TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 03 Sierpnia 2020, 13:53
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Tajemnica córki generała (2)

06.07.11

Tajemnica córki generała (2)

15 maja 1943 roku, sześć tygodni przed katastrofą pod Gibraltarem, córka generała Sikorskiego świętowała imieniny. Tamtego dnia kilku polskich oficerów postanowiło wręczyć jej bardzo oryginalny i kobiecy prezent. Była nim niezwykła bransoletka wykonana z kości słoniowej i odrobiny złota. Wewnątrz miała wygrawerowaną dedykację. Dawała się założyć na rękę dopiero po dłuższym namoczeniu w wodzie, a założona… nie pozwalała się już zdjąć.

Pomysłodawcy prezentu dowcipkując pytali Zofię Leśniowską, co powie mężowi, kiedy ten wróci z niewoli i zobaczy na jej ręce taki klejnot. Czy uda jej się przekonać go, że na niego czekała? Oficerowie, Zosia, a nawet sam generał Sikorski do upadłego śmiali się z przedniego żartu. Nikt nie podejrzewał tamtego majowego dnia, że Stanisław Leśniowski nigdy nie zobaczy bransoletki. I wcale nie dlatego, że nie wróci z niewoli. Zięć generała zresztą, miał nie zobaczyć nigdy nie tylko bransoletki, ale przede wszystkim własnej żony. Zofia i Stanisław pobrali się we wrześniu 1936 roku. Małżeństwem nie zdążyli się jednak nacieszyć. Leśniowski był porucznikiem, został zmobilizowany we wrześniu 1939 roku. Niemal prosto z frontu Kampanii Wrześniowej trafił do niemieckiej niewoli i nigdy więcej nie zobaczył już swojej ukochanej, choć aż do jej śmierci prowadził z nią – na tyle intensywną, na ile pozwalały warunki – pełną tęsknoty i miłości korespondencję. Dlaczego jednak o imieninowej bransoletce w ogóle wspominam?

 

Pod dywanem, w kairskim hotelu

Tadeusz Zażuliński, poseł polski w Kairze, kilka dni po katastrofie gibraltarskiej został wezwany do miejscowego hotelu Mena House. Tam mieszkała jeszcze w pierwszych dniach lipca ekipa generała Sikorskiego. Tyle, że w innych pokojach niż ten, do którego wezwano Zażulińskiego. Polskiego posła zaprowadzono do pokoju, w którym jedna z hotelowych sprzątaczek znalazła pod dywanem bransoletkę z kości słoniowej ze złotą klamrą. Oczywiście mógł być to zwykły przypadek, a bransoletka, choć rzadka, mogła zostać zgubiona przez inną, właścicielkę niż Zofia Leśniowska. Tymczasem bransoletka z hotelu miała wewnątrz imieninową dedykację, a ten fakt nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Polskie poselstwo musiało zostać zawiadomione. Zażuliński 3 lipca żegnał Sikorskiego i jego córkę na kairskim lotnisku i był absolutnie pewien, że Zosia miała ją tamtego dnia na ręku. Teraz wiedział już o katastrofie. Poinformowano go, że leciała razem z ojcem. Wiedział, że ciało 31-letniej Leśniowskiej nie zostało odnalezione. Więc skąd wzięła się jej bransoletka w kairskim hotelu? Poseł przekazał bransoletkę wraz z całą niepokojącą historią do Londynu.

Wyjaśnienie całej sytuacji było nieprawdopodobnie trudne. Brano pod uwagę wersję, według której Zosia przeżyła katastrofę, nikt jednak nie umiał wytłumaczyć, jak bransoletka – i oczywiście jej właścicielka - w tak krótkim czasie mogła przemieścić się z Gibraltaru do Kairu. Wiadomo, że Zofia w Gibraltarze również miała ją na ręce, świadczy o tym zdjęcie wykonane w ogrodzie, przy pałacyku tamtejszego gubernatora. Zastanawiano się, czy córka generała nie została uprowadzona, przewieziona do Egiptu i trafiając do znanego sobie hotelu nie ukryła bransoletki specjalnie, by dać znak życia i wołać w ten sposób o pomoc. Wciąż jednak nie było racjonalnej odpowiedzi na pytanie: jak Zofię (bransoletkę) przetransportowano do Kairu. Dokumenty z Gibraltaru mówiły jednoznacznie, że jedynym samolotem, który w pierwszym tygodniu lipca 1943 roku wyleciał z Gibraltaru do stolicy Egiptu, była maszyna ambasadora Iwana Majskiego udającego się z Londynu do Moskwy. Jeśli wierzyć dokumentom samolot wyleciał 4 lipca w południe, a więc kilka godzin przed katastrofą.

 

Majski porywa Leśniowską?

Ciała Zosi nie odnaleziono. W 1967 roku por. William Bailey, członek ekipy brytyjskich nurków, którzy zabezpieczali i przeszukiwali dno morza oraz wrak samolotu otwarcie poddawał w wątpliwość tezę, iż Zofia do samolotu w ogóle wsiadła. Twierdził też, że morze było zbyt spokojne tamtej nocy, by móc znieść ciało Leśniowskiej w nieznane. Oczywiście wersja oficjalna komunikatu o okolicznościach katastrofy mówiła coś przeciwnego. Z kolei w 1946 roku, Renalt Capes, oficer z wieży lotów w Gibraltarze, w udzielonym wywiadzie prasowym, zakwestionował kolejne zapisane w dokumentach stwierdzenia. Mówił, że krótko po wyłowieniu żywego, acz silnie poranionego pilota i znalezieniu „generała pływającego po powierzchni wody, martwego”, do wieży kontrolnej przyszła wiadomość, że odwołano start następnego samolotu, którym miał lecieć… Majski! Teoretycznie więc, jeśli Zofia przeżyła (ewentualnie nie znalazła się na pokładzie samolotu), mogła znaleźć się na pokładzie maszyny radzieckiego ambasadora, a tym samym dwa dni później w kairskim hotelu, by tu zostawić dramatyczny znak życia. Dariusz Baliszewski, badacz katastrofy pod Gibraltarem, twierdzi, iż żaden historyk na podobnych poszlakach nie zbuduje nawet cienia hipotezy o współudziale Moskwy w tej tragedii. Nie mniej, trudno jednoznacznie stwierdzić, że jest ona całkowicie błędna. Zważywszy, że…

 

Cichociemny i obóz pod Moskwą

W latach 90. do redakcji programu „Rewizja nadzwyczajna” przyszedł list napisany przez Jana Kozłowskiego, komendanta dawnej placówki AK, kolegę znanego Cichociemnego o pseudonimie Hiena. List – traktowany jako jedna z „tych absurdalnych przesyłek” - wiele lat przeleżał w archiwum telewizyjnym, a wspomniany tu już Baliszewski odkrył go u progu nowego wieku, kiedy Kozłowski już nie żył. Z listu wynikało, że we wrześniu 1945 lub 1946 roku, Tadeusz Kobyliński pseudonim Hiena, odwiedził go w domu w Ożarkach i poinformował, że jedzie do ZSRR, by uwolnić córkę generała Sikorskiego. Autor znał Kobylińskiego z pracy w wywiadzie wojskowym, jeszcze z czasów przedwojennych. Dokumenty AK-owskiego podziemia z tamtych czasów mówią, iż Kobyliński krótko po wojnie, został przeniesiony przez płk. Rzepeckiego do Krakowa ze specjalnym zadaniem. Tylko ze szczątkowych relacji przyjaciół Hieny wynika, iż widział on Zosię z daleka, gdzieś pod Moskwą, w jakimś obozie, ale nie mógł się do niej zbliżyć. Kobyliński zmarł w Wielkiej Brytanii, w 1961 roku i niestety tajemnicę tego, co zobaczył pod Moskwą, zabrał ze sobą do grobu.

Michał Widurski

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!