TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 21 Września 2026, 13:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Tłumacz i bluszcz

Tłumacz i bluszcz

Św. Hieronim przez wiele lat pracował w Betlejem nad przekładem Biblii z hebrajskiego oryginału. Dlaczego to zrobił i jaka była największa wada tego świętego? - wyjaśnia w rozmowie dr Krzysztof Morta.

We wrześniu Kościół katolicki wspomina św. Hieronima ze Strydonu, który urodził się ok. 345 r., miał zamożnych rodziców, a jednak porzucił światowe życie i został ascetą. Dlaczego Pana zdaniem tak zdecydował?

Krzysztof Morta: Decyzja Hieronima o wyborze życia ascetycznego nie była nagłym zwrotem, lecz wynikiem stopniowego dojrzewania religijnego. Wychował się w rodzinie chrześcijańskiej, podczas studiów w Rzymie przyjął chrzest, a później coraz silniej związał się ze środowiskami ascetycznymi w Trewirze, Akwilei i na Wschodzie. Duże znaczenie miał zapewne jego charakter. Hieronim był człowiekiem bezkompromisowym i skłonnym do radykalnych wyborów. Jeśli uznawał jakąś drogę za właściwą, chciał podążać nią konsekwentnie. Życie chrześcijańskie rozumiał więc nie jako zbiór praktyk religijnych, lecz jako wezwanie do całkowitego podporządkowania życia wierze.

Przeczytałam, że kiedy został mnichem był podobno o krok od śmierci i to miało wpływ na jego radykalizację życia. Co się wydarzyło?

Chodzi o wydarzenia z około 374 r., kiedy Hieronim przebywał w Antiochii. Był już wówczas związany z ideałami ascetycznymi, ale właśnie tam jego życie przybrało bardziej radykalny kierunek. Podczas podróży i pobytu na Wschodzie ciężko chorował, a dwóch jego towarzyszy, Innocencjusz i Hylas, zmarło. Sam Hieronim znalazł się w stanie tak poważnym, że – jak później wspominał – przygotowywano już jego pogrzeb. Z tą chorobą wiązał słynną wizję, opisaną około 10 lat później w liście do Eustochium. Miał stanąć przed sądem Chrystusa i na swoje wyznanie, że jest chrześcijaninem, usłyszeć: Ciceronianus es, non Christianus – „Jesteś cyceronianinem, a nie chrześcijaninem”. Zarzut dotyczył jego ogromnego przywiązania do literatury klasycznej, czyli pogańskiej, które wyniósł z rzymskich studiów. Niezależnie od tego, czy potraktujemy tę scenę jako rzeczywistą wizję, sen wywołany gorączką czy literacką stylizację późniejszego doświadczenia, dobrze pokazuje ona przełom, jaki nastąpił w życiu Hieronima. Po tym okresie coraz większe znaczenie zyskały dla niego Biblia, studia teologiczne i asceza. Wkrótce udał się na pustynię Chalkis w Syrii, gdzie zakosztował życia pustelniczego.

Mówimy o nim święty, ale wiadomo nie był ideałem. Jaka była jego największa wada i czy z nią walczył?

Jedną z najbardziej kłopotliwych cech Hieronima był jego gwałtowny temperament i skłonność do gniewu. Był niezwykle wyczulony na krytykę własnej osoby, zwłaszcza gdy ktoś podważał jego wiedzę, kompetencje filologiczne czy autorytet. Wtedy potrafił odpowiadać ostro, czasem wręcz brutalnie. Trzeba jednak pamiętać, że inwektywa należała do arsenału antycznej polemiki. Posługiwali się nią Cyceron, Tertulian i wielu innych autorów. Hieronim opanował tę sztukę znakomicie i używał jej z wyjątkową siłą. Atakował nie tylko poglądy przeciwnika, lecz także jego inteligencję, wygląd czy pochodzenie. W artykule „Bluszcz kontra dynia” pokazywałem, że nie był to jedynie wybuch gniewu, ale często świadomie skonstruowana technika polemiczna: ośmieszyć przeciwnika, podważyć jego wiarygodność, a dopiero potem rozprawić się z jego argumentacją. Czy z własną gwałtownością walczył? Z pewnością wiedział, że jest ona problemem. W jednym z listów trafnie zaznacza, że gniew jest czymś ludzkim, natomiast jego opanowanie – chrześcijańskim. Gorzej wychodziło mu przestrzeganie tej zasady.

Pomimo tego Hieronim został ogłoszony świętym i do tego jeszcze doktorem Kościoła, dlaczego? Co przeważyło?

Hieronim nie został kanonizowany osobnym dekretem. Zmarł w 420 r., zanim powstała formalna procedura kanonizacyjna. Jego kult rozwijał się stopniowo i został przyjęty przez Kościół na mocy dawnej tradycji liturgicznej. Najpóźniej na początku VIII w. nazywano go już świętym. Na opinię o jego świętości wpłynęła nie tylko surowa asceza i życie poświęcone modlitwie. Ważne były także jego całkowite oddanie Chrystusowi, obrona wiary, praca dla wspólnoty Kościoła, kierownictwo duchowe oraz troska o innych – w Betlejem współtworzył klasztory i hospicjum dla pielgrzymów. Przede wszystkim jednak całe swoje wykształcenie i niezwykłą pracowitość podporządkował poznawaniu i objaśnianiu Pisma Świętego. Osobną kwestią jest tytuł doktora Kościoła. Hieronim już wcześniej był uznawany za jednego z najwybitniejszych nauczycieli Kościoła, natomiast w 1298 r. papież Bonifacy VIII oficjalnie zaliczył go, wraz z Ambrożym, Augustynem i Grzegorzem Wielkim, do czterech wielkich doktorów Kościoła zachodniego. O jego wyjątkowej pozycji zdecydowały przede wszystkim przekład Biblii nazwany z czasem Wulgatą, komentarze biblijne oraz ogromny wpływ, jaki wywarł na sposób czytania i rozumienia Pisma św. w chrześcijaństwie zachodnim. Dodam, że łacińskie słowo vulgata oznacza „rozpowszechniona”, „będąca w powszechnym użyciu”. 

Zachowały się różne jego dzieła, ale nad jednym pracował ponad 20 lat, chodzi o wspomnianą już Wulgatę. Dlaczego zabrał się do tego, istniało już tłumaczenie Pisma Świętego na język grecki nazwane Septuagintą? 

Początkowo Hieronim również pracował nad Starym Testamentem w oparciu o tekst grecki Septuaginty, między innymi nad Psałterzem. Z czasem jednak zrobił krok znacznie bardziej radykalny: uznał, że przy księgach Starego Testamentu trzeba sięgnąć do języka hebrajskiego, którego nauczył się jako jedyny przedstawiciel łacińskiego Kościoła. Kiedy w 386 r. osiadł w Betlejem, znalazł się w środowisku, które otwierało przed nim zupełnie nowe możliwości pracy nad Starym Testamentem. Przede wszystkim był teraz w Palestynie, a więc w świecie Biblii. Mógł konfrontować tekst z geografią, nazwami miejscowymi, a przede wszystkim korzystać z pomocy żydowskich uczonych. Hieronim uczył się hebrajskiego już wcześniej, ale tutaj tę znajomość pogłębiał i konsultował z nimi miejsca szczególnie trudne. 

Ogromne znaczenie mogła mieć również Cezarea Palestyńska i znajdująca się tam słynna biblioteka, w której przechowywano Hexaplę Orygenesa. Hieronim sam poświadcza, że z niej korzystał. Hexapla pozwalała zobaczyć obok siebie tekst hebrajski, jego zapis literami greckimi oraz kilka greckich przekładów z II w. po Chr., między innymi Septuagintę, Akwilę, Symmacha i Teodocjona. To był właściwie antyczny warsztat krytyki tekstu. 

Pracę nad przekładem z hebrajskiego oryginału, jak zwykł nazywać z „hebrajskiej prawdy” (hebraica veritas) rozpoczął ok. 390 r. Nie wszystko jednak, co znalazło się później w Wulgacie, wyszło spod ręki Hieronima. Z Nowego Testamentu z całą pewnością jego dziełem jest rewizja czterech Ewangelii, ze Starego Testamentu przetłumaczył księgi protokanoniczne.

Podobno jego przekład Biblii początkowo spotkał się z nieżyczliwym przyjęciem, a z powodu jednego słowa wybuchły nawet zamieszki w rzymskiej prowincji. O co chodziło?

To jedna z ciekawszych historii w dziejach przekładu Biblii, bo spór pozornie dotyczył jednej rośliny, a naprawdę dwóch różnych koncepcji tłumaczenia. Paradoks polega na tym, że przekład Hieronima, który później zdobył na Zachodzie ogromny autorytet i wpłynął nawet na sztukę – wystarczy przypomnieć wyobrażenia Jonasza w Kaplicy Sykstyńskiej czy rogatego Mojżesza Michała Anioła – początkowo budził poważne opory. Najgłośniejszy przypadek znamy jest z listu Augustyna. W Oea, czyli w dzisiejszym Trypolisie, miejscowy biskup polecił czytać przekład Hieronima. Kiedy wierni usłyszeli, że w Księdze Jonasza nad prorokiem wyrosły nie znane im z Septuaginty i podążających za nią starych przekładów starych łacińskich pnącza dyni (właściwie tykwy), lecz bluszcz – hedera, w kościele wybuchły takie niepokoje, że biskup obawiał się utraty wspólnoty i wrócił do tradycyjnego brzmienia świętego tekstu. Hebrajski tekst ma tutaj słowo kikajon (rycynus). Problem w tym, że nie odpowiada ono dokładnie ani tykwie/dyni, ani bluszczowi. Hieronim, jak sam pisze, wybrał hedera, czyli bluszcz, idąc za innymi greckimi tłumaczami z Heksapli. Nie była to więc prosta identyfikacja botaniczna, lecz świadoma decyzja translatorska. I właśnie tu widać istotę sporu. Dla Augustyna autorytet Septuaginty i przyzwyczajenie wspólnot były tak ważne, że nawet po otrzymaniu wyjaśnień Hieronima pisał, że skoro roślina nie jest właściwie ani dynią/tykwą, ani bluszczem, on nadal wolałby tradycyjną „dynię/tykwę”. Hieronim go więc w tej konkretnej sprawie nie przekonał. Ale historia ma wymowny epilog. Po śmierci Hieronima Augustyn, kończąc De doctrina christiana, sam cytuje proroka Amosa właśnie według hieronimowego przekładu z języka hebrajskiego, oddając Hieronimowi należny mu szacunek jako uczonemu i tłumaczowi.

Wspomniał Pan przed chwilą o rzeźbie Michała Anioła w rzymskiej Bazylice św. Piotra przedstawiającej Mojżesza z rogami, który z Dekalogiem przychodzi po spotkaniu z Bogiem. Niektórzy twierdzą, że te rogi to wina Hieronima, który źle przetłumaczył fragment Biblii. A jaka jest prawda?

To bardzo ciekawy przypadek, bo trudno powiedzieć po prostu, że Hieronim się pomylił. W hebrajskim tekście Księgi Wyjścia czytamy, że po rozmowie z Bogiem skóra twarzy Mojżesza była karan. Ten czasownik jest związany z rzeczownikiem keren, czyli „róg”. Septuaginta poszła w stronę znaczenia „chwały” i mówi, że wygląd twarzy Mojżesza został „uwielbiony” (dedoxasthai). Hieronim, wierniejszy w tym miejscu hebrajskiemu obrazowi, napisał natomiast cornuta esset facies sua – dosłownie: „jego twarz stała się rogata”. Co więcej, podobnie rozumiał ten hebrajski zwrot już wcześniej żydowski tłumacz Akwila. Nie jest więc prawdą, że Hieronim po prostu pomylił hebrajskie słowa. Wybrał jedną z możliwych identyfikacji niezwykłej hebrajskiej metafory. W biblijnej symbolice róg oznacza przede wszystkim siłę, moc i wywyższenie. Rogi Mojżesza, choć dla nas kulturowo wyglądają demonicznie, są znakiem niezwykłego spotkania człowieka z Bogiem, a nie translatorskiej kompromitacji Hieronima.

Na obrazach, rycinach poświęconych Hieronimowi często przedstawiany jest lew i kapelusz kardynalski. Jaki związek mają te przedstawienia z Hieronimem?

W sztuce Hieronima łatwo rozpoznać po charakterystycznych atrybutach. Towarzyszą mu często czaszka, księgi, niekiedy klepsydra, a przede wszystkim lew oraz czerwony kapelusz i płaszcz kardynalski. Historia lwa jest średniowieczną legendą. Według niej do klasztoru Hieronima w Betlejem przybył kulejący lew. Mnisi uciekli, natomiast Hieronim podszedł do zwierzęcia, obejrzał zranioną łapę i usunął z niej kolec. Lew odtąd pozostał przy klasztorze. Opowieść tę rozsławiła w XIII w. Złota legenda, ale pierwotnie dotyczyła innego palestyńskiego mnicha – św. Gerazyma. Prawdopodobnie właśnie zbieżność zapisu imion obu mnichów: Gerasimus i Hieronymus/Geronimus, przyczyniła się do przeniesienia tej historii na naszego świętego. Kapelusz i płaszcz kardynalski są natomiast anachronizmem. Hieronim kardynałem nie był, bo urząd ten w znanej nam późniejszej formie jeszcze nie istniał. Był jednak bliskim współpracownikiem papieża Damazego, jego sekretarzem i doradcą. Średniowieczna tradycja poszła krok dalej i uczyniła z niego kardynała – tak przedstawia go nawet Złota legenda. Stąd w późniejszej sztuce czerwony kapelusz i szaty kardynalskie stały się jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych atrybutów. 

Rozmawia Renata Jurowicz

Dr Krzysztof Morta - filolog klasyczny, pracownik naukowy w Instytucie Studiów Klasycznych, Śródziemnomorskich i Orientalnych Uniwersytetu Wrocławskiego, kierownik Pracowni Translatoryki i Hermeneutyki Biblijnej UWr., dyrektor Szkoły Języków Antycznych i Orientalnych Wydziału Neofilologii UWr. oraz prezes Ostrowskiego Towarzystwa Naukowego. Na terenie naszej diecezji organizator i kierownik naukowy Międzynarodowej Konferencji Biblijnej.

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!