sens, czy ludzie rozumieją ich powagę?

W tym roku mija siedemdziesiąt lat od złożenia śłubów, a sześćdziesiąt od zawierzenia. Tak więc zawierzenie z 3 maja jest pokłosiem ślubów. Proszę zwrócić uwagę na ich treść i zadać pytanie, czy treść tego aktu milenijnego się zdezaktualizowała, czy nie? Oczywiście akt milenijny był pisany na tamte czasy, czyli na 1966 r. Ale kiedy przyjrzymy się, jakie porusza on zagadnienia i problemy, to zobaczymy, że ich treść jest nadal aktualna. Wiadomo, że pewne okoliczności są inne. W tamtym czasie panowała władza komunistyczna, która zwalczała Kościół, próbowała go w jakiś sposób zamknąć.

Dziś, niby jesteśmy wolni, żyjemy w innej rzeczywistości społeczno-politycznej, a jednak problemy podejścia do wiary, kierowania się nią w życiu codziennym są nadal podobne. Ponadto to, co napisał prymas Wyszyński wyznaczało pewien program na przyszłość. Prymas zawsze mówił, że to jest program na kolejne tysiąclecie. To nie był program tylko na tamte czasy, ale to był i jest program na kolejne tysiąclecie. 

rozmawiała Arleta Wencwel - Plata
zdjęcie: Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!