Wybrany przez świętego Józefa

Ks. prałat Jacek Plota, który obchodzi 25 - lecie pracy duszpasterskiej w Bazylice św. Józefa, wspomina najważniejsze chwile swojej posługi.
Kiedy święty Józef po raz pierwszy pojawił się w życiu Księdza Prałata?
Święty Józef pojawił się już w dzieciństwie, ponieważ mieszkaliśmy we wsi Dobrzec i regularnie przychodziliśmy na odpusty, zarówno 19 marca, jak i na odpust Opieki Świętego Józefa. I oczywiście jak byłem w mieście, to też bardzo często wstępowałem tutaj właśnie na modlitwę. Później, już z seminarium, często przyjeżdżaliśmy tutaj jako klerycy na sympozja józefologiczne i większe uroczystości, ponieważ święty Józef jest patronem również diecezji włocławskiej, do której wówczas należał Kalisz. No, a jako kapłan zostałem posłany do parafii św. Mikołaja i tam pracowałem u boku charyzmatycznego kapłana, ks. prałata Piotrowskiego, który też miał bardzo żywy kult do św. Józefa, wiele się od niego nauczyłem. W tamtym czasie miała miejsce rekoronacja obrazu, odbywał się
IV Kongres Józefologiczny, byliśmy w to wszystko zaangażowani i coraz bardziej narastało we mnie poczucie, jak bardzo ważny jest święty Józef. Ale najbardziej intensywnie przeżywałem to wszystko, kiedy powstała diecezja kaliska. Pierwszy biskup kaliski, Stanisław Napierała, powierzył mi urząd rektora, w tym czasie rozpoczęła się też peregrynacja kopii cudownego obrazu naszego patrona i bardzo często uczestniczyłem z klerykami w tych nawiedzeniach. Wówczas też zdecydowałem się napisać pracę doktorską właśnie na temat kultu św. Józefa w kaliskim sanktuarium.
Nadchodzi moment, kiedy z funkcji rektora seminarium przechodzi Ksiądz na funkcję kustosza sanktuarium i proboszcza parafii. Pamięta Ksiądz Prałat tę rozmowę z biskupem Stanisławem?
Oczywiście! Ksiądz biskup obdarzył mnie wielkim zaufaniem, za które nigdy nie przestanę dziękować. Przez dziewięć lat byłem rektorem, takim trochę wędrownym przez sześć lat, bo nasze seminarium się budowało, a klerycy byli w różnych seminariach macierzystych diecezji, i potem jeszcze trzy lata już stacjonarnie w Kaliszu. Nie było łatwo rozstać się ze wspólnotą seminarium, bo wszystko dobrze się układało, nie tylko z klerykami, ale również z wykładowcami, z całą społecznością i ksiądz biskup chyba był zadowolony z mojej posługi. W rozmowie z ks. biskupem zaznaczyłem, że po tych dziewięciu latach może już czas na nowego rektora, a św. Józef jest mi bliski, napisałem o nim pracę i nie ukrywałem swojego pragnienia, aby poświęcić się pracy duszpasterskiej, bo choćby u boku ks. Piotrowskiego przez sześć lat zdobyłem dosyć duże doświadczenie. I ksiądz biskup, spośród różnych kandydatów, których pewnie brał pod uwagę, wybrał właśnie mnie. Uzasadniał, że to św. Józef sobie mnie wybrał, napisał piękny dekret i podczas mojego wprowadzenia wygłosił homilię.
Jakie były największe wyzwania na początku, bo jednak przez dziewięć lat był Ksiądz Prałat poza duszpasterstwem, a był to czas, kiedy dokonywały się w Polsce duże zmiany?
Przez pierwszy rok można powiedzieć trochę się rozeznawałem w sytuacji, ale dostałem na samym początku bardzo dobrych wikariuszy i różne inicjatywy podejmowaliśmy wspólnie, jeśli chodzi o sprawy duszpasterskie. Natomiast wiadomo, że w takiej strukturze wymagana jest pewna dwutorowość i obok duszpasterstwa są też sprawy gospodarcze. Trzeba powiedzieć, że mój poprzednik, ks. prałat Lucjan Andrzejczak, bardzo dużo tutaj zrobił, m.in. wybudował dolną zakrystię i salki w podwórzu, natomiast zdecydowanie brakowało domu pielgrzyma i jakiejś większej auli, żeby przyjąć i ugościć pielgrzymów przybywających na różne uroczystości. I to było największe wyzwanie, aby pośród różnego rodzaju bieżących remontów, wybudować ten dom pielgrzyma, zwłaszcza, że budynek był w rejestrze zabytków, a trzeba było rozebrać poddasze i utworzyć dwie kondygnacje. Potrzebowaliśmy dobrych architektów i innych wspaniałych współpracowników, ale dzięki pomocy wielu dobrych ludzi to się udało. Podobnie jak wymiana dachu bazyliki, odwodnienie bazyliki, kolejne renowacje wszystkich ołtarzy i na zakończenie kaplicy cudownego obrazu.
Bazylika św. Józefa jest coraz bardziej znana na całym świecie i zawdzięczamy to również transmisjom Pierwszych Czwartków przez media prowadzone przez o. Tadeusza Rydzyka. To się zaczęło w czasach Księdza Prałata.
Tak, dokładnie w 2004 r. Kiedy św. Jan Paweł II w 1997 r. był w Kaliszu prosił, aby właśnie tu modlić się za rodziny i obronę poczętego życia i natychmiast takie modlitwy się rozpoczęły, ale można powiedzieć bardziej prywatnie, w małej grupie. Natomiast ks. biskup Stanisław rozeznał, aby to robić na zdecydowanie większą skalę i poprosił ojca Tadeusza Rydzyka, dyrektora Radia Maryja i Telewizji Trwam, żeby można było transmitować na cały świat, przynajmniej raz w miesiącu, taką właśnie modlitwę z sanktuarium. I w pierwszy czwartek czerwca 2004 r., kiedy to wprowadzono do sanktuarium relikwie świętej Joanny Beretty Molli, takie transmisje się rozpoczęły, no i trwają bez przerwy po dziś dzień. I jak ksiądz redaktor zauważył, jest to wielka promocja naszego sanktuarium, ale przede wszystkim wypełnienie woli Ojca Świętego, żeby tu się modlić i zawierzać świętemu Józefowi rodziny i życie poczęte. Promocja sanktuarium jest tu wartością dodaną, kiedyś mówił mi jeden z ojców redemptorystów, że według ich badań, około czterech milionów widzów w szczytowych momentach ogląda transmisje.
Kolejnym, można powiedzieć, milowym krokiem w promocji sanktuarium było ogłoszenie kaliskiej bazyliki Narodowym Sanktuarium Świętego Józefa przy okazji Nadzwyczajnego Roku Jubileuszowego…
To było w czasach ks. biskupa Edwarda i tak nieskromnie muszę powiedzieć, że ta inicjatywa trochę wyszła ode mnie. Pomyślałem, że skoro był na przykład Rok Świętego Jana Wianneya, to może byśmy poprosili Ojca Świętego o ogłoszenie takiego Roku Świętego Józefa. Ksiądz biskup stwierdził, że możemy spróbować. Opracowaliśmy taką prośbę, ksiądz biskup podpisał i zostało to wysłane do Rzymu. I rzeczywiście Ojciec Święty Franciszek w krótkim czasie wydał dekret o ogłoszeniu Roku Świętego Józefa, co prawda jeszcze nie dla całego Kościoła powszechnego, ale dla naszego sanktuarium. Zalecił nam modlitwę za życie rodzinne, o powołanie kapłańskie, za kapłanów, za ojczyznę, o nawrócenie. I co najważniejsze, cztery razy w tym dokumencie papież użył sformułowania Sanktuarium Narodowe nadając nam de facto ten tytuł, o który normalnie zabiega się poprzez długotrwałe procedury. Ten nadzwyczajny Rok Świętego Józefa przeszedł nasze oczekiwania, obliczyliśmy, że około 500-600 tysięcy pielgrzymów nawiedziło sanktuarium. A później, w czasie pandemii, papież Franciszek ogłosił rok 2020 Rokiem Świętego Józefa dla całego Kościoła, więc ten czas łaski u nas się przedłużył.
Księże Prałacie w czasie tej 25 - letniej posługi mamy już trzeciego ordynariusza. Po pierwszym biskupie Stanisławie, był biskup Edward i teraz biskup Damian. Jak Ksiądz Prałat widzi tutaj ich obecność i relacje ze świętym Józefem?
Biskup Stanisław przez 20 lat był ordynariuszem i uważam, zresztą on sam o tym mówił, że on wszystko postawił na świętego Józefa. Tak jak niegdyś prymas Wyszyński powiedział „wszystko postawiłem na Maryję i się nie zawiodłem” to tak samo można powiedzieć o pierwszym biskupie kaliskim. On naprawdę całkowicie wszystko zawierzył św. Józefowi. Przecież nowo powstała diecezja była skromna we wszystko pod względem materialnym, personalnym, nie mieliśmy tutaj profesorów. Wszystko powstało dzięki opiece świętego Józefa, różne dzieła i wydarzenia, które się tu działy, były zawsze pod patronatem świętego Józefa. Biskup Edward stopniowo odkrywał świętego Józefa. Trochę na swój sposób, ale kontynuował pewne rzeczy, chociażby te pierwsze czwartki. No i ten rok nadzwyczajny jemu zawdzięczamy, a także powstanie telewizji internetowej Dom Józefa, więc ma on swoje zasługi dla naszego patrona. A ksiądz biskup Damian pięknie rozpoczął swoją misję nawiedzając sanktuarium i też zawierza się świętemu Józefowi. Bardzo często tu jest, kiedy przybywają różne pielgrzymki ogólnopolskie i chętnie przewodniczy Eucharystiom. Ma też biskup Damian taki piękny zwyczaj, że swoim gościom i przyjaciołom, którzy go odwiedzają wręcza pamiątki związane ze św. Józefem.
Wspomniał Ksiądz Prałat wcześniej o relikwiach św. Joanny Beretty Molli, ale to nie jedyne relikwie, które przez te lata trafiły do sanktuarium. Czy do któregoś ze świętych obecnych w tych znakach ma Ksiądz szczególny sentyment?
Poza świętym Józefem oczywiście, szczególnie cenny jest dla mnie święty brat Andrzej z Kanady, którego relikwie zostały wyeksponowane przed cudownym obrazem. On sam siebie nazywał przyjacielem świętego Józefa i wyprosił wiele cudów przez jego wstawiennictwo. Ale przede wszystkim był on pokornym braciszkiem, furtianinem, który zbudował wspaniałe i olbrzymie Sanktuarium św. Józefa w Montrealu. Jeszcze tam nie byłem, może mi to będzie dane, ale bardzo dużo o nim czytałem. I kiedy podczas kaliskiego Kongresu Józefologicznego zostały sprowadzone jego relikwie, bardzo mnie to ucieszyło. Modlę się przez jego wstawiennictwo, bo on był tak bardzo bliskim przyjacielem św. Józefa, no i w pewnym sensie też kustoszem, to dla mnie bardzo ważna postać.
Księże Prałacie, a czy jest coś takiego, czego nie udało się dokonać? Albo nie zrealizowało się do końca?
W duchu niedosytu myślę o naszej parafii i szerzej o Kaliszu. Tak bardzo bym chciał, żeby ludzie jeszcze lepiej zrozumieli, aby nabrali takiego przekonania, świadomości, jak wielkiego mamy patrona i orędownika, że mamy tu, w Kaliszu wielki skarb i wielki dar od Boga! Z jednej strony przez ten cały czas święty Józef Kaliski znany jest na całym świecie i coraz bardziej kochany, a my w Kaliszu ciągle go nie doceniamy. Tak bym to powiedział. Są oczywiście wspaniali czciciele św. Józefa w Kaliszu, ale ja od samego początku postawiłem sobie zadanie, aby jak najwięcej wiernych przyciągnąć do niego. I coraz bardziej, zwłaszcza od czasu pandemii, uświadamiam sobie, że trzeba nie tylko działać w tym kierunku, ale też się modlić i staram się odmówić codziennie cztery części Różańca.
Patrzymy też w przyszłość, jakie są najbliższe plany?
Powoli już zbliżam się do tego czasu, kiedy trzeba będzie odejść na emeryturę. Zostało jeszcze parę lat, cztery jak Pan Bóg pozwoli, i trzeba być bardzo pokornym wobec Jego woli. Ale tutaj ciągle coś się dzieje, powstaje aktualnie pomnik dziecka utraconego, bardzo oryginalny, nawiązujący do różnych form utraty dzieci, być może w tym roku go poświęcimy. Na pewno nadal będziemy upiększać bazylikę, teraz konserwujemy zabytkowe drzwi i konfesjonały, przygotowujemy się do wymiany okien. Chcemy jeszcze wspólnymi siłami pomóc wybudować kaplicę dla bezdomnych mężczyzn przy schronisku Brata Alberta. I są też inne palny, o których nie chcę mówić, chcę natomiast wyrazić swoją wdzięczność tym wszystkim wspaniałym ludziom, z którymi współpracowałem przez te wszystkie lata, biskupom, kapłanom, siostrom zakonnym i świeckim. Nie da się ich wszystkich wymienić, a powinno się, bo przecież niczego nie robimy sami. I chcę też zaznaczyć, że przez te lata zrobiliśmy to, co powinniśmy zrobić. Jakby ktoś inny był tu postawiony, to też by zrobił, może nawet jeszcze więcej. Bo tutaj działa przede wszystkim święty Józef.
A jak określić świętego Józefa jednym słowem?
Zdumiewający!
Rozmawia ks. Andrzej Antoni Klimek
zdjęcie: FotoDerbiszewski
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!