TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Października 2020, 00:02
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W służbie narodu

W służbie narodu

Każda tragedia wywołuje wiele pytań, a najczęściej zadawane brzmi: dlaczego, Panie Boże? Niestety rozum ludzki nie znajduje na nie odpowiedzi. Powiem więcej, takich pytań nie należy stawiać Panu Bogu.

Podobnie jest teraz, kiedy miliony Polaków autentycznie poruszonych tragizmem katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, poszukuję odpowiedzi na to pytanie. Życie i śmierć są ze sobą nierozerwalnie połączone. Niestety, a piszę to z własnej perspektywy, nie zawsze mamy szacunek dla życia, pędząc  – jak zwykle – za sprawami ważnymi, ważniejszymi niż cokolwiek innego. Myślę, że podobnie było z tragicznie zmarłymi. Oni, w swej służbie Polsce, także nie mieli czasu na to, aby zatrzymać się choć na chwilę. Dlatego swoistego znaczenia nabiera fragment wiersza ks. Jana Twardowskiego: Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą, pozostaną po nich buty i telefon głuchy …
Tragedia pod Smoleńskiem powoduje, że wracają wspomnienia. Przecież na pokładzie samolotu TU-154M, byli ludzie, z którymi łączyła mnie bliska znajomość. Prezydent Lech Kaczyński – dla mnie Leszek, z którym miałem zaszczyt blisko współpracować. Wspólnie podpisywaliśmy wniosek o ponowną rejestrację NSZZ „Solidarność”. Współpracowaliśmy w Krajowej Komisji Wykonawczej „Solidarności”. Wspierałem Leszka w wyborach na szefa „Solidarności” po odejściu Lecha Wałęsy, na urząd prezydenta RP. Dzisiaj wyjątkowego znaczenia nabierają dla mnie dwa listy otrzymane od Lecha Kaczyńskiego. Pierwszy, kiedy był Prezydentem Miasta Stołecznego Warszawy. Drugi, kiedy był Prezydentem RP. Oba były bardzo osobiste.
Kontynuując, na pokładzie samolotu byli: Maciej Płażyński, Przemysław Gosiewski – Przemek, z którym wspólnie budowaliśmy regionalne struktury „Solidarności”, Kasia Doraczyńska, pani Gabriela Zych – Prezes Rodziny Katyńskiej w Kaliszu, do której kilka dni przed katastrofą wysłałem list przepraszając za moją nieobecność podczas uroczystości, jakie miały odbyć się w dniu 17 kwietnia br. w Kaliszu. Tego dnia miałem być uczestnikiem międzynarodowej konferencji pod Bonn. Oczywiście, że w obliczu tej tragedii odwołałem swój wyjazd do Niemiec. W katastrofie zginął także Darek Jankowski, z którym blisko współpracowałem w latach 1994-95, kiedy byłem odpowiedzialny za kontakty pomiędzy Komisją Krajową NSZZ „Solidarność”, a Prezydentem RP Lechem Wałęsą.
Na pokładzie samolotu znajdowały się także osoby, które Pan Bóg w swej łaskawości postawił na mojej drodze: Pani prezydentowa Maria Kaczyńska, z którą miałem zaszczyt rozmawiać nie tak dawno po zakończeniu prapremiery filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas”. Pan Ryszard Kaczorowski – Prezydent RP na Uchodźstwie, z którym kilkakrotnie rozmawiałem o „Solidarności” i Polsce - ostatni raz na Zamku Królewskim w Warszawie podczas konferencji poświęconej rozwojowi demokracji w Polsce. Prezes IPN Janusz Kurtyka, z którym wielokrotnie korespondowałem, a ostatnio (sierpień 2009 r.) rozmawiałem na temat organizowanej przez Zarząd Regionu NSZZ „Solidarność” wystawy Annus mirabilis 1989. Przypomnę tylko, że Janusz Kurtyka objął patronat honorowy nad tą wystawą.
Jestem przekonany, że Ci, których znałem tak blisko, a z których mądrości czerpałem, pozostawili we mnie bardzo wiele. Przecież Prezydent Lech Kaczyński całe swoje dorosłe życie, ostatnio jako głowa państwa, kierował się  prawem moralnym, którego źródłem i celem jest Bóg. Niestety, pamiętamy głosy Jego adwersarzy, którzy ku uciesze niektórych mediów wyśmiewali głowę państwa. Odważali się zaprzeczać istnieniu porządku moralnego, transcendentnego w stosunku do świata materialnego, a nawet w stosunku do człowieka, porządku absolutnego, któremu podlegają wszyscy ludzie i wobec którego wszyscy są równi. Ludzie nie uznają jednak tego samego prawa sprawiedliwości, które wyznawał i wdrażał w życie Lech Kaczyński, dlatego w wielu sprawach nie mogli w pełni dojść do porozumienia. Niektórzy z polityków wprost ubliżali Lechowi Kaczyńskiemu licząc na tani poklask. Chciałbym wierzyć, że stając w obliczu tej tragedii doszli do przekonania, że postępowali źle, by nie rzec dosadniej. Im mogę zadedykować sentencję mojego ulubionego świętego, św. Augustyna: Pokora i wstyd po uczynionym grzechu daleko są milsze Bogu niż pycha po spełnieniu dobrego uczynku.  Niech więc gesty niektórych polityków, puste gesty, zamienią się w okazaną pokorę, a słowo „przepraszam” pojawi się na ich ustach.
Przykre jest także to, że dopiero po śmierci naszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wielcy tego świata widzą w nim wielkiego męża stanu, polityka posiadającego zdolności przewidywania wydarzeń, stającego w obronie słabszych. Szkoda, i to mnie osobiście bardzo boli, że wcześniej politycy ci, nie dostrzegali tych przymiotów.
Powracając do tragicznych wydarzeń pod Smoleńskiem, jest jeszcze coś, co było mi – na swój sposób – znane. Samolot prezydencki, ten sam, którego szczątki oglądaliśmy za pośrednictwem środków masowego przekazu. To na jego pokładzie pierwszy raz opuszczałem granice kraju, lecąc do Szwecji, jako oficjalny członek delegacji Prezydenta RP Lecha Wałęsy w 1994 roku.
Tym samym samolotem w 1995 r. razem z Lechem Wałęsą, Prezydentem RP leciałem do Smoleńska na uroczystości wmurowania kamienia węgielnego pod pomnik ofiar Zbrodni Katyńskiej. Pamiętam wówczas rozmowę z ówczesnym Szefem Kancelarii Prezydenta RP M. Wachowskim, który informował, że stan lotniska w Smoleńsku jest fatalny. Pas startowy jest krótki, nawierzchnia w nienajlepszym stanie, a także sama szerokość pasa startowego pozostawia wiele do życzenia.
Jak widać dolecieliśmy szczęśliwie. Pamiętam jednak, jak lądowaliśmy na tym lotnisku. Wiedzieliśmy, że pilot musi posadzić maszynę na samym początku pasa startowego, aby móc zatrzymać samolot bezpiecznie na końcu lotniska. To było bardzo trudne przedsięwzięcie. Przypominam sobie taki oto obrazek: wzdłuż pasa startowego, co kilkadziesiąt metrów stali rosyjscy żołnierze, którzy trzymając w dłoniach kilkumetrowe kije zwieńczone czerwonym materiałem wymachują w jedną, i drugą stronę. Jak się okazało lotnisko w Smoleńsku, obok swoich mankamentów technicznych, o których wspominałem powyżej, nie posiadało elektronicznego lub dźwiękowego urządzenia odstraszającego ptaki, które jak wiemy stają się powodem wielu katastrof lotniczych.
Patrząc na tragedię, w której zginął „kwiat polskiej polityki” pojawia się pytanie: Czy ta tragedia może mieć dla nas jakieś ważne przesłanie? Niektórzy twierdzą, że komunizm, który dopuścił się tylu straszliwych zbrodni, w tym zbrodnię ludobójstwa w katyńskim lesie, wykopał także głęboki rów pomiędzy Polską a Rosją. Zdaniem tej grupy osób, dramat ten może być szansą na „zasypanie tego rowu”. Czy na pewno? Ja uważam, że nie. Komunizm nie jest tworem sztucznym. Tworzyli go i umacniają go nadal ludzie. Niektórzy z nich są wśród nas. Relatywizm społeczny, budowanie na piasku, brak szacunku dla życia, to niektóre obszary działalności, które stały niejako „w poprzek” tego, co mówił i robił Lech Kaczyński. Gdyby chcieć tak naprawdę budować życie społeczne i polityczne na uniwersalnych wartościach, jakimi są wartości chrześcijańskie można by uniknąć wielu tragedii. Czy także tej pod Smoleńskiem? Nie wiem. Jedno jest pewne, a mianowicie „nieomylność” ludzkiego rozumu popycha do wielu złych decyzji. Jak donoszą media jedną z przyczyn tragedii mógł być błąd pilota.
A w sferze życia społeczno-politycznego? Jestem przekonany, że śmierć Prezydenta RP i Pierwszej Damy Rzeczypospolitej może stać się – używając metafory - doskonałą okazją do narodowych rekolekcji, w których udział wezmą politycy i osoby życia publicznego. Uważam, że wymiar tragedii pod Smoleńskiem może nauczyć nas tego, o co nawoływał nasz wieszcz narodowy Cyprian Kamil Norwid, by „umieć różnić się ładnie”.
Kończąc moje refleksje nad tragedią, która wydarzyła się pod Smoleńskiem, w głębi mej duszy wierzę, że nad ofiarami tamtejszej katastrofy lotniczej zajaśniało Słońce Zmartwychwstania. Jest nim sam Jezus Chrystus Zmartwychwstały, zwycięzca śmierci i ciemności. Wierzę, że śmierć Pary Prezydenckiej, wielu znamienitych osób świeckich i duchownych przyniesie owoce.
Dokonując pewnego resume chcę powiedzieć, że Lech Kaczyński i Maria Kaczyńska zostawili wszystko i odeszli do Domu Ojca. Za nimi podążają ich współpracownicy, politycy, i Ci wszyscy, dla których był to ostatni lot.
Wieczne odpoczywanie racz Im dać Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci…

Przewodniczący Zarządu Regionu
NSZZ „Solidarność” Wielkopolska Pd.
 dr Jan Mosiński

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!