Winy i kasa noblistów i Unii 
W myśl zasady, że mądrego zawsze warto posłuchać, dzisiaj pozostaniemy głównie w Polsce, ale na zakończenie zrobimy malutki wypad do Unii Europejskiej jako całości. Pewnie się zastanawiacie kogo zatem będziemy słuchać i już wyjaśniam, że wybrałem tylko i wyłącznie wypowiedzi noblistów! No bo chyba raczej głupcom takiej nagrody nie dają, tak czy nie?
Zaczniemy od byłego prezydenta RP i historycznego przewodniczącego „Solidarności” Lecha Wałęsy, który wziął udział w konferencji prasowej w Strasburgu. Zaprosił go tam Parlament Europejski celem uhonorowania Europejskim Orderem Zasługi za działania na rzecz integracji europejskiej. Pan Lech ubrany w koszulę z licznymi naszywkami (w tym oczywiście z Matką Boską Częstochowską) otwarcie przyznał się do swojej wielkiej winy. Otóż, jeżeli dzisiaj mamy takie problemy na świecie przez Trumpa, to Lechu bierze to na klatę. To przez niego.
– Ja czuję się trochę winny, bo go zachęciłem, by został prezydentem kiedyś. Jeszcze przed jego pierwszym kandydowaniem, on mnie zaprosił na swoją posesję, na kolacji byliśmy czy na obiedzie. Bardzo mnie o wszystko wypytywał i tak mnie zmęczył, że już miałem dość jego pytań. I w końcu mówię, „panie, ja to byłem elektrykiem, robotnikiem, to pan nie możesz zostać prezydentem? Cholera uwierzył, zakandydował i wygrał”. Skoro Lech mu doradził, to Trump musiał. A Order Zasługi otrzymał nasz narodowy bohater m.in. za „decydującą rolę w pokojowym zakończeniu rządów komunistycznych w Polsce jako przywódca Solidarności” oraz „niezłomne zaangażowanie na rzecz wartości europejskich”.
I tak myśląc o tych wartościach europejskich, do których wrócę pod koniec, to przypomnę, że pan Lech ostatnio wypowiedział się ponownie o tych słynnych pieniądzach, które otrzymywał w latach 70. Kiedyś twierdził, że nagminnie wygrywał w Totolotka, ale teraz się przemógł i wyjaśnił prawdę. Przemógł się, bo to była „rzecz, o której nigdy nie mówił, bo nie chciał się tłumaczyć”. Skąd więc były te srebrniki, znaczy się złotówki? Otóż sprawa jest prościutka jak włos Mongoła: do 1976 roku Lechu pracował w stoczni na akord i każda rozmowa z funkcjonariuszami oznaczała dla niego utratę części wynagrodzenia.
– Kiedy mnie odciągała bezpieka i policja na różne wezwania, traciłem wypłatę. I dlatego powiedziałem: nie, proszę panów. Na żadne wezwania i na żadne rozmowy mnie nie dostaniecie. Bo ja mam rodzinę i muszę ją utrzymać. Wtedy to zaproponowano, że za te godziny będą mi płacić. Zakład pracy. I płacił – wyjaśnił były prezydent. – Oczywiście to potem prawdopodobnie przerobiono na współpracę z bezpieką, ale ja się tu nie będę tłumaczył – zakończył Wałęsa. No pewnie panie prezydencie! Taka Von der Leyen się nie tłumaczy z zamówień na szczepionki, a pan by się miał tłumaczyć ze współpracy, znaczy się z pracy na akord…
Czas na drugiego noblistę, tym razem to jest ona. Pani Tokarczuk konkretnie ponarzekała trochę na współczesne media informacyjne, które przyzwyczajają użytkownika do treści prostych, szybkich i niewymagających intelektualnie. Następnie bez żenady przyznała, że w pracach nad swoją najnowszą powieścią korzysta z chat-botów AI! Jak podkreśliła, używa sztucznej inteligencji nie tylko do weryfikowania treści i usprawnienia struktury tekstu, ale angażuje technologię bezpośrednio w proces twórczy: „Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć? Mimo, że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach” Ale przyznała, że ją „serce boli, gdy odchodzi tradycyjna literatura pisana miesiącami w samotności, będąc dziełem życia skrojonym w głowie konkretnego indywiduum”.
Przyznacie, że po laureatce Nobla raczej się nie spodziewaliśmy, że będzie korzystała z cudzych pomysłów i przyczyniała się do procesu destrukcji tradycyjnej literatury, nad którym ubolewa. Ale posłuchajmy jeszcze tych mądrości: „Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików”. Kiedy się okazało, że przemyślenia jej „umysłu literackiego” spotkały się z miażdżącą krytyką branży, pani Tokarczuk opublikowała oświadczenie, w którym wypiera się wykorzystywania algorytmów generatywnych do kształtowania fabuły, czy innych procesów pracy twórczej: „Nie napisałam książki, która ukaże się jesienią w Polsce ani z AI, ani z nikim innym. Od kilkudziesięciu lat piszę sama”. No tak, pani Olga nie ma nic wspólnego z AI! Chociaż… gdybym był złośliwy to bym zapytał, gdzie ta gra komputerowa „oparta na systemie wykorzystujący AI i badania psychologiczne”, na którą w 2024 r. polska noblistka otrzymała 17 mln złotych z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, ale przecież nie jestem złośliwy, prawda?
A poza tym, co to jest marne 17 polskich baniek w porównaniu z 577 miliardami Euro z europejskiego Funduszu na rzecz Odbudowy i Zwiększenia Odporności, czyli na odbudowę Europy po covidzie w latach 2021 -2027? No bo się okazuje, że Europejski Trybunał Obrachunkowy (ETO), czyli taki unijny NIK nijak nie może się doliczyć, gdzie te pieniądze się podziały, bo państwa członkowskie mają obowiązek publikować informacje tylko o 100 największych ostatecznych odbiorcach środków, co sprawia, że ponad 80 % tej puli jest ewidencjonowane na poziomie instytucji publicznych i podwykonawcy i faktyczni realizatorzy projektów pozostają ukryci! Francja i Niemcy nie były w stanie dostarczyć audytorom szczegółowych danych dotyczących wydatków na poziomie poszczególnych przedsięwzięć, a że w Grecji i we Włoszech były „nadużycia” to właściwie pewne. Nie wiadomo, gdzie wylądowało tych 577 dużych baniek i to w Euro! Ale najwspanialsza jest odpowiedź Komisji Europejskiej, która odpiera zarzuty twierdząc, że uwaga, uwaga! „obecne ramy prawne zachowują odpowiednią równowagę między rozliczalnością a minimalizacją obciążeń biurokratycznych dla państw członkowskich”. No i powiedzcie sami, czy nasz „poczciwy” Lech Wałęsa nie jest tutaj wręcz patronem „europejskich wartości”?
I już całkiem na koniec: Polska awansowała na 24. miejsce na świecie w najnowszym rankingu szczęścia World Happiness Report 2026, ale w zestawieniu osób poniżej 25. roku życia jest dopiero na… 56. pozycji. Młodzi są pełni obaw. Czyżby jednak debilny żart naszego ministra Sikorskiego na spotkaniu z młodzieżą w Starogardzie Gdańskim: „błogosławiona jest młodzież, albowiem ona odziedziczy dług narodowy” tylko przez jego słuchaczy był przyjęty rechotem i wielkimi brawami, podczas gdy większości jest nie do śmiechu?
Pleban ze wsi
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!