TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 28 Października 2020, 12:38
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Zakochani

Zakochani

Mój umysł wytwarza i odtwarza pewne wydarzenia. W kółko myślę o tym samym i zastanawiam się, co takiego tak naprawdę się wydarzyło. W Walentynki postanowiłam zaprotestować i wyjść z Byłym na piwo. W to niedzielne popołudnie większość parek chodziła za rączki, było słodziutko i fajowo. A my nie.
Uraczyliśmy się piwem. Zimne, gorzkie z domieszką soku, koniecznie musiało mieć mnóstwo bąbelków. Gawędziliśmy jak starzy kumple. Cóż, widocznie nie jestem typową kobietą, ale właśnie tak wolałam spędzić ten dzień. Skoro nie wybrałam się do kina na komedię romantyczną, nie opychałam się popcornem i nie śmieciłam nim pod fotelami, to nie znaczy, że moim miejscem jest smutna, samotna noc w żałobie rozpaczy z paczką chusteczek. Zamiast kina lub restauracji był bar. Moje zmysły czasem się wzajemnie uzupełniają i potrafię dotykać zapachów. Tego wieczoru wymacałam całe sterty papierosów, perfum, różnych rodzajów alkoholu i… zakłopotania. Zamiast doszczętnie wchłonąć każdy gram alkoholu i poszaleć nim w żyłach, to (ja głupia!) zaczęłam zadawać sobie dość dziwne pytania. Czy spotkanie z Byłym to też randka? Czy jesteśmy dalej przyjaciółmi, czy stałam się jego kumplem? Jeśli tak, to powinnam stać się facetem i doznać zaniku piersi. O nie! Czy dobrze zrobiłam, wybierając bar zamiast łóżka? Tam wylewałabym łzy, a tu przynajmniej wylałam (a raczej wlałam) w siebie piwo. Gorzkie, ale przynajmniej… Na zdrowie…
Ja poszłam w lewo, on w prawo. Któreś z nas się obejrzało, ale jeszcze nie wiem, czy chcę o tym pomyśleć. Nie wiem, czy chcę wiedzieć, że może to był On.

Kasia Smolińska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!