TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Października 2019, 11:47
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W poszukiwaniu małżonka

W poszukiwaniu małżonka

Od półtora roku w Kaliszu sprawowane są Msze św. w intencji o dobrego męża, o dobrą żonę. Z uwagi na skarb, jaki posiada Kalisz, czyli Sanktuarium św. Józefa oczywistym było, aby właśnie to miejsce stało się przestrzenią modlitwy, która umocni w rozeznawaniu powołania do życia w małżeństwie.

Pierwsza Msza św. odbyła się w grudniu 2017 roku, w roku inaugurującym Nadzwyczajny Rok Św. Józefa. - Nie spodziewaliśmy się tak wielkiego zainteresowania wydarzeniem. Serce radowało się i raduje do tej pory, że tak wielu młodych ludzi pragnie prosić poprzez wstawiennictwo św. Józefa o dobre wybory dla siebie. Spotykając się na Eucharystii, chcemy przede wszystkim wzmacniać więź z Panem Bogiem, samym sobą oraz drugim człowiekiem. Spotkanie z Ojcem jest celem nadrzędnym, który prowadzi nas do nawiązania relacji z bliźnim – zaznaczyła Karolina, jedna z organizatorek wspólnej modlitwy.
Sama o sobie mówi, że jest jedynie „ziemskim wysłannikiem”. Widząc, że takie Msze św. sprawowane są w innych miastach, postanowiła zadziałać, by i w Kaliszu były one sprawowane. Na co dzień w swoim życiu czuje niesamowite wsparcie św. Józefa, wielkiego patrona, co więcej podkreśla, że opatrzność Boża podsuwa jej wiele osób do pomocy w tworzeniu oraz rozpowszechnianiu informacji o dziele. - Na naszych Mszach św. pojawiają się osoby z całej Polski. Z wielką wdzięcznością serca dowiadujemy się o owocach modlitw.
Głoszone słowo Boże oraz moc Eucharystii sprawiają, że w sercach uczestników na nowo pojawia się nadzieja, radość oraz otwartość na realną Bożą i ziemską miłość – zauważa Karolina. Dodaje, że wszystko tym bardziej cieszy, gdyż jak często podkreślają uczestnicy, samemu trudno jest przeżywać samotność. Osoby, które uczestniczą we Mszy św., a potem w spotkaniach organizowanych przy kawie i herbacie, mają szansę spotkać ludzi, którzy wyznają podobne wartości. Kochają Pana Boga i z Nim pragną budować trwałe i święte związki.
Msze św. odbywają się w każdy trzeci piątek miesiąca, oprócz lipca i sierpnia. Poza tym w styczniu wszyscy mogli spotkać się na balu karnawałowym zorganizowanym specjalnie dla nich. Nie można tutaj nie wspomnieć o różnych innych formach spotkań, jak wypady na kajaki, gdzie udział wzięło 60 osób, czy wycieczki w góry, w których uczestniczyło 50 osób. A także wyjazd na spektakl “Piloci”. Ponadto, a raczej to co najważniejsze: w ciągu tego półtora roku odbyło się wiele konferencji, o wygłoszenie których poproszono ks. Pawlukiewicza, ks. Dziewieckiego czy o. Buksę i wielu jeszcze innych gości. Jedną z dodatkowo podjętych inicjatyw wśród uczestników Mszy św. była w marcu tego roku modlitwa w parach Litanią do św. Józefa. Chodziło o poświęcenie swojego czasu, by wstawiać się w intencji drugiej osoby. Zdecydowało się na to ponad 100 osób. - Nie sposób pozostać obojętnym wobec dobra, które miało wtedy miejsce, a także za zaangażowanie młodych ludzi, by nie tylko otrzymywać, ale i dawać. To konkretne działanie przyniosło wiele owoców - zaznaczyła inicjatorka Mszy św. o dobrego współmałżonka.
Słowa słowami, a fakty mówią same za siebie, a świadectwa ludzi tylko przekonują, że warto i należy zaufać Bogu i modlić się, gdyż jak mówi Ewangelia wg św. Jana: „O cokolwiek poprosicie w imię Moje, Ja to spełnię. Proście, a otrzymacie, w imię Moje, aby radość wasza była pełna”. Pozwolę sobie przytoczyć choć kilka takich świadectw, w których święty Józef okazał się jak zawsze niezawodny. W jednym z nich uczestniczka dzieli się, że dzięki modlitwie poczuła spokój wewnętrzny przed wielkim wyzwaniem. Pisze: ‚‚Za dwa tygodnie jadę do Warszawy na egzamin ze specjalizacji i jakoś tak się nie denerwuję. Natomiast w pracy miałam taki czas, że tak normalnie ciężko było wszystko w jednym czasie ogarnąć. W myślach mówiłam Św. Józefie pomóż... i pomógł, praca szła pomyślnie. To pewnie takie małe cuda, znaki”. Natomiast w kolejnym świadectwie jeden z chłopaków stwierdza, że odkąd zaczął się modlić o dobrą żonę, to ma totalną pustynię relacyjną od 3 lat. Zero zainteresowania od płci przeciwnej. Pisze on: „(...) Ostatnio zauważyłem, że jak gdzieś idę np. do KFC lub kina lub do nowego salonu fryzjerskiego to napotykam na niesamowicie piękne dziewczyny, które są dla mnie bardzo uśmiechnięte i pomocne. Nawet dostałem darmowy dodatek do jedzenia w KFC od dziewczyny, która mnie obsługiwała, a za który normalnie musiałbym dopłacić. Fakt, że nic z takich spotkań nie ma, ale chociaż tyle, że ktoś się do mnie uśmiecha. Wcześniej tego nie było (...)”.

Arleta Wencwel

Otrzymane łaski podczas modlitwy do Św. Józefa

Jestem z Bogiem od niedawna, podczas przystanku Woodstock, (tak, i tu pewnie niektórzy będą zdumieni) za sprawą mojej dobrej koleżanki, a wtedy partnerki, poszedłem za nią w pewne miejsce zwane przystankiem Jezus. Jeżdżę na tę imprezę od lat i zawsze gardziłem tym miejscem, śmiałem się z niego i z ludzi, którzy tam byli. Uważałem, że są bardzo słabi, skoro „muszą” wierzyć w rzeczy, które często na ludzki rozum są niewytłumaczalne. Towarzyszyło mi wiele negatywnych odczuć, kiedy patrzyłem na to, co tam się wyprawia. Adoracja, Eucharystia, rozmodleni ludzie, konferencje, koncerty, na których wielbiono Pana..., uważałem ich za świrów! Jednak obserwując partnerkę, pomyślałem sobie, że może rzeczywiście ta cała wiara i Bóg istnieją. Postanowiłem porozmawiać z jakimś księdzem, a co tam. I trafiłem na fajnego gościa. Gadaliśmy sobie o wszystkim i o niczym. Zapytał, czy może się nade mną pomodlić. Zgodziłem się. To był moment, w którym dobrowolnie pozwoliłem dotknąć się Jezusowi! Mimo mojej niewiary, On wtedy przyszedł do mnie, zaczął mnie nawracać i uzdrawiać. A uwierzcie było i jest z czego.
Po tym czasie nic szczególnego się nie działo. Żyłem sobie dalej, jednak dookoła mnie zaczęły pojawiać się osoby wierzące. Trafiłem do pewnego Sanktuarium, tam była moja pierwsza dobrowolna Msza św., pierwsza spowiedź po latach. Wszystko wtedy toczyło się wokół Maryi, to do Niej było mi bliżej niż do Jezusa. To Ona mnie do Niego przybliżyła. Wiele bólu, wiele cierpienia, płaczu, smutku, czasami krzyku w poduszkę, by nikt nie słyszał, w ten sposób zostawałem oczyszczany z przeszłości. Mój lęk, niepokój nieustannie zatruwały mi życie. Częste modlitwy, Msze św., łącznie z tymi o uwolnienie, uzdrowienie, przynosiły odwrotny skutek, zamiast czuć się lepiej, było jeszcze gorzej. Nie umiałem tego zrozumieć. Mówiłem: Boże, skoro jestem już z Tobą, dlaczego pozwalasz mnie tak doświadczać? Dziś wiem, że tylko w ten sposób mogłem zostać uwolniony. To była walka, walka duchowa. Zły nie chciał odpuścić, atakował wszystko, na czym mi zależało. Robi to do dziś, lecz dziś jestem spokojny. Zaufałem i zrozumiałem, że Bóg stoi przy mnie i nie pozwoli mnie skrzywdzić. Często coś nie jest po mojej myśli, ale to dlatego, że On ma lepszy plan, i rzeczywiście tak jest. Słowa „bądź wola Twoja” były dla mnie najtrudniejsze. To było i często do dziś jest trudne dla osoby, która przez 33 lata uważała siebie za Boga. Niesamowity to stan, gdy potrafię powierzyć swój dzień, swoje sprawy, swoją chwilę Jemu. Lekkość, spokój, szczęście, którego nie znałem przedtem.
Wybaczcie, musiałem się tym podzielić, byście mogli mieć mój obraz, zanim przejdę do modlitwy o dobrą żonę. W marcu tego roku postanowiłem przyłączyć się do modlitwy o dobrą żonę, gdyż moim marzeniem było poznać kobietę, z którą mógłbym zacząć prawdziwą, opartą na Bogu relację. Pragnę być mężem, mieć żonę, przystąpić do sakramentu małżeństwa. Lecz nie dane mi to jeszcze było. No i dobrze, bo na pewno dotąd nie byłem gotów. Czy dziś jestem? Wiem, że jestem na dobrej drodze by być. To Bóg zdecyduje, czy jestem gotów, a ja się pod tym „podpiszę’’. Wiem, że robi wszystko, by mnie do tego doprowadzić. Jeśli taka jest Jego wola, to ja będę bardzo szczęśliwy. Jeśli nie, to wiem, że chce mi jeszcze coś pokazać, czegoś mnie nauczyć. 2 kwietnia poznałem kobietę. Cudowną kobietę! Lecz by ją poznać, musiałem pozałatwiać sprawy z przeszłości z Pauliną. Co prawda nie byliśmy w związku, lecz nasza relacja była zawiła, nie było jasno ustalonych oczekiwań, granic, męczyłem się z tym. Nie będę wchodził w szczegóły. Prosiłem Boga o pomoc, o rozwiązanie sytuacji. Odzew był w marcu, wtedy nastąpił przełom. Nasza relacja została uzdrowiona, wyjaśniliśmy sobie wszystko. Jest i zawsze będzie ważna dla mnie, gdyż to dzięki niej jestem tu, gdzie jestem. Była narzędziem Boga w moim nawracaniu. Wiem, że jest to również efekt modlitwy do św. Józefa. Ale to był dopiero początek, na który nie byłem w ogóle przygotowany. Wszystko musiało się rozpaść, wszystko to, co było zbudowane na iluzji. Wiele spraw mnie przygniotło, wiele rzeczy zostało zburzonych, bym mógł teraz odbudowywać, lecz już z Bogiem. Upadłem fizycznie, psychicznie. Byłem „nagi”. Tylko ja. Przez myśl mi nie przeszło, że będąc w takim stanie, jakakolwiek kobieta zechciałaby się mną zainteresować. Nie było dla mnie takiej opcji, abym teraz, w takim czasie kogokolwiek mógł poznać! Moje pragnienie żony zostało odepchnięte gdzieś daleko. Moja głowa, która jest wypełniona psychoterapeutycznym analizowaniem, mówiła książkowo, teraz stary musisz powoli składać wszystkie rzeczy, w których upadłeś, będziesz to robił sam, bo nie masz szans, by kogoś poznać. Ehh, ten mój umysł, zawsze musiało być książkowo, to było okropne. Teraz jest „Jego wola” - to jest piękne!
2 kwietnia przeczytałem post na jednej z grup, post mnie poruszył, bo był na temat wiary, a grupa ta raczej nie jest skłonna akceptować takie wypowiedzi. Pomyślałem sobie, ale odważna dziewczyna! Poruszyła mnie tym. Postanowiłem napisać, przywitać się, bez oczekiwań, bez czegokolwiek, po prostu wyrazić szacunek za odwagę. No to się zaczęło! Św. Józef zrobił mi psikusa. Nie wierzyłem, pytałem się: gdzie jest haczyk? Dlaczego? Jak? Bóg jest wielki! Robi nam takie niespodzianki w momentach, gdy całkowicie się ich nie spodziewamy. Ewa. Ot, taką niespodziankę mi zrobił. Kobieta anioł. Zaakceptowała mnie takim, jakim jestem, „nagim’’, bez niczego. Pokazałem jej siebie, moje wady, problemy, to jaki jestem naprawdę, od samego początku dałem jej tylko i wyłącznie siebie, by mogła poznać i zdecydować, czy chce mnie takim. Poznaje, jest zachwycona. Brakuje słów, by opisać to, jak ja się z tym czuję. I to nie jest poryw emocji, wystrzał hormonów wynikających z zakochania, bo takie coś już umiemy rozpoznawać. To co jest teraz, jest inne, jest takie dojrzałe. Oboje jesteśmy po 30. i potrafimy rozróżnić, czym jest zauroczenie i bujanie w obłokach. Świadomi siebie, swoich zalet, deficytów, otwarci na siebie chcemy iść w przyszłość razem, jedno obok drugiego. Cel mamy taki sam. Iść z Bogiem. Pokonywać trudy codziennego dnia, mając wzajemne wsparcie. Nasze intencje się połączyły. Ewa również prosiła o dobrego mężczyznę. Jestem dobrym, cierpliwym człowiekiem. Jestem spokojny. Jestem szczęśliwy. Bardzo proszę Was o modlitwę za nas.

Świadectwo Błażeja - dzięki św. Józefowi odnalazł wiarę i miłość

Proście, a otrzymacie, w imię Moje

Moje doświadczenie opieki św. Józefa rozpoczęło się w jego sanktuarium w Kaliszu od pierwszej Mszy św. w intencji o dobrego męża. Usłyszawszy o inicjatywie podjętej przez naszą grupę „Spotkajmy się z uśmiechem w Kaliszu”, od razu wiedziałam, że to jest coś dla mnie. Na tej pierwszej Mszy św. w intencji o dobrego męża usłyszałam świadectwo pewnej dziewczyny, która opowiadała o poznaniu swojego męża. Zachęcała, aby pisać do św. Józefa listy z dokładnym opisem, jak ten wymarzony mężczyzna ma wyglądać, jakie ma mieć cechy charakteru. Posłuchałam. Tak samo zrobiłam. Pisałam potem prawie na każdej Mszy św. listy i prośby co do osoby mojego przyszłego, wymarzonego męża. Zostawiałam je co miesiąc, na każdej Mszy św. w skrytce przed obrazem Świętej Rodziny. Byłam w tym nieugięta i uparta. Oczywiście w trakcie mojego singlowskiego życia przechodziłam różne momenty. Były chwile zwątpień, ale za każdym razem przychodził czas Mszy św. u św. Józefa i pamięć o świadectwie tamtej dziewczyny. Po każdej Eucharystii czułam się silna i pełna nadziei. Żyłam tą nadzieją, ogromną nadzieją i wiarą, że św. Józef słyszy. Dostawałam od Nieba wiele znaków jego obecności. Mam na myśli Słowo Boże, które w tamtym czasie zaczęłam czytać i rozważać, ponieważ miałam szczęście odbyć wtedy pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Zawsze spotykałam na swojej drodze wiary wspaniałych ludzi, którzy mnie utwierdzali w wierze i mojej nadziei, że Pan Bóg stwarzając mnie, wie też co ma ze mną zrobić. W Ziemi Świętej poznałam wspaniałego ojca duchownego Jakuba, który nauczył mnie, jak czytać Pismo Święte i je rozważać. Po pierwszej Mszy św. u św. Józefa przy wyjściu wylosowałam cytat z Pisma św. z Księgi Jeremiasza: „... Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamierzam co do was, wyrocznia Pana, zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, aby zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca...”
To było zimą 2017 roku. Po przeczytaniu tych słów wiedziałam, że Pan Bóg ma co do mnie swój plan. Muszę tylko go przyjąć. To jest wszystko, co mogę zrobić. Przyjąć Jego wolę i trwać na modlitwie, nie tracąc nadziei. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, kogo przyjmuje za syna. Te słowa od ojca Jakuba z Ziemi Świętej miałam zawsze w pamięci. Pan Bóg jak dobry Ojciec surowo wychowuje swoje dzieci, stąd musimy w naszym życiu przechodzić trudne momenty. Jak mówił Ojciec Święty Jan Paweł II „... Chociażby życie nasze było najtrudniejsze, najcięższe, zachowajmy ufność i wiarę, że na świecie zwycięży miłość...” I na tę miłość w moim życiu czekałam. Po drugiej Mszy św. u św. Józefa w Kaliszu wylosowałam kolejny cytat: „Nie lękaj się, bo Cię wykupiłem, wezwałem Cię po imieniu, tyś moim. Gdy pójdziesz przez wody, Ja będę z tobą, gdy przez rzeki, nie zatopią Ciebie” (Iz 43,1/3). Wiedziałam, że Pan Bóg jest obok mnie, św. Józef czuwa i opiekuje się mną. Byłam pewna, że mnie słyszy. Nie ustawałam na modlitwie. Codziennie odmawiałam litanię do św. Józefa. W tamtym czasie poznałam również Nowennę Pompejańską. Zaczęłam ją odmawiać. Wszystko w wiadomej intencji. 23 marca 2018 roku udało mi się przejść ekstremalną drogę krzyżową. W czasie tego doświadczenia szczególnie przeżyłam Słowo Boże jednej ze stacji, które brzmiało: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?” ( Łk 1,34). Ryzyko jest istotą naszej drogi przez krzyż do zmartwychwstania. Jezus mówi: „Kto chce zachować swe życie, straci je” (Łk 9,24). Bohaterem nie rodzisz się, a stajesz, przez wybory, na początku drobne. Każdy człowiek staje przed wyborem, albo sam będzie sobie zabezpieczał szczęście, albo uwierzy Jezusowi i pozwoli, aby poprowadził go ku szczęściu, które nigdy nie przemija. Tak właśnie ja zaufałam Niebu i św. Józefowi powierzyłam moje przyszłe szczęście, którego nieustannie i uparcie szukałam. Może to dziś zabrzmieć niestosownie i nieładnie, ale umawiałam się wtedy ze św. Józefem, żeby do końca jego roku, roku świętego Józefa Opiekuna , znalazł mi męża. Nie ustawałam w nowennie pompejańskiej i litanii do św. Józefa. Rok św. Józefa dobiegał końca, a kandydata na męża nie było. Mimo to wierzyłam, że św. Józef zadziała.
W grudniu 2018 roku pojechałam do Rzymu. Miałam pragnienie, aby 8 grudnia w święto Niepokalanego Poczęcia NMP w godzinie łaski dla świata być na Placu św. Piotra oraz przy grobie naszego świętego papieża Jana Pawła II. Udało się. 10 grudnia u Matki Bożej Pompejańskiej w Pompejach rozpoczęłam kolejną nowennę o dobrego męża. I w końcu nadeszła ta chwila! W trzy dni po powrocie z Rzymu tj. 15 grudnia byłam zaproszona na Mikołajki do Izby Lekarskiej w Łodzi. Poszłam na tę imprezę z koleżankami spokojna i pierwszy raz od dawna nie miałam tam zamiaru szukać męża. Nie wypatrywałam chłopaków. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo skąd, nagle poprosił mnie do tańca - on. Przetańczyliśmy parę godzin. I tak się to zaczęło. Z wyglądu był taki, jakiego opisywałam w listach do św. Józefa. Z czasem naszego poznawania zaskakiwały mnie jego cechy charakteru i podejście do życia. Zaskakiwały pozytywnie, bo wszystko tak, jakbym sobie wymarzyła. Tutaj przychodzą mi do głowy słowa z Ewangelii wg św. Jana „O cokolwiek poprosicie w imię Moje, Ja to spełnię. Proście, a otrzymacie, w imię Moje, aby radość wasza była pełna”. I tak dokładnie wedle tych słów radość moja jest pełna. Nie przestaję ufać Bogu i św. Józefowi, że to moje powołanie, taka miała być moja droga. Droga przez trudy, samotność, ale droga pełna nadziei, wiary i modlitwy. Nie przestaję dziękować za ten dar. Dziś jesteśmy po ślubie, który odbył się w lipcu. Dziękuję Bogu, Matce Przenajświętszej i św. Józefowi, opiekunowi mojej rodziny, jaką udało mi się za Jego przyczyną założyć.
Wszystkim samotnym, poszukującym drugiej połówki polecam modlitwę do św. Józefa o dobrego męża, żonę i Msze św. w Kaliszu. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje, kto szuka, znajduje, a kołaczącemu, otworzą. < Mt 7,8>.

Świadectwo Eweliny

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!