TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 30 Września 2020, 12:25
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Uwięziony

Uwięziony

9 listopada przypada 80. rocznica przybycia św. Maksymiliana Marii Kolbe do obozu jenieckiego w Ostrzeszowie. Pomimo panujących tam bardzo trudnych warunków, o. Maksymilianowi udaje się zorganizować rekolekcje. Dla uczczenia tej rocznicy w Ostrzeszowie zostały zorganizowane uroczystości.

Rozpoczniemy je 9 listopada Drogą krzyżową ze św. Maksymilianem, prowadzącą ulicami miasta od stacji kolejowej Ostrzeszów do budynku I Liceum Ogólnokształcącego, gdzie był internowany razem ze swoimi współbraćmi przez miesiąc. Wszystkich, którym bliska jest postać  tego „świętego na trudne czasy”, jak również tych, którzy chcieliby poszerzyć wiadomości na jego temat, zapraszam do przeczytania artykułu, a przede wszystkim do wzięcia udziału w uroczystościach, które zakończą się Eucharystią w kościele pw. Chrystusa Króla w Ostrzeszowie.

Droga do obozu

Wiemy kim był św. Maksymilian i jaką spuściznę po sobie zostawił. Wiemy też, że Ostrzeszów był jedną ze stacji jego drogi krzyżowej, zakończonej „golgotą” Oświęcimia. Ale czy wiemy, jakie drogi prowadziły go z Niepokalanowa do Ostrzeszowa? Co wiemy na temat jego pobytu w tym mieście?

Według źródeł zakonnych klasztor w Niepokalanowie w 1933 roku liczył 13 ojców, 18 kleryków, 609 braci zakonnych i 127 seminarzystów. W obliczu zbliżającego się frontu, dla bezpieczeństwa opuścili oni klasztor. Pozostała tylko niewielka, ponad 30-osobowa grupa zakonników. Wśród nich był o. Kolbe. Klasztor zaczął pełnić rolę szpitala. Rankiem, 19 września Niemcy dokonali aresztowania. Dali zakonnikom 15 minut na załatwienie wszystkich spraw. Nie pozwolili zabrać nawet rzeczy osobistych. W klasztorze pozostali tylko dwaj bracia zakonni do opieki nad chorymi.

Zakonników razem ze schwytaną ludnością cywilną wywieziono samochodami do Rawy Mazowieckiej i zamknięto w kościele. 20 września przewieziono aresztowanych do Częstochowy, a wieczorem, w tym samym dniu, bez jedzenia i picia, załadowano do wagonów towarowych. Następnego dnia transport dotarł do Łambowic (województwo opolskie). Po dwóch dniach postoju aresztanci ruszyli w dalszą drogę. Rankiem, 24 września dotarli do obozu pod namiotami do miejscowości Gębice koło Gubina. 9 września franciszkanie wraz z innymi więźniami opuścili obóz. Ich droga kolejowa wiodła przez Żagań, Legnicę, Wrocław i Kępno do Ostrzeszowa.

9 listopada ojciec Maksymilian razem ze współtowarzyszami niedoli około godz. 23 wysiadł z pociągu na stacji kolejowej w Ostrzeszowie. Atmosferę „powitania” najlepiej oddają słowa jednego ze współwięźniów – franciszkanina, brata Młodożeńca: „Na peronie czekał już oddział żołnierzy niemieckich. Ustawiono nas w piątki. Jeden z żołnierzy zauważył, że o. Kolbe ma laskę. Wyrwał mu ją natychmiast i uderzył  go laską w piersi, mówiąc: Was is los? Ein Gefanger mit dem Spazierstock? (Co to za więzień z laską?). O. Kolbe spokojnie odpowiedział: Ich bink krank (Jestem chory).

Ruszyliśmy w kierunku miasta. Przekleństwa i wyzwiska terroryzowały jeńców. Żołnierze przynaglali nas do biegu maratońskiego. Obawiali się, by ktoś im nie uciekł. Bijąc internowanych pałkami, krzyczeli bez przerwy: schnell, schnell! Drogę oświetlali reflektorami. Po tym wyczerpującym marszu dotarliśmy przed duży, piętrowy budynek. Otwarto nam bramę i wpuszczono nas na podwórze. Następnie podzielono nas na grupy i rozlokowano. Nam przypadła sala w suterenie. Na drugi dzień dowiedzieliśmy się, że obóz nasz znajduje się w pobliżu budynku gimnazjum księży salezjanów”.

Bieda jeńców

W jakich warunkach mieszkali franciszkanie odzwierciedlają słowa E. Serwańskiego w jego pracy „Obóz jeniecki w Ostrzeszowie 1939 - 1945”, w której można przeczytać: „Powszechnie widoczna była nędza i bieda jeńców w obozach, mieszkali oni w prymitywnych warunkach w obozach jeszcze nie urządzonych, o warunkach tych świadczy np. obóz na placu Borek. Było to po prostu miejsce odrutowane zasiekami z drutu kolczastego na wolnym powietrzu. Nie lepiej było w podobozie pod namiotami. Namioty przeciekały, posłania porozkładane na ziemi nasiąkały wodą. (...) Ubrania i koce nasiąknięte wilgocią nie chroniły przed chłodem” oraz w innym miejscu: „w podobozie, mieszczącym się w gmachu  byłego liceum  i gimnazjum księży salezjanów (tam, gdzie rozlokowano o.o. franciszkanów – przyp. ML) część jeńców przebywała w szopie. Zresztą w samym gmachu warunki były skandaliczne. Jeńcy spali na siennikach, w których po prostu była sieczka. Sienniki były jednym zbiorowiskiem wszy”.

17 listopada 1939 roku stał się przełomowym dniem dla więźniów. Porucznika Wehrmachtu, nałogowego pijaka Wittmana, który był komendantem obozu, zastąpił pastor ewangelicki w randze porucznika Wehrmachtu - Hans Mulzer. W stosunku do internowanych odnosił się w sposób życzliwy i poprawny. Ojciec Kolbe nawiązał z nim kontakt. Przedstawił położenie ludzi i współbraci w obozie. Komendant osobiście interesował się losem franciszkanów. W swojej młodości miał on styczność z franciszkanami, którzy prowadzili szkołę w Bambergu, skąd pochodził. Nawiązany kontakt z komendantem przyniósł owoce. Podległa jemu służba wartownicza, widząc sympatię komendanta w stosunku do franciszkanów, powoli zaczynała lepiej traktować uwięzione osoby.

Rekolekcje i Komunia Święta

Jaki był stosunek komendanta do o. Kolbe, niech świadczą dwa fakty. Pozwolił mu na przeprowadzenie rekolekcji, które rozpoczęły się 29 listopada, a których zakończenie przewidziano w święto Niepokalanego Poczęcia NMP. W przeddzień święta komendant osobiście poinformował o. Kolbego i grupę zakonników, że nazajutrz zostaną zwolnieni i wyjadą z obozu. O. Kolbe prosił komendanta, aby wczesnym rankiem przed wyjazdem współbracia mogli przyjąć Komunię Świętą, na co komendant wyraził zgodę. Dla swego i zakonników bezpieczeństwa udał się osobiście z jednym z wyznaczonych przez o. Kolbe współbraci do miejscowego ks. proboszcza Tomasza Sworowskiego, celem omówienia szczegółów tego przedsięwzięcia.

Wydarzenie to po latach tak wspomina br. J. Młodożeniec: „8 grudnia wczesnym rankiem przyniósł nam Komunię Świętą wikary Józef Paszke. Po dziękczynieniu odmówiliśmy milicyjny akt oddania się Niepokalanej i odśpiewaliśmy Magnificat – był to niezapomniany poranek”.

Wczesnym popołudniem 8 grudnia grupa 36 zakonników na placu apelowym usłyszała słowa o zwolnieniu ich z obozu. Komendant obozu wręczył o. Kolbe na podróż ok. 200 gram margaryny. O. Kolbe podarował mu medalik Niepokalanej i szkic z zaznaczeniem, gdzie leży Niepokalanów. Zaprosił go do odwiedzin, gdyby losy wojny rzuciły go w te okolice. Obydwoje podali sobie ręce.

Świadectwo pastora

Jakie były dalsze losy o. Kolbe - wiemy. A co działo się z pastorem? Zakonnicy z Niepokalanowa po wyzwoleniu nawiązali kontakt z rodziną Mosiów, chcąc podziękować ostrzeszowianom za ich życzliwość i pomoc. Ignacy Moś odszukał listownie pastora w Niemczech. Cenne jest świadectwo, które złożył on do akt procesu beatyfikacyjnego ojca Kolbe. Pastor zmarł w wieku 86 lat 18 sierpnia 1979 roku. „W październiku 1939 roku jako porucznik rezerwy w niemieckich oddziałach obrony pogranicza objąłem na rozkaz swoich wojskowych przełożonych dowództwo obozu internowanych w Ostrzeszowie. W tym obozie, mieszczącym się w gimnazjum, obok paruset polskich cywilnych osób przebywało również około 30 franciszkanów z klasztoru Niepokalanów koło Warszawy. Między nimi był o. Maksymilian Kolbe. Ich zwolnienie i powrót do klasztoru nastąpił 8 grudnia 1939 roku. Starałem się wprawdzie jak mogłem, uczynić zakonnikom pobyt w obozie jak najbardziej znośnym. Mimo wszystko życie w obozie było trudne. Samo odosobnienie działało na nich przygnębiająco. Musieli spać na podłodze bez koców. Posiłki były niewystarczające. Przymusowa bezczynność nużyła. Bardzo przykre dla nich było i to, że tygodniami pozostawali bez religijnej pociechy, jaką stanowi Msza i Komunia św. Jednakże o. Maksymilian, z którym miałem kontakty, jak również i jego bracia zakonni nigdy przede mną się nie żalili. Wręcz przeciwnie los swój cierpliwie i z poddaniem znosili aż do godziny powrotu do klasztoru. Zaświadczam to z całą świadomością. Na początku grudnia (1939 r.) o. Maksymilian Kolbe prosił mnie, abym jemu i braciom zakonnym ułatwił przyjęcie Komunii Świętej. Na moją prośbę miejscowy duchowny z Ostrzeszowa spełnił to życzenie wczesnym rankiem w święto Niepokalanej Matki Bożej. Za to oni byli mi szczególnie wdzięczni” - Hans Mulzer, proboszcz. 8670 Hof, Saale 5 grudnia 1970 roku. Oświadczenie zostało dołączone do akt procesu beatyfikacyjnego w Rzymie. 

Tekst Stefan Wielgusiak
Zdjęcie: I Liceum Ogólnokształcące, w którym w czasie wojny był więziony św. Maksymilian razem ze współbraćmi

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!