Z Włoch, ale którędy? 
Święty Franciszek szybko zapałał pragnieniem rozesłania braci „na cztery strony świata”. Jak trafili do Polski?
Kiedy przygotowywaliśmy materiały o najstarszych klasztorach franciszkańskich w Polsce, co i rusz pojawiała się informacja, że braciszkowie przybyli na nasze ziemie z Czech. A ponieważ ciężko nam było wybrać jeszcze jeden obiekt w Polsce, który miałby podobny ciężar gatunkowy do tych z Wrocławia, Krakowa, Opola i Kalisza, zaczęła mi kiełkować w głowie taka oto myśl: skoro oni tu przybyli z Czech, to może warto by się tam wybrać i zobaczyć, co po nich zostało i jak sobie radzą dzisiaj. Dodatkowym atutem był fakt, że miałem kiedyś okazję przeprowadzić rozmowę dla Telewizji Dom Józefa z ojcem Stanisławem Jaromim (OFMConv), filozofem i ekologiem, który wówczas mieszkał właśnie w jednym z praskich zakonów i nawet serdecznie mnie zapraszał.
W ten sposób dwa plus dwa zrobiło dokładnie cztery i klamka zapadła: pojadę do Pragi (hurra!) i zrobię materiał na zakończenie naszego cyklu tam, gdzie tak naprawdę był jego początek. Co prawda potem to piękne równanie szybko się posypało, bo okazało się, że ojciec Jaromi już nie mieszka w Pradze, ale kości zostały rzucone, a ja nie chciałem porzucić myśli o wypadzie do Pragi, gdzie wiele, wiele lat temu nabyłem swoją drugą w życiu gitarę marki Cremona (pierwsza była ze śmietnika, ale fajnie odremontowana przez mojego kumpla Sikora) i pierwszy raz w życiu spałem na dworcu (bo pieniążków starczyło tylko na gitarę).
To jak to w końcu było?
Zanim się przespacerujemy po Pradze, to jednak muszę jeszcze wrócić do mojego równania dwa plus dwa, które rozsypuje się jeszcze bardziej po kwerendzie historycznej. Bo nie tylko ojciec Jaromi nie mieszka już w Pradze, ale i stwierdzenie, że franciszkanie przybyli do nas z Czech, jest nie do końca prawdziwe. Opiera się ono na cytacie z kronikarza Jana Furstenhaina, który odnotował: „W roku 1232 bracia mniejsi przybyli do Czech, a stąd do Polski”, a jeszcze i nasz kronikarz Jan Długosz podał, że franciszkanie przybyli z Pragi do Polski. Niestety okazuje się, że prawda jest nieco inna: braciszkowie przybyli do Polski z Włoch przez… Niemcy! Aj! Całe szczęście, że odkryłem to, jak już byłem w Pradze :)
Żeby was nie zamęczyć historią, to powiem krótko, że grupa braci mniejszych, która przybyła do Niemiec w 1221 r., należała do pierwszej generacji zakonników św. Franciszka. Jeden z nich, niejaki Jan z Pian del Carpini, był prowincjałem Saksonii od 1232 do 1239 r. i osobiście udał się do Wrocławia, nawiązał przyjazne kontakty z księciem Henrykiem Brodatym oraz z duchowieństwem śląskim i zdecydował o osadzeniu braci w tym mieście i w Krakowie. Klasztor wrocławski powstał w latach 1232-1234, krakowski w 1237 r. W odróżnieniu od innych zakonów, datą założenia klasztoru jest rok reaktywacji braci mniejszych i objęcia przez nich opieki duszpasterskiej. Za zgodą przełożonego generalnego zakonu Eliasza z Cortony Jan z Pian del Carpini zwołał kapitułę, która odbyła się w Pradze 25 lipca 1238 r., gdzie powstała prowincja czesko - polska. Może dlatego utarło się, że franciszkanie przybyli z Czech? No, ale mniejsza o to. Znamy już prawdę, jesteśmy w Pradze, co tu mamy?
Centrum władzy u żebraków?
Jak już wiemy, franciszkanie przybyli do Pragi krótko po założeniu zakonu, około 1232 r. i ulokowani zostali w zabudowaniach (być może dawnym dworze) przy niewielkim Kościele św. Jakuba. Fakt, że kościół ma takiego patrona (co akurat mi bardzo przypadło do gustu) nie jest „normalny” dla zakonu żebraczego, więc musimy założyć, że funkcjonował on wcześniej, a franciszkanie po przybyciu wznieśli nową świątynię, konsekrowaną w 1244 r. Niestety, nic nie wiemy o jej wyglądzie, bo po pożarze w 1291 r. braciszkowie musieli zbudować nowy gotycki kościół, który też przechodził różne perypetie, a w latach 1736-1739 w wyniku przebudowy zupełnie zatracił swój gotycki charakter. I w takim właśnie stanie ja go nawiedzam, co można zobaczyć na zdjęciu. A trzeba wam wiedzieć, że kościół można oglądać od zawsze, ale klasztor zaledwie od 2025 r., dzięki inicjatywie, w której „maczał palce” wspomniany ojciec Jaromi.
Klasztor był świadkiem wielu ważnych momentów w historii Czech. Tutaj właśnie, po 400 latach panowania, zakończyła się dynastia Przemyślidów, a tron przejęli Luksemburgowie. Stąd rządzili czescy monarchowie, a w pobliżu klasztoru rozciągał się Hortus Angelicus – największy ogród botaniczny Europy Środkowej, który funkcjonował aż do XVIII w. Obok klasztoru znajdował się też królewski urząd celny, co czyniło całą lokalizację jednym z najważniejszych punktów na mapie Pragi.
Na chórze kościoła znajdują się unikalne organy z 1705 r., posiadające 91 rejestrów i największą liczbę piszczałek w Czechach (8277), a przy wejściu można zobaczyć zawieszoną na łańcuszku sczerniałą rękę pewnego złodzieja, który próbował ukraść dary wotywne składane przy figurze Matki Bożej z ołtarza głównego, która – jak czytamy w przewodnikach – DAWNIEJ była uważana za cudowną. Ale już nie jest. Bardzo dojmujące jest tutaj w Pradze to wrażenie, że wszystko co oglądamy było ważne dawniej, ale już nie jest.
Wielki, wysoki i pustawy
Z Ogrodu Franciszkańskiego, który znajduje się na terenie dawnego Hortus Angelicus, czyli Ogrodu aptekarza Angelo, doskonale widać Kościół Matki Bożej Śnieżnej, drugi obiekt związany z franciszkanami, który odwiedzam. Założył go cesarz Karol IV w 1347 r. jako przyszły kościół koronacyjny i część klasztoru karmelitów, jednak z pierwotnego projektu zachowało się jedynie prezbiterium i krużganki. Klasztor został w 1603 r. podarowany franciszkanom, ale już w 1611 r. wydarzyła się tu tragedia – napad – podczas którego zamordowano 14 mnichów, którzy później zostali beatyfikowani.
W każdym razie kościół został dokończony w 1625 r., a jego wysokość – 31,5 m – czyni zeń jedną z najwyższych budowli sakralnych w Pradze, a ołtarz główny z obrazem Matki Bożej Śnieżnej pochodzący z 1650 r. jest największym w stolicy Czech. Jest tu spokojnie, jakby to, co najważniejsze już się wydarzyło i należy do historii.
Albo muzeum albo nic
Jednak chyba najsmutniej jest w ostatnim z franciszkańskich obiektów, które udało mi się odwiedzić, a konkretnie w Klasztorze św. Agnieszki Czeskiej w północnej części Starego Miasta. Ten rozbudowany zespół klasztorny był pierwszą w Czechach budowlą w stylu gotyckim. Jego inicjatorką była właśnie św. Agnieszka, siostra króla Wacława I, która chciała zbudować klasztor dla klarysek. Prace rozpoczęły się w 1223 roku i potrwały do lat osiemdziesiątych owego wieku. Powstały zabudowania dla klarysek i franciszkanów, dwa Kościoły św. Franciszka i św. Salwatora, mauzoleum dla dynastii Przemyślidów, gdzie pochowano m.in. właśnie króla Wacława I. Miejsce to stało się ośrodkiem odnowy religijnej, promieniującym na całą Europę Środkową. Sama św. Agnieszka, która wcześniej przebywała również w naszej Trzebnicy, utrzymywała stały kontakt listowny ze św. Klarą z Asyżu i z ówczesnym papieżem.
A dzisiaj? Od 1963 r. kompleks został przejęty przez Galerię Narodową i stał się muzeum. Smutne, ale gdyby nie to, uległby całkowitej ruinie. A teraz możemy sobie chociaż zobaczyć ekspozycję sztuki średniowiecznej w Czechach i Europie Środkowej 1200-1550, przepięknej! Choć w ogrodzie nie brakuje „egzemplarzy” sztuki, pożal się Boże, współczesnej.
Wygląda na to, że jednak w Polsce mamy się lepiej, znacznie lepiej, gdy chodzi o dziedzictwo franciszkańskie. I obyśmy tego nie… „sczesili”. A Pragę zawsze warto odwiedzić ;)
Ks. Andrzej Antoni Klimek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!