TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Września 2021, 18:39
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Wymodlone życie

Wymodlone życie

Dramat śmiertelnie chorej dziewiętnastolatki połączył przed laty na modlitwie wiele osób. Modliły się całe wspólnoty parafialne, zakony, klerycy, księża, biskupi. Cudowne uzdrowienie siostry Nulli miało miejsce ponad 30 lat temu. Przez cały ten czas wspólnota sióstr Uczennic Krzyża, w której od 1986 roku żyje siostra Nulla, wierzyła, że jej powrót do życia był cudem wymodlonym za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego.

Historia cudu znana była wielu osobom, głównie z archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, gdzie siostra była leczona, mieszkała, skąd pochodziła i gdzie pracowała. Siostry nigdy jednak nie zabiegały o oficjalne uznanie czy rozsławienie tego cudu. Tak zapewne byłoby do dziś, gdyby nie pewne zbiegi okoliczności.
Pierwsze symptomy choroby pojawiły się w 1986 roku, wówczas Lucyna Garlińska, uczennica klasy maturalnej będąc w postulacie wspólnoty sióstr Uczennic Krzyża przymierzała w obecności swojej mamy w domu rodzinnym sukienkę postulantki. Stojąc przed lustrem zauważyła na szyi guzek, był pośrodku, widoczny pod skórą, przesuwał się lekko podczas dotykania. Tego dnia nic nie odebrało radości i szczęścia młodej siostry. Mamie płynęły po policzkach łzy, ponieważ nie była jeszcze oswojona z wyborem córki. Wówczas nikt nie podejrzewał niczego złego. Po kilku miesiącach siostra Nulla, spotkała przypadkiem panią doktor, która spytała czy leczy się na tarczycę? Zaleciła wizytę u lekarza. W roku 1987 siostra rozpoczęła pracę w Kurii Biskupiej w Szczecinie. Był to rok przygotowań do wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II
w tym mieście. W kurii pojawiało się więcej niż zwykle osób. Coraz częściej pytano ją, czy dobrze się czuje, ponieważ głowa zaczęła się przekrzywiać. Później okazało się, że to był czas kiedy węzły chłonne były już zajęte.

Początek choroby
Siostra nie lubiła poświęcać sobie zbyt wiele uwagi, dla świętego spokoju poszła do lekarza. Zlecono od razu wykonanie biopsji, po kilku dniach badania powtórzono. Siostra myślała, że pewnie pobrano za mało materiału do badania. Niestety wynik okazał się niepokojący i natychmiast rozpoczęło się leczenie szpitalne w Szczecinie. Jej wiedza na temat choroby ograniczała się do tego, że ma chorą tarczycę i konieczna jest operacja. Nie pojawiały się żadne złe myśli, czy przeczucia że to może być coś złego. Siostra nie miała żadnych dolegliwości. O chorobie nowotworowej dowiedziała się przypadkowo, podczas transportu na oddział chirurgiczny. W jej rękach znalazła się dokumentacja medyczna, z której wynikało, że jest to nowotwór złośliwy tarczycy, parametry, symbole, wyniki pozostawały tajemnicą. Operacja odbyła się 17 lutego 1988 roku, to był Popielec. Po pięciu dniach siostra opuściła szpital i została skierowana na radioterapię do Szpitala Onkologicznego w Szczecinie, na Golęcinie. Zalecono również konsultację w Instytucie Onkologii w Gliwicach. Po konsultacjach lekarze zalecili odbycie radioterapii w Szczecinie i po leczeniu powrót na dalsze leczenie do Gliwic.
Podczas radioterapii lekarze wyrażali zdziwienie z przebiegu, ponieważ nie wystąpiły skutki popromienne. Siostra nie stosowała żadnych środków zapobiegawczych czy wspomagających. W miejscu napromieniowania pojawiło się jedynie lekkie przebarwienie skóry. Lekarka towarzyszącej siostrze Maksymilianie powiedziała, że po takich dawkach kobaltu jakie przyjęła siostra Nulla powinna być poparzona a nic takiego nie wystąpiło.
Po radioterapii 24 czerwca 1988 roku siostra Nulla została przyjęta na Oddział Izotopów w Instytucie Onkologii w Gliwicach i zakwalifikowana do leczenia jodem 13l-J. Kolejne leczenie nie skutkowało osłabieniem, przeciwnie im bardziej siostra była chora tym „lepiej” wyglądała. Z tego powodu zdarzały się zabawne sytuacje podczas badań kontrolnych. Lekarz zapraszając na wizytę do gabinetu zwracał się do towarzyszącej siostry. Pewnego razu siostra Nulla opowiedziała o takim wydarzeniu biskupowi Stefankowi, który poradził: „Nulla, nie przejmuj się, że nie wiedzą, że to o ciebie chodzi. Następnym razem powiedz, że na wygląd nie chorujesz”.


Wznowa choroby
Kolejna wizyta w Centrum Onkologii w Gliwicach odbyła się między 14 a 22 grudnia 1988 roku, w badaniach laryngologicznych zdiagnozowano wznowę choroby, w gardle pojawił się guz wielkości 4 cm. Tym razem choroba ukazała złą twarz. Siostra każdego dnia czuła się coraz gorzej, nie mogła jeść, miała trudności w oddychaniu, spać mogła tylko na siedząco, zaczynała się dusić. Stan się pogarszał każdego dnia.
Kolejna wizyta w Gliwicach była na tyle odległa (koniec stycznia 1989 roku), że została przyjęta na Oddział Otolaryngologii w Szczecinie. Był to Szpital Kliniczny więc badania przeprowadzali profesorowie, lekarze asystenci i studenci, każdy dotykał guza, uczył się jak wygląda skomplikowany przypadek medyczny. Siostrze zakomunikowano, że pozostał jej krótki czas życia, operacja jeśli zostałaby przeprowadzona wiązała się z ogromnym okaleczeniem. Siostra Christiana, założycielka wspólnoty Sióstr Uczennic Krzyża zaczęła przygotowywać siostrę na niebo. Lekarze mówili o zagrożeniu życia. Przed wyjazdem na dalsze leczenie 28 stycznia 1989 roku złożyła śluby na wypadek śmierci. Dalsze leczenie odbywało się w Centrum Onkologii w Gliwicach, lekarz prowadzący w trudnej rozmowie wypowiedział: „Na ryzyko mamy zawsze czas”, siostra uchwyciła się tych słów i nie wyraziła zgody na operację. Sytuacja stała się dramatyczna, guz się powiększał, lekarze podjęli decyzję o podaniu zwiększonej dawki jodu 13 l-J jako ostatnią szansę. Odbyło się to 14 marca 1989 roku, siostra Samuela, która towarzyszyła wówczas siostrze Nulli podczas pobytu w szpitalu tak wspomina ten czas: „Każdego ranka jechałam do szpitala z lękiem, gdyż nie wiedziałam, czy zastanę siostrę Nullę jeszcze żywą”.

Noc z 14 na 15 marca 1989 roku
Dramatyczna była noc z 14 na 15 marca, tak ją wspomina siostra Nulla: „Zaczęłam się czuć źle. Coraz większe trudności sprawiało mi oddychanie. Być może to lęk potęgował te trudności. Brakowało mi powietrza, oddech zaczynał mnie męczyć. Czułam, jakby skończyło się powietrze wokół mnie. Te problemy spotęgowała słabość odczuwalna w całym ciele. Nie miałam siły siedzieć, leżeć, stać… Wiedziałam, że moje życie się kończy. Nie miałam sił, żeby płakać, żałować dni, których nie przeżyję. Wewnętrznie godziłam się z wolą Bożą, z tym, że odchodzę. W tamtym momencie towarzyszyło mi jedno jedyne pragnienie - umrzeć wśród sióstr”. Nikt nie mógł wchodzić do pokoju, ponieważ było w nim duże napromieniowanie. Tylko pielęgniarka i lekarz próbowali zatrzymać masywny krwotok z nosa, trwający kilka godzin. Tej nocy każdy oddech miał cechy ostatniego. W domu zakonnym w Przybiernowie tej nocy modliła się za wstawiennictwem kardynała Wyszyńskiego cała wspólnota oraz mama siostry Nulli. Siostra Anna zaczęła szyć habit do trumny, który rano miał zostać zawieziony do szpitala.
O tej nocy siostra Nulla mówi dalej: „Przerażenie przeplatało się ze zgodą na śmierć. Nie straciłam przytomności. Takie chwile przeżywa się w samotności z Bogiem, nawet wówczas, gdy wokół są ludzie. W moich myślach przeplatały się słowa lekarzy, którzy nie dawali mi szans na życie ze słowami siostry Christiany, która mówiła, że jeśli jest taka wola Boga, to już niedługo spotkam Chrystusa Oblubieńca i doznam niebywałego szczęścia w niebie. Jednak kiedy człowiek umiera w cierpieniu, nie odczuwa szczęścia. Po tylu latach, wiem, że Bóg był ze mną, a tego doświadczenia nie sposób opisać. Nad ranem stan zaczął się poprawiać. Kiedy przyszła do szpitala siostra Samuela, lekarze powiedzieli jej: „cud już się stał”.
Guz zniknął bez śladu. Stan zdrowia siostry do dziś jest dobry, jest pod kontrolą lekarzy z Instytutu Onkologii w Gliwicach. Podczas jednej z wizyt lekarz prowadzący powiedział: „Cud dziecko, że ty żyjesz. Na kolanach do Częstochowy”. Ze szpitala siostra została wypisana w Wielkim Tygodniu. Na Paschę siostra Nulla wróciła zdrowa do domu.
***
Więcej faktów o chorobie, powołaniu, cudzie, procesie można przeczytać w książce: „Cud Kardynała Wyszyńskiego” – Jest to jedyny obszerny wywiad udzielony przez siostrą Nullę. Wspomnieniami dzielą się naoczni świadkowie i uczestnicy tamtych wydarzeń oraz osoby uczestniczące w procesie beatyfikacyjnym kardynała Wyszyńskiego.
Zapewniam (jako współautor książki), że Czytelnik podczas lektury przekona się, że Bóg wybiera do spełniania swoich planów nieprzypadkowe osoby. Nam zaś wskazuje te osoby lub stawia na naszej drodze, abyśmy mogli się w nich przeglądać i weryfikować swoje życie.

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!