TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Czerwca 2021, 12:54
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Sztuka przetrwania

Sztuka przetrwania

Na pewnym etapie życia lubimy się „sprawdzać”– to, ile jesteśmy w stanie z siebie wycisnąć i jakie swoje granice przekroczyć. Jest to prawo młodości, bez względu na to, czy ona kogoś rozpieszcza, czy jednak traktuje dość surowo.

Długie trasy do pokonania, spartańskie warunki, zimna woda, niewygodne spanie, które nie dokucza tak bardzo, gdy jest się skonanym. To coś, czego powinien chcieć doświadczyć każdy nastolatek. I czego doświadczyć powinien. Jeśli przy okazji jest się wierzącym, można połączyć to z przeżyciami duchowymi. Nie rezygnując oczywiście z totalnego wycisku i dokręcenia sobie śruby zmęczenia. Każdy może fundować sobie takie atrakcje na własną miarę i według własnych zainteresowań, często dopiero rodzących się albo odkrywanych. EDK, pielgrzymki piesze, rowerowe lub biegowe, rajdy piesze czy spływy kajakowe są świetną okazją, by dać sobie „popalić” na wiele różnych sposobów. Przeczołganie przez kilometry w nogach, strome podejścia w górach czy ból w ramionach po kilku godzinach wiosłowania potrafią być niezłym dopalaczem, mogą dać radość, a niekiedy pomóc rozładować złość, która rozsadza od środka. Bo młody człowiek ma często wiele powodów do gniewu, delikatnie rzecz ujmując, a konkretny wysiłek fizyczny może okazać się cudownym remedium na nadmiar agresji. Wprawdzie nie można nazwać tego survivalem, ale i tak w łagodniejszym lub bardziej hardcorowym wydaniu daje szansę na walkę z własnymi słabościami, uczy pokonywania ich, a niekiedy także daje lekcję pokory wobec własnego ciała i jego możliwości. Takie wyprawy dają coś, czego nie da się opisać, pozwalają docenić tak prozaiczne rzeczy, jak woda, ciepły posiłek czy możliwość położenia się. Hartują również ducha, co przyda się tym, których życie nie będzie oszczędzało, ale regularnie będą przez nie sprawdzani. Może jeden czy drugi taki wypad nie rozwiąże wszystkich życiowych problemów i nie znikną wszelkie wewnętrzne pęknięcia, ale pomogą spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. A na pewno nie zaszkodzą.
Zmierzenie się z konkretnymi kilometrami niekiedy zbiega się ze zmaganiem się z tym, co jest w nas, przed czym chcemy uciec, co nas uwiera albo z tym, co potrzebujemy zweryfikować lub jakoś w sobie „przetrawić”. Doskonale temu sprzyjają ciągnące się kilometry drogi i cisza, bo przecież z zadyszką ciężko cały czas gadać. To już nie są wyprawy jedynie dla młodzieży, mające na celu zajechanie swojego organizmu do upadłego. Bo pragnienie, by przejść wewnętrzną drogę podczas fizycznej wędrówki, nie patrzy na datę urodzenia. Wyznaczają ją nagłe wydarzenia, dramatyczne przeżycia czy po prostu ogólna refleksja nad dotychczasowym życiem. O wędrówkach, między innymi takich, które rozpoczynają się w trudnych momentach życia opowiadają tak zwane filmy drogi. Do niektórych trzeba jednak dojrzeć, by docenić ich wartość i umieć chociaż trochę wejść w buty bohaterów. Alvin z „Prostej historii” nie do końca wędruje, ale jednak przemierza drogę, bo w swoją podróż do umierającego brata wyrusza na traktorze. Historia nie jest aż tak prosta, a przynajmniej nie jest różowa, bo bohater nie miał kontaktu ze swoim bratem od 10 lat. W pieszą wędrówkę wyruszają natomiast Cheryl w filmie „Dzika droga” oraz Tom w „Drodze życia”, chociaż określenie droga życia pasuje do każdego ze wspomnianych bohaterów. Cheryl postanawia przejść liczący 500 kilometrów fragment szlaku Pacific Crest Trai po rozwodzie i śmierci matki. Jest to dla niej „powrót do dawnej siebie”, do czasu, gdy była dobrym człowiekiem, zanim – jak sama okre
Długie trasy do pokonania, spartańskie warunki, zimna woda, niewygodne spanie, które nie dokucza tak bardzo, gdy jest się skonanym. To coś, czego powinien chcieć doświadczyć każdy nastolatek. I czego doświadczyć powinien. Jeśli przy okazji jest się wierzącym, można połączyć to z przeżyciami duchowymi. Nie rezygnując oczywiście z totalnego wycisku i dokręcenia sobie śruby zmęczenia. Każdy może fundować sobie takie atrakcje na własną miarę i według własnych zainteresowań, często dopiero rodzących się albo odkrywanych. EDK, pielgrzymki piesze, rowerowe lub biegowe, rajdy piesze czy spływy kajakowe są świetną okazją, by dać sobie „popalić” na wiele różnych sposobów. Przeczołganie przez kilometry w nogach, strome podejścia w górach czy ból w ramionach po kilku godzinach wiosłowania potrafią być niezłym dopalaczem, mogą dać radość, a niekiedy pomóc rozładować złość, która rozsadza od środka. Bo młody człowiek ma często wiele powodów do gniewu, delikatnie rzecz ujmując, a konkretny wysiłek fizyczny może okazać się cudownym remedium na nadmiar agresji. Wprawdzie nie można nazwać tego survivalem, ale i tak w łagodniejszym lub bardziej hardcorowym wydaniu daje szansę na walkę z własnymi słabościami, uczy pokonywania ich, a niekiedy także daje lekcję pokory wobec własnego ciała i jego możliwości. Takie wyprawy dają coś, czego nie da się opisać, pozwalają docenić tak prozaiczne rzeczy, jak woda, ciepły posiłek czy możliwość położenia się. Hartują również ducha, co przyda się tym, których życie nie będzie oszczędzało, ale regularnie będą przez nie sprawdzani. Może jeden czy drugi taki wypad nie rozwiąże wszystkich życiowych problemów i nie znikną wszelkie wewnętrzne pęknięcia, ale pomogą spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. A na pewno nie zaszkodzą.
Zmierzenie się z konkretnymi kilometrami niekiedy zbiega się ze zmaganiem się z tym, co jest w nas, przed czym chcemy uciec, co nas uwiera albo z tym, co potrzebujemy zweryfikować lub jakoś w sobie „przetrawić”. Doskonale temu sprzyjają ciągnące się kilometry drogi i cisza, bo przecież z zadyszką ciężko cały czas gadać. To już nie są wyprawy jedynie dla młodzieży, mające na celu zajechanie swojego organizmu do upadłego. Bo pragnienie, by przejść wewnętrzną drogę podczas fizycznej wędrówki, nie patrzy na datę urodzenia. Wyznaczają ją nagłe wydarzenia, dramatyczne przeżycia czy po prostu ogólna refleksja nad dotychczasowym życiem. O wędrówkach, między innymi takich, które rozpoczynają się w trudnych momentach życia opowiadają tak zwane filmy drogi. Do niektórych trzeba jednak dojrzeć, by docenić ich wartość i umieć chociaż trochę wejść w buty bohaterów. Alvin z „Prostej historii” nie do końca wędruje, ale jednak przemierza drogę, bo w swoją podróż do umierającego brata wyrusza na traktorze. Historia nie jest aż tak prosta, a przynajmniej nie jest różowa, bo bohater nie miał kontaktu ze swoim bratem od 10 lat. W pieszą wędrówkę wyruszają natomiast Cheryl w filmie „Dzika droga” oraz Tom w „Drodze życia”, chociaż określenie droga życia pasuje do każdego ze wspomnianych bohaterów. Cheryl postanawia przejść liczący 500 kilometrów fragment szlaku Pacific Crest Trai po rozwodzie i śmierci matki. Jest to dla niej „powrót do dawnej siebie”, do czasu, gdy była dobrym człowiekiem, zanim – jak sama określa – zamieniła się w kupę gówna, rozwalając własne małżeństwo przez swoje liczne zdrady. Nie była również najlepszą córką, chociaż bardzo kochała swoją mamę. Tom wyrusza, gdy jego syn ginie pierwszego dnia pielgrzymki do Grobu św. Jakuba. Podejmuję tę samą drogę za syna i w pewien sposób z nim. Jest w nim wiele złości, bo relacja z synem nie była łatwa, a jako ojciec nie popierał wyborów swego pierworodnego, który przeżywanie i doświadczanie życia cenił bardziej od robienia kariery. Nie są to zatem filmy o miłych i dobrych ludziach, a na pewno oni nie myślą o sobie w takich kategoriach. Podczas swojej wędrówki zarówno Cheryl, jak i Tom spotykają ludzi podobnych do siebie – jednocześnie wspaniałych i pełnych wad, z trudnymi historiami, wobec których wystarczy krótkie zdanie lub gest, bez mnożenia słów czy próby zinterpretowania komuś życia. Zazwyczaj z wiekiem uczymy się tego, że te najtrudniejsze historie nie chcą, by przechodziło się obok nich obojętnie, ale próba zagadania ich przez kogoś też im nie służy. Wystarczy im odrobina uwagi i okazanie im szacunku.
W „Drodze życia” policjant zadaje Tomowi pytanie, dlaczego wyrusza na Camino; Tom odpowiada, że dla syna. Policjant kwituje jego odpowiedź zdaniem, że na Camino idzie się dla siebie. Nieco zniecierpliwiony Tom stwierdza, że w takim razie nie wie, po co idzie. Jego droga nie jest jednak bez sensu, nawet jeśli nie wie, dlaczego ją zaczyna. W filmie „Dzika droga” młoda Charlot zadaje to pytanie starszej od siebie kobiecie, która również przemierza wymagającą trasę. „Dlaczego tu jesteś?” – pyta Charlot, „Muszę czegoś się w sobie dogrzebać, kapujesz? Na szlaku dobrze się szuka” – odpowiada kobieta. To grzebanie we własnym wnętrzu dokonuje się także u Charlot, Toma, a także czasem u innych, którzy również pokonują te wymagające kilometry, poświęcając na ich przejście nie kilka dni czy tygodni, ale kilka miesięcy. Bo pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć, choć świat uczy nas zupełnie innego podejścia do życia. Okazuje się jednak, że wewnętrznych pęknięć, osobistych dramatów i poharatanych historii nie leczy się na pstryknięcie palcami. Wspomniane filmy pokazują, że szybkie sposoby nie działają i jako ludzie potrzebujemy czasu i przestrzeni na to, by poradzić sobie ze swoim życiem. I to może się zadziać.
Przed wyruszeniem w drogę Charlot widzi w swoim życiu i w sobie samej wyłącznie ruinę. Co dały jej przebyte kilometry? „Aż do ostatniego dnia nie wiedziałam, dokąd zmierzam. Dziękuję, powtarzałam w kółko. Dziękuję za to, czego nauczył mnie szlak i czego jeszcze nie wiem. (…) Moje życie, jak każde inne jest zagadkowe, nieodwołalne i święte. Tak bliskie, tak dzisiejsze, tak bardzo moje i dać mu się toczyć to najdziksza droga”.

Katarzyna Kołata

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!