Trochę zdrowej krytyki i czystego absurdu
Zaczniemy dzisiaj od bardzo osobistej refleksji kościelnej, potem przejdziemy na krajowe podwórko, a na koniec dotrzemy nawet za granicę!
Jako wiejski pleban z krwi i kości nie mogłem sobie odmówić z moimi parafianami pielgrzymki Żywego Różańca na Jasną Górę, tym bardziej, że obchodzimy 200 lat istnienia tej wspaniałej sieci modlitewnej i z całą pewnością najliczniejszej grupy duszpasterskiej w naszym kraju. I przyznam ze smutkiem, że wraz z napotkanymi tam kapłanami, doszliśmy do wniosku, że skandalicznie niewielu pojawiło się na jasnogórskim szczycie księży biskupów, bo oprócz przewodniczącego liturgii Nuncjusza i ordynariusza miejsca zaledwie dwóch innych pomocniczych. Zdaje się, że następców Apostołów na różnych stanowiskach, w tym i w stanie spoczynku, mamy około 140. Ja rozumiem, że w ową sobotę trochę się działo, bo i Lednica, i beatyfikacja salezjańskich męczenników w Krakowie, ale drodzy księża biskupi, przecież to nasza największa armia modlitewna, która za was też się modli!
A skoro już jestem przy krytyce wewnętrznej to wyprowadzę jeszcze jeden cios. Ja po prostu nie mogę się pogodzić z tym, że księża w szatach liturgicznych podczas celebracji nie są w stanie się powstrzymać od sięgnięcia po swoje smartfony i strzelenia kilku fotek. No jak to wygląda? A do tego trafił mi się jeden konfrater, który siedział obok mnie i od telefonu oderwał się tylko na liturgię Słowa i Modlitwę Eucharystyczną, ale już podczas obrzędów wstępnych i wszystkich przemówień przed błogosławieństwem (fakt, że trochę ich było, no ale przecież jubileusz itd.) nie wytrzymał. No po prostu klasyczny przykład uzależnienia, na szczęście zgorszyć mógł niewielu świeckich z delegacji, które uczestniczyły w liturgii na szczycie obok nas.
Dlatego chociaż wiem, że rzucone teraz przez rządzących hasło: „zabraniamy dzieciom w szkołach smartfonów” to czysta polityka i gra pod publiczkę, ale zatykam sobie nos i udaję, że tego nie czuję, natomiast absolutnie jestem za rozsądną, przemyślaną i skoordynowaną akcją ograniczenia fatalnych skutków nadużywania tych urządzeń od najmłodszych lat i nie będę wam tłumaczył przyczyn, bo redakcyjny kolega – ks. Paweł, pisze o tym na naszych łamach od miesięcy. A efekty zaniedbań w tej mierze, ja miałem obok siebie podczas jasnogórskiej Mszy św., ale każdy z nas też bez problemu je dostrzeże wokół siebie, często również niestety w lustrze.
Skoro już nam się tu pojawili niechcący rządzący, to dołączam się do grona zbulwersowanych wypowiedzią wiceministra resortu nauki, który odnosząc się do afery wywołanej przez prezydenta Ukrainy honorującego jedną z jednostek wojskowych „szczytnym” imieniem żołnierzy UPA, zapytany w audycji radiowej: „Co takiego jest w tym UPA, że Ukraińcy nie mogą się tego pozbyć ze swojego imaginarium historycznego” odpowiedział, że „to była formacja, która – niezależnie od tego, o czym pan mówi o zbrodni wołyńskiej, ale walczyła o niepodległość Ukrainy, walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna. To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni”. Nie wiem, czy chciał wybielić armię UPA, czy dowalić polskim żołnierzom Niezłomnym, ale taka wypowiedź u wiceministra nauki i szkolnictwa wyższego w polskim rządzie jest w najlepszym wypadku kuriozum, nawet biorąc pod uwagę, że pan Szeptycki należy do Związku Ukraińców w Polsce.
Podzielę się też od razu swoją opinią w sprawie pana Zelenskiego i propozycji odebrania mu Orderu Orła Białego. Generalnie lubię stare przysłowie, że „kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera”, ale są dwa wcale nie takie malutkie „ale”. Pierwsze, order przyznał prezydent Andrzej Duda, a obecnie prezydentem jest pan Nawrocki. No i drugie: Przed otrzymaniem orderu Zelenski w rozmowie z Dudą twierdził: „Możesz mi wierzyć lub nie, ale ja przez większość życia nie wiedziałem o Wołyniu. De facto usłyszałem o tych zbrodniach dopiero jako prezydent. Po prostu u nas, na wschodzie, w ogóle się o nich nie mówiło, w szkole sowieckiej tego nie uczyli. Znaczna część Ukraińców w ogóle nie wie, o co chodzi”. I deklarował chęć pracy nad zmianą tej świadomości. Nie wiem na ile to było szczere, my Polacy niestety jesteśmy bardzo naiwni, natomiast jedno jest pewne: dzisiaj Zelenski miał pełną świadomość, czym dla nas jest Wołyń i doskonale wiedział, jaki skutek wywoła jego decyzja (a po drodze było jeszcze wiele innych antypolskich słów i sytuacji). I może nawet osobiście bym się nie posunął do odbierania mu tego orderu, ale jak przeczytałem, że w obronie Zelenskiego stanęły dinozaury opozycji demokratycznej, tacy jak Zbigniew Bujak, Władysław Frasyniuk, Andrzej Seweryn, Krzysztof Skiba i inni „działacze”, to jestem całym sercem za odebraniem!
Mieliśmy skoczyć za granicę i zastanawiam się, czy bliższą czy dalszą. Może najpierw do Italii, bo tam podobnie jak u nas Frasyniuki i towarzysze, również walczą z faszyzmem i nacjonalizmem. W takiej Weronie, mieście Romea i Julii, jeśli się chce skorzystać z budynków i przestrzeni publicznych należy najpierw podpisać „klauzulę antyfaszystowską” następującej treści: „Uznaję fundamentalne zasady włoskiej Konstytucji i Statutu Miejskiego, odrzucam faszyzm i wszelkie formy totalitaryzmu. Potępiam stosowanie przemocy”. Moim zdaniem mogli dorzucić również komunizm i nikt by się nie czepiał, ale to raczej im by przez myśl nie przeszło, bo za ową klauzulą stoją oczywiście siły postępowe.
A teraz lecimy do USA, które też mają, a jakże, swoje siły postępowe. I te ostatnie korzystając z buksującego w miejscu i omotanego przez Izrael Trumpa, posuwają do przodu lewacką nowomowę. I tak nowojorscy Demokraci przyjęli ustawę, która usuwa słowo „matka” z prawa stanowego i zastępuje je biologicznie bezsensownym terminem „rodzic noszący ciążę” (gestating parent), a słowo „ojciec” zmienia na „rodzic nienoszący ciąży” (non-gestating parent). Natomiast linia lotnicza Delta w podobnym duchu zredagowała opis świadczeń pracowniczych w ofertach pracy. Polityka firmy jest tam deklarowana jako „oparta na wspólnym zaangażowaniu w realizację naszych wartości – troski, uczciwości, odporności i przywództwa służebnego – każdego dnia, we wszystkim, co robimy”. No i w ramach tych wartości mamy informację, że „rodzice rodzący dziecko mają prawo do 12 tygodni płatnego urlopu macierzyńskiego/rodzicielskiego” a „rodzice nierodzący mają prawo do 2 tygodni płatnego urlopu rodzicielskiego”. I oni tam wszyscy mają pewnie taki sen, że kiedyś taki rodzic nienoszący ciąży stanie się rodzicem rodzącym.
Pleban ze wsi
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!