Sylwester z przytupem, czyli czego Sting nauczy się od prawdziwych artystów?
Wiem, że do Środy Popielcowej jeszcze trochę zostało, no ale ja już dzisiaj muszę posypać głowę popiołem. Tak, tak, nie szczędziłem cierpkich uwag tzw.
Telewizji Polskiej w Likwidacji (i niestety nie jest jednym z moich noworocznych postanowień, aby tego nie czynić w przyszłości), a tymczasem TPwL wymiotła, że hej! Pośród naszych pożal się Boże gwiazd na sylwestrowym koncercie przez nią organizowanym pojawił się sam Sting! Powiem krótko: uderzyli w mój czuły punkt! Jestem plebanem na wsi, najlepiej się czuję w swojskich klimatach, ale nie pogardzę też zagranicznymi wojażami. I jakkolwiek najpiękniejsze są dla mnie przeżycia związane z moją pracą duszpasterską, ot choćby taki przykład, takie mam drobniutkie dziewczątko co to ma głos jak dzwon, no może lepiej jak wczesna Violetta Villas, i wyobraźcie sobie, że podczas Świąt dziewczątko owo po raz pierwszy zasiadło za organami filialnego kościółka! I nikt nie wyszedł dopóki nie wybrzmiały ostatnie dźwięki drugiej (podkreślam drugiej) pieśni na wyjście! I to są moje najwspanialsze radości!
No ale są też te inne satysfakcje, światowe, mniej ważne, i tam na pierwszym miejscu postawiłbym swój osobisty udział w koncercie The Police (ze Stingiem oczywiście) w nowojorskiej Madison Square Garden kilkanaście lat temu. No, może jeszcze trochę się zbliża koncert Dire Straits parę lat temu we Wrocławiu, no ale bez Marka Knopflera, więc raczej nie ma porównania. No i proszę bardzo, pan Sting pojawił się na koncercie sylwestrowym telewizyjnej „dwójki” w Katowicach. Przyznam się, że nie widziałem koncertu, bo nie mam w zwyczaju tak spędzać ostatniego wieczoru roku, ale trochę poczytałem i wygląda na to, że Sting pokazał klasę: jako jeden z niewielu zagrał na żywo, bez playbacku i bez całej tej bufonady, którą nasi rodzimi artyści muszą nadrobić braki prawdziwych walorów. Ja wiem, że to taka konwencja sylwestrowa, że musi być show i blichtr, ale powiedzmy sobie szczerze: jak popłyną pierwsze dźwięki Every breath you take, kto potrzebuje efektów dodatkowych? Gem, set, mecz!
Czy to oznacza, że przestanę się znęcać nad Telewizją Polską w Likwidacji? A skąd! Właśnie teraz już na pewno może się zlikwidować. Może warto przypomnieć, że kilka lat temu, kiedy były inne rządy, a TVP się nie likwidowała (choć z całą pewnością się kompromitowała niejednokrotnie) Sting był zaproszony na jakąś imprezę, ale ponoć tak mu to odradzała cała nasza dziennikarska i artystyczna elita, żeby broń Boże nie wystąpił w reżimowej telewizji, że ostatecznie nie przyjechał. Ale teraz tak, bo teraz reżim jest dobry. Całe szczęście, że nie włączył się w nasze miejscowe polityczne pyskówki. Że co? Czy przestał by mi się podobać, gdyby na przykład gorąco poparł obecne władze, reformę edukacji i nazwał prezydenta alfonsem? Ależ skąd! Sting angażuje się politycznie w bardzo różne kampanie, z którymi mi nie po drodze, ale mi się podoba jego muzyka, a nie jego poglądy.
Jak wspomniałem, nie oglądam sylwestrowych koncertów, ale wyczytałem, że jedną z gwiazd była pani Maryla Rodowicz i podobno – sorry za moje kołtuństwo – wystąpiła w mini spódniczce… Kurczę, co ta bidna kobita musi jeszcze zrobić, żeby wreszcie dali jej spokój i znaleźli sobie jakąś nową królową? Bo ani chybi tyko z tego powodu musi sobie Maryla to robić… To jest niewerbalny krzyk: zostawcie mnie w spokoju! Znajdźcie sobie inną królową! Chociaż… zaraz, zaraz! Czy aby niejaka Doda (pan Krzysztof Zanussi, wielki reżyser katolicki, docenił nawet jej aktorskie zdolności i zatrudnił w filmie) nie została ukoronowana w miejsce Maryli? Ja myślę, że powinna być… Pamiętam, jak bodajże do Sopotu przyjechała pani Norah Jones i dała koncert w dżinsach, powyciąganym swetrze i z pryszczami na twarzy nie przykrytymi warstwą makijażu, i pani Doda jej wtedy dała niezłą lekcję! Powiedziała prosto z mostu: prawdziwa artystka tak się nie zachowuje! To brak szacunku dla widza! Co ona sobie ta Norah myśli? No właśnie, – to już dodam od siebie, – co ona tam osiągnęła ta Norah Jones? Jakieś marne 20 milionów swojego debiutanckiego albumu sprzedała i uważa się za gwiazdę? Mam nadzieję, że posłuchała prawdziwej artystki, no i teraz zachowuje się jak na gwiazdę przystało (obecnie ma jakieś 53 miliony sprzedanych płyt na koncie, więc niechybnie Dody posłuchała). Zresztą, ja bym teraz bacznie obserwował Stinga, bo jak on się tutaj napatrzył na prawdziwych artystów, choćby takiego Michała Wiśniewskiego, to na bank sobie zafarbuje włosy na czerwono i trochę żelastwa na twarz rzuci. A wtedy jego kariera ruszy jak z kopyta, bo póki co zatrzymał się na marnych 100 milionach sprzedanych płyt. No dobrze, to może już wystarczy tych refleksji postsylwestrowych, zwłaszcza, że owych atrakcji sobie zaoszczędziłem. Ale Stinga gdzieś sobie wyguglam i zobaczę jak zaśpiewał, zanim się nie upodobni do pana Michała z Ich Troje ;) W międzyczasie pewnie już się zaczęły dyskusje na temat, ile kto dostał za występ, ale ja jestem przekonany, że każdy dostał tyle, na ile się umówił i ani grosza mniej ani więcej. A ja czy ty nie mamy na to żadnego wpływu.
No dobra, mocno się postarałem, żeby ktoś z redakcji Plotka, Vivy, Życie na gorąco albo chociaż Pudelka dostrzegł moje zdolności w opisywaniu showbiznesu, jak myślicie, mam jakieś szanse? Bo więcej nie dam rady… Całe szczęście, że chociaż ten Sting tam się przydarzył, to dało się jakoś przez pisanie tego tekstu przebrnąć. No ale tak karnawałowo, czemu nie? A tymczasem dzieją się też rzeczy dziwne, a może wcale nie tak dziwne, tylko też karnawał, na scenie politycznej. Taki na przykład pan polityk od gaśnicy, który nie wiem dlaczego zgarnia coraz większe poparcie, stwierdził ostatnio, że widziałby na swoich listach wyborczych samą córkę słynnego generała w ciemnych okularach! Bo ma geny generalskie! A z kolei politycy europejscy, którzy na wszelkie sposoby próbują się uniezależnić od wpływów amerykańskich i kombinują jak tylko mogą, żeby USA stąd wykopać, nagle zaczęli płakać, bo w nowej strategii amerykańskiej polityki zagranicznej wyczytali, że Amerykanie wycofują się z Europy. Na przykład taki jeden z najważniejszych ponoć europejskich polityków, który się wsławił, że jako jedyny odważył się strzelić do Donalda Trumpa (to było jeszcze przed zamachem w amerykańskiej kampanii) co prawda z palców i w plecy oczywiście kiedy Trump nie widział, teraz błysnął wpisem: „Drodzy amerykańscy przyjaciele, Europa jest waszym najbliższym sojusznikiem, a nie waszym problemem. Mamy wspólnych wrogów. Przynajmniej tak było przez ostatnie 80 lat. Musimy się tego trzymać, to jedyna rozsądna strategia naszego wspólnego bezpieczeństwa. Chyba, że coś się zmieni” Jak znam życie, to po takim apelu z takiego pulpitu, Amerykanie już zaczęli pisać swoją strategię od nowa. O czym z całą pewnością was poinformuję na tych łamach.
Trochę mi smutno, że z mojego kościelnego podwórka nic ostatnio nie wywołuje uśmiechu… jakoś tak wszyscy przycichli i spoważnieli. No w Krakowie się dzieje, ale tam już są bardziej ode mnie znani autorzy, którzy starają się dostarczyć oliwy do ognia, choć akurat to też raczej powoduje mój smutek. I tak, trochę wbrew nazwie tej rubryki, zakończymy dzisiejszy odcinek.
Pleban ze wsi
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!