TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Maja 2026, 20:31
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wyższy poziom miłości

Wyższy poziom miłości

iStock
iStock

Miłości matki nie dzieli się jak czekolady. Każde dziecko kocha się równie mocno, a tej miłości wystarcza dla wszystkich. O macierzyństwie, budowaniu więzi i trudnych rozstaniach opowiada pani Joanna, która jest mamą biologiczną i mamą w zastępstwie.

Jest Pani mamą dwójki biologicznych dzieci, a do tego mamą zastępczą kilku innych dzieci, a także dziecka adopcyjnego, które wychowuje pani wraz z mężem. Proszę powiedzieć, kiedy zdecydowała się Pani zostać mamą zastępczą? Czy była to trudna decyzja, czy wręcz odpowiedź na głos serca?

Pani Joanna:  Kiedy już nasze dzieci były, jak to się mówi potocznie „odchowane”, wraz z mężem zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, co z resztą. Kiełkowało w nas od dawna, by zostać rodzicami zastępczymi dla innych dzieci. By podzielić się miłością, którą każdego dnia otrzymujemy od Pana Boga, którą dzielimy się nawzajem i którą się cieszymy. Zaczęliśmy rozmawiać z dziećmi o naszych planach. Chodziło nam głównie o zdanie syna, który wówczas był uczniem gimnazjum, bo córka była jeszcze mała. Chcieliśmy, by wyraził opinię, co o tym sądzi i czy zgodzi się, by do grona naszej rodziny dołączyły obce dzieci, dzieci potrzebujące opieki rodzicielskiej. Syn ku mojemu zaskoczeniu powiedział: „Kto jak nie wy”. Było to bardzo miłe i budujące. Od tamtej rozmowy minęło kilka dobrych lat, dziś syn jest już dorosłym, samodzielnym człowiekiem. A nasza córka 10 lat modliła się o młodsze rodzeństwo. I tak pragnienie, które kiełkowało w sercu, od jakiegoś czasu zaczęło nabierać konkretnej formy. Oddaliśmy wszystko Panu Bogu, by z Jego pomocą nasze marzenie się spełniło. I tak przyszedł ten właściwy czas.

Jak to przebiegało? Czy państwo szukaliście dziecka, które moglibyście wziąć pod opiekę, czy ktoś wam podpowiedział o dziecku, które potrzebuje domu, potrzebuje mamy i taty?

Chcąc zostać rodzicami zastępczymi musieliśmy ukończyć odpowiedni kurs. W tym czasie poznaliśmy wiele historii dzieci, dowiedzieliśmy się o różnych doświadczeniach dzieci, także tych trudnych nie tylko pod względem emocjonalnym, ale i dotkniętych niepełnosprawnościami. Podejmując się przyjęcia dziecka pod opiekę, wraz z mężem obiecaliśmy sobie, że w momencie, kiedy organizator pieczy zastępczej zaproponuje nam jakieś dziecko, my nie będziemy przebierać. Nie będziemy się zastanawiać, czy to ma być chłopiec, czy dziewczynka. Także wiek dziecka nie był dla nas wyznacznikiem. Po prostu uznaliśmy, że każde dziecko, będzie darem od Pan Boga, które on dla nas wybrał i będziemy na ten dar otwarci. Bardzo szybko po ukończeniu kursu otrzymaliśmy telefon, że jest dwutygodniowe dziecko, które możemy przyjąć pod pieczę. Dziecko było jeszcze w szpitalu, gdzie zostało zostawione przez biologiczną mamę. 

A zatem została Pani kolejny raz mamą niemowlaka. Z perspektywy mamy, która już miała swoje biologiczne dzieci, jak zostało wcześniej powiedziane, już odchowane, jak odnalazła się pani w roli mamy niemowlaka? 

Przyznam szczerze był to mały szok dla nas obojga. Córka miała wówczas 15 lat, syn był na studiach, a tu nagle w domu pojawiło się malutkie dziecko. Dziecko, które zdominowało tak naprawdę całe nasze życie. Przecież mając już prawie dorosłe dzieci mogliśmy sobie żyć na luzie, wyjeżdżać, korzystać z życia. A tu nagle pojawiły się nieprzespane noce, wstawanie na każde zawołanie, karmienie na czas, kolki itp. I mimo, że nie był to łatwy czas, to nasza chęć dzielenia się miłością z tą małą istotą wszystko rekompensowała. Starałam się być jak najlepszą mamą i dać temu dziecku to wszystko, co wcześniej swoim biologicznym dzieciom. Kochać je i opiekować się nim jak własnym dzieckiem. Co więcej w ciągu dwóch tygodni okazało się, że jest kolejne dziecko, które potrzebuje ciepła rodzinnego domu i matczynej opieki. 

Ze zdumnieniem słucham, tego co Pani powiedziała. Mając maleńkie dwutygodniowe dziecko, przyjęli państwo kolejne dziecko? 

Tak. Ale tak naprawdę, to przyjęliśmy troje dzieci. Zaproponowano nam przyjęcie pod pieczę zastępczą małej dziewczynki, na co oczywiście powiedzieliśmy zgodnie z mężem „tak”. Ale kiedy okazało się, że ma ona rodzeństwo, które też wymaga zaopiekowania, nie mogliśmy postąpić inaczej, jak tylko wziąć całą trójkę. Nie ukrywam, że zastanawiałam się, czy damy radę, ale mąż stwierdził, że wspólnie to my możemy wszystko i w także w tym przypadku damy radę. I tak w przeciągu dwóch tygodni mieliśmy w domu czworo dzieci plus naszą biologiczną córkę.

Może to niestosowne pytanie, ale czy może Pani powiedzieć i czy w ogóle można porównywać miłość matczyną do dzieci biologicznych z miłością do dzieci, które są pod opieką, a które w perspektywie czasu mogą zostać zabrane, bo przecież gdzieś w świecie mają swoje biologiczne mamy?

Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że dla mnie nie ma żadnej różnicy. Jestem po prostu mamą, a to są moje dzieci, które są w naszej rodzinie i są jej częścią. Mam takie swoje powiedzenie, które często powtarzam, że „rodzina to drużyna”. I tak właśnie funkcjonujemy i współdziałamy jak jedna drużyna. Zarówno ja, jak i małżonek nie odczuwamy różnicy i bez względu na to, czy są to dzieci, które przyszły do nas na miesiąc, rok, pięć lat, czy dziesięć, wszystkie traktujemy tak samo. Wszystkich chcemy obdarzać tą samą miłością. Nie skupiamy się na tym, na jak długo będziemy dla nich rodziną. One po prostu, kiedy przychodzą, są nasze, tu jest ich dom, a my jesteśmy ich rodzicami, którzy mają o nie dbać i kochać. A one, kiedy czują się już pewne, bezpieczne i kochane zwracają się do mnie mamo, dając mi największy dowód na to, że moja miłość owocuje. Tak samo w przypadku męża, do którego mówią tato. Nie wymagamy od nich tego, by mówiły, mamo czy. tato, to musi wyjść od nich. Zawsze uczymy ich szacunku do innych ludzi, także, a może przede wszystkim do mamy biologicznej, która bez względu na wszystko, jest najważniejszą osobą w życiu dziecka. 

Będąc mamą zastępczą siłą rzeczy zdaje sobie Pani sprawę, że gdzież ta biologiczna mama jest. Mama, która z rożnych przyczyn została pozbawiona praw rodzicielskich, czy też zostały jej te prawa ograniczone. Nie znam przepisów, ale czy w dozwolonych przypadkach biologiczna mama może widywać się w tym czasie z dzieckiem?

Tak. Ja właściwie to kibicuję tym mamom, w ogóle rodzicom. I jeśli tylko jest możliwość, jeśli widzimy, że te więzi z rodzicem biologicznym są mimo wszystko silne, a do tego nie ma żadnych prawnych przeciwwskazań, to robimy wtedy wszystko, by te więzi podtrzymać. Również wtedy, kiedy widzimy, że są oni zatroskani o dziecko, a nawet zaangażowani w proces wychowawczy, to my im po prostu kibicujemy i wspieramy. To jest podstawowa rzecz. Podejmując się roli rodziny zastępczej jesteśmy świadomi, że to jest podstawa i że my jesteśmy tylko w zastępstwie. Za każdym razem, kiedy pojawia się nowe dziecko, ja wiem, że jestem dla niego mamą w zastępstwie tej, która z jakiś przyczyn nią być na co dzień nie może. Mam tutaj pewne wspomnienie dotyczące dziewczynki, która trafiła do nas, a jej rodzice naprawdę robili wszystko, by ją odzyskać. Pracowali nad sobą, zmieniali to, co gdzieś wcześniej po drodze się popsuło, podjęli leczenie i terapię. Widząc ich starania zaangażowaliśmy się wraz z mężem, by im pomóc. Potrafiliśmy dwa razy w tygodniu się z nimi spotykać po to, by dziecko nie utraciło więzi z rodzicami, by oni również mieli poczucie, że mają dla kogo się zmienić. W konsekwencji odzyskali swoje dziecko. 

Słuchając o rodzicach, którzy podjęli terapię, by wyjść na prostą, by odzyskać prawa rodzicielskie, rodzi się pytanie o dzieci, które zapewne również mają różne historie, różne przeżyci, a może i traumy.  

Każde dziecko ma swoją, choć czasami krótką to niejednokrotnie trudną historię. Nie chciałabym opowiadać konkretnych historii, natomiast każde z dzieci, które trafiło pod naszą pieczę to jest dziecko wyrywane ze swojego środowiska. Często są to dzieci, które doświadczały przemocy, dzieci, które były świadkami trudnych sytuacji, których nie powinny nigdy w życiu widzieć, a tym bardziej doświadczyć. Myślę, że to jest już trudne w tym wszystkim. I często potrzeba długiego czasu, by dziecko, mówiąc kolokwialnie, wyszło na prostą. Odzyskało radość bycia dzieckiem i poczucie bezpieczeństwa. 

Wspomniała Pani, że jedno z dzieci, które miała Pani w pieczy zastępczej, wróciło do rodziców. Mimo, iż w rolę rodziny zastępczej wpisane jest jakby z definicji, że to tylko w zastępstwie i na jakiś okres czasu, to czy pożegnanie się z dzieckiem nie jest bolesnym przeżyciem.

Od momentu, kiedy przyjęliśmy pierwsze dziecko minęło osiem lat, w tym czasie w naszym domu opiekowaliśmy się 11 dziećmi. I tak, wiemy, że nadejdzie ten czas, kiedy dziecko nas opuści, ale przecież podejmując się tego zadania, chcemy tylko i wyłącznie dobra dziecka. A zatem, kiedy dziecko może wrócić do swojej biologicznej mamy i że będzie miało dobrze, będzie kochane, no to jest właśnie to, o czym wspomniałam. Najważniejsze jest dobro dziecka. Jednak każde rozstanie jest trudne, a pierwsze było najtrudniejsze. Przeżywałam je z mężem bardzo mocno, z resztą wszyscy w domu płakaliśmy. Wszyscy byliśmy podenerwowani, a jednocześnie cieszyliśmy się tym, co ma nastąpić. Dziecko zostało adoptowane przez inną rodzinę i wiedzieliśmy, że będzie miało dobre życie, kochającą rodzinę. Mąż widząc mój smutek, moje rozterki powiedział mi wówczas, że  musimy się wznieść na wyższy poziom miłości i po prostu robić to, co jest najlepsze dla dziecka. Bo, my dorośli sobie zawsze poradzimy i przepracujemy daną sytuację. I rzeczywiście udało nam się to przepracować tym bardziej, że rodzice adopcyjni byli otwarci, zaprosili nas do siebie i mieliśmy okazję zobaczyć, jak dziecko funkcjonuje w tamtym domu. Wtedy poczuliśmy, że sprawdziliśmy się jako kochający rodzice, a ja jako kochająca matka. Bo przecież każda matka chce dla dziecka jak najlepiej, nawet kiedy go nie wydała na świat, a tylko wychowuje. Widząc szczęśliwe dziecko, otoczone miłością, ból rozstania, jak i strach o nie minęły. 

Zauważamy w naszym społeczeństwie, że coraz więcej rodzin nie decyduje się na dzieci. W ostateczności na jedno. Pani mając swoją dwójkę zdecydowała się na wychowywanie dodatkowo kilkoro, a nawet kilkanaścioro dzieci. Jak radzi sobie Pani organizacyjnie z taką gromadką?  

Wraz z mężem wypracowaliśmy sobie plan działania, współpracujemy ze sobą, co pozwala na sprawne funkcjonowanie. Chociaż każdy poranek to jest nie lada wyzwanie. Dzieci ze względu na różny wiek mają różne potrzeby, a przy tym nastroje. Kiedy jedno nie chce się ubierać, inne nie chce jeść tego, co jest przygotowane. Jedno chce jeszcze spać, inne biega po domu. Kilkoro z naszych dzieci chodzi do szkoły, inne do przedszkola i tutaj również dzielimy się z mężem, co do rozwożenia do poszczególnych placówek. Oczywiście po całym dniu dopada nas zmęczenie, ale jesteśmy wdzięczni Panu Bogu za każdy dzień z dziećmi. Oczywiście, jak w każdej rodzinie pojawiają się trudne chwile, kiedy dziecko zachoruje, czy ma jakiś inny problem. Każde dziecko  wymaga atencji, zauważenia jego problemu, jak i sukcesu choćby w szkole. To jest po prostu życie. Wszystkie nasze troski oddajemy Panu Bogu przez wstawiennictwo św. Józefa.

I mimo różnych zawirowań jesteśmy wdzięczni za to, że możemy czuć się potrzebni, że mogę być mamą także dla innych dzieci, które Pan Bóg do nas przysyła. Takich rodzin jak my jest wiele, spotykamy się z nimi przy okazji wspólnych wyjazdów czy na rekolekcjach. Bez Pana Boga sami nie zrobilibyśmy nic i czuję, a właściwie jestem przekonana, że Pan Bóg nas kocha, towarzyszy nam i troszczy się o naszą rodzinę, o każde dziecko nam powierzone. I mam tylko nadzieję, że każde z nich obdarzone moją matczyną miłością, jak i miłością mojego męża, odnajdzie w życiu swoją drogę i szczęście. 

Rozmawia Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!