Wspomnienie o ks. bpie Romanie Andrzejewskim
7 lipca 2003 roku odszedł nagle do wieczności ks. bp Roman Andrzejewski, sufragan włocławski, przez 13 lat Krajowy Duszpasterz Rolników. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 11 lipca w Licheniu k. Konina. Uczestniczyły w nich tysiące wiernych, przedstawiciele najwyższych władz państwowych i samorządowych. Kilkadziesiąt pocztów sztandarowych, wśród których dominowały strażackie i ludowe. Mszy św. żałobnej, koncelebrowanej przez 30 biskupów i kilkuset księży przewodniczył ówczesny nuncjusz apostolski ks. abp Józef Kowalczyk w asyście abpa Tadeusza Gocłowskiego z Gdańska i ordynariusza włocławskiego ks. bpa Wiesława Alojzego Meringa. Wspaniałą homilię wygłosił uczeń Zmarłego ks. bp Władysław Blin z Witebska. Spłynęły też dziesiątki listów kondolencyjnych.
Czym ks. biskup Roman - syn prostego kujawskiego rolnika - zasłużył sobie na taki pogrzeb? Chyba tym, że jak powiedział Nuncjusz: „Polskim rolnikom służył z całym oddaniem i dodawał ducha, aby w tym trudnym okresie przemian mogli znaleźć swoje właściwe miejsce w strukturze gospodarczej Rzeczypospolitej Polskiej i całej Europy”.
Nieodżałowanej pamięci Ksiądz Biskup budował swój autorytet i zjednywał szacunek całokształtem posługi duszpasterskiej. Miałem zaszczyt go poznać już w czasie studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. On po święceniach kapłańskich studiował filologię klasyczną pod kierunkiem prof. Leokadii Małunowicz. Ja na tym samym Wydziale Nauk Humanistycznych – filologię polską.
Ks. Roman był człowiekiem niezwykle otwartym na potrzeby drugiego człowieka. Robił wiele dla integrowania grupy studentów KUL pochodzących z terenu diecezji włocławskiej. Powszechnie znane były nasze „Opłatki Diecezjalne”, czyli spotkania adwentowe, na których pojawiało się do kilkudziesięciu osób.
Jako asystent przy katedrze filologii klasycznej, ks. Andrzejewski z własnej inicjatywy podjął się duszpasterstwa wśród studentek DA KUL na Poczekajce. Już wówczas zdawał się wcielać w życie słowa swej późniejszej dewizy biskupiej Humana divinis; humana – to wartości ludzkie, a divina - to kierunek naszych dążeń, to wartości Boże. Temu „podciąganiu” naszych ludzkich spraw ku wyżynom nieba pozostał wierny do końca swego, niezbyt długiego, życia.
30 maja 1973 roku ks. Andrzejewski obronił pracę doktorską pt. „Listy polecające Cycerona” na Uniwersytecie A. Mickiewicza w Poznaniu. W tym czasie łączył pracę naukową na KUL z obowiązkami w macierzystej diecezji. Nigdy się nie oszczędzał, co nie pozostawało bez wpływu na jego kondycję fizyczną. Przemęczony pracą w czerwcu 1976 roku przebywał w szpitalu, co stało się bezpośrednim powodem pójścia na urlop zdrowotny. Na uniwersytet wrócił dopiero od października 1977 roku mając dość daleko zaawansowaną pracę habilitacyjną o wpływie Cycerona na twórczość św. Ambrożego. Ten humanista i świetnie zapowiadający się naukowiec został 14 listopada 1981 roku mianowany biskupem tytularnym Tullii i sufraganem włocławskim. Sakrę przyjął w katedrze włocławskiej w drugą niedzielę stanu wojennego (20 grudnia 1981 r.), by w tym trudnym okresie podjąć całkowicie nowe zadania. Pięć lat później został na ponad rok administratorem diecezji. Dał się poznać jako świetny duszpasterz i organizator. Jako jedyny z polskich biskupów uczestniczył w uroczystościach 600-lecia chrztu Litwy. 26 lutego 1988 roku został wybrany przewodniczącym Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Rolników. Odtąd corocznie organizował na Jasnej Górze ogólnopolskie dożynki ze słynnymi sympozjami sobotnimi, na których rolnicy mogli się spotkać z przedstawicielami władz państwowych.
Współtworzył Tygodnik Rolników „Solidarność”, później „Obserwator” i miesięcznik „Ziemia Rodzinna”. Zorganizował Katolickie Uniwersytety Ludowe, których sieć pokryła niemal całą Polskę. Był inicjatorem powołania Wydawnictwa Duszpasterstwa Rolników, które wsławiło się publikowaniem ciekawego „Kalendarza Rolników” i wielu pozycji książkowych promujących polską wieś oraz polską kulturę. Jest także autorem ponad 450 opracowań, w tym wielu książkowych.
Zetknąwszy się w 1978 roku z problemami Kościoła katolickiego w Związku Radzieckim ks. Andrzejewski jako biskup dzielił swój czas między pracę w diecezji, zadania krajowego duszpasterza rolników i nieformalnego biskupa misyjnego na ziemiach ZSRR. Od 1988 roku nieraz kilka razy w roku jechał tam, by gromadzić rozproszonych katolików, dodawać odwagi, czy przywracać do kultu zdewastowane kościoły. Chyba jesienią 1988 roku przebywałem z żoną u przyjaciół we Lwowie. Wszedłszy do katedry obrządku łacińskiego spotkaliśmy tam ubranego w podniszczone cywilne szaty młodego mężczyznę. Okazało się, że tym mężczyzną był biskup Roman, który przybył z kolejną misją duszpasterską na te tereny. Na owoce jego odważnej działalności nie trzeba było długo czekać. Dziś wielu księży przez niego zachęconych pracuje na Wschodzie, organizując tamtejsze wspólnoty wiernych. Jego uczeń jest biskupem w Witebsku. Wielu przyjaciół - niegdyś konspiracyjnych duszpasterzy nieludzkiej ziemi - zostało hierarchami w odnowionej strukturze Kościoła w byłych radzieckich republikach.
Wielekroć angażował się w sprawy trudne, które z Bożą pomocą potrafił rozwiązywać. Tak bywało na Podolu, Ukrainie, Moskwie, Kazachstanie, czy Syberii. Tak było w trudnych negocjacjach między wzburzonymi rolnikami i rządem Jerzego Buzka. Tak było w jego ostatniej życiowej pasji, jaką stało się wznowienie Gimnazjum i Liceum im. Jana Długosza we Włocławku. Życzeniem Księdza Biskupa, wyrażonym w testamencie było, by na jego pogrzebie zamiast drogich wieńców położyć na trumnie wiązankę polnych kwiatów, a pieniądze przekazać na rzecz wspomnianej szkoły. Uczestnicy ostatniej ziemskiej drogi duszpasterza nie do końca wykonali to polecenie, gdyż było moc wspaniałych kwiatów
– były też hojne datki zgodne z intencją Zmarłego, który spoczął w licheńskiej ziemi u stóp umiłowanej przez siebie Bolesnej Królowej Polski.
Nasi rolnicy stracili swego wielkiego orędownika na ziemi. Miejmy nadzieję, że nie zapomina o nich przed Bożym tronem.
Jan Czarnek
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!