Święty Józefie, jesteś niesamowity!

Św. Józef, oblubieniec Najświętszej Maryi Panny
i żywiciela Syna Bożego obecny jest w moim życiu. Po raz pierwszy „spotkałam” go oczywiście w Kaliszu, jako studentka germanistyki.
Moja wiara była wówczas typowo tradycyjna. Pan Bóg postawił w tym mieście, na mojej drodze ludzi, którzy zbliżyli mnie do Jezusa. W Sanktuarium św. Józefa działało duszpasterstwo akademickie. Jedna z koleżanek zaprosiła mnie na Mszę św. dla studentów. Pamiętam, że szczególnie mocno poruszył moje serce śpiew pieśni wielbiących Jezusa w Najświętszym Sakramencie. To był mój początek „zakochiwania się” w Panu Jezusie. Jednak św. Józef nie zajął wtedy jakiegoś szczególnego miejsca w moim życiu.
Kolejna przygoda ze św. Józefem miała miejsce około 20 lat temu, gdy bardzo bliska mi osoba zachorowała na nowotwór złośliwy. Wówczas ówczesny wikariusz Sanktuarium św. Józefa ks. Robert Lewandowski zaprosił moją rodzinę i nasz zespół „Boże Owieczki” na Eucharystię z modlitwą o uzdrowienie. Kilka razy posługiwałyśmy śpiewem na tych pięknych Mszach Świętych, prosząc o cud uzdrowienia. I cud się stał… Ta osoba żyje po dziś dzień. Jednak jakoś nigdy nie przypisywałam tego cudu św. Józefowi, tylko miłosiernemu Jezusowi.
Przeszło dwa lata temu mój mąż szukał innej pracy. Mnie również niepokoiły jego dalekie i męczące wyjazdy na drugi koniec Polski, zupełnie z dnia na dzień. W lipcu mocno się pochorowałam i umówiłam na rehabilitację. Gabinet fizjoterapeuty znajdował się naprzeciwko Sanktuarium św. Józefa. Po rehabilitacji od razu skierowałam swoje kroki do św. Józefa, aby prosić go o znalezienie pracy dla męża. Byłam wtedy wręcz pewna, że patron rzemieślników i robotników mnie wysłucha. Już na drugi dzień otrzymałam odpowiedź na moją modlitwę. Mój mąż, jadąc w kolejną trasę, zobaczył całkiem przypadkowo ogłoszenie o pracę, znajdujące się na płocie w małej miejscowości. Zadzwonił i umówił się na rozmowę. Dosyć długo czekał na informację zwrotną, a ja trochę złościłam się na św. Józefa, bo całkowicie mu zaufałam, a tu cisza w telefonie… Jednak św. Józef sprawdzał mnie wówczas z cierpliwości… Mój mąż do dziś pracuje w pracy z ogłoszenia i jest bardzo zadowolony, a ja jestem szczęśliwa, że ma pracę na miejscu.
Rok temu bardzo poważnie zachorowała inna bliska mi osoba. Swoje błagania zwracałam do wielu świętych, a szczególnie mocno zawierzyłam Najświętszemu Sercu Jezusa. Jednak pierwszy etap uzdrowienia zawdzięczam św. Józefowi. W tym czasie do kin trafił film pt. „Serce Ojca”. Moja koleżanka, zorientowana w moich problemach, po obejrzeniu premiery, napisała do mnie smsa: „Od dziś odmawiamy Nowennę do św. Józefa!”. W tym filmie opisany był cud uzdrowienia dziewczyny chorującej na tę samą chorobę, co bliska mi osoba. Od razu znalazłam w internecie tekst nowenny, tylko miałam dylemat, czy odmawiać nowennę 9-dniową, czy 30-dniową, ale żeby nie wyjść na leniwą wybrałam tę dłuższą. Szczególnie mocno dotknęły mojego serca słowa św. Teresy z Avila, które były przytoczone we wprowadzeniu do nowenny: „Kto nie całkiem w to wierzy, niech raz zwróci się ze swą prośbą do św. Józefa, a sam się przekona”. Kolejne słowa św. Teresy, oddanej czcicielki św. Józefa, dały mi jeszcze większą motywację do gorliwego odmawiania nowenny: „Biedni grzesznicy, bez względu na wielkość waszych potrzeb, zwróćcie się o pomoc do św. Józefa! Idźcie do Józefa ze szczerą pewnością i spokojem, że wasze prośby będą wysłuchane”.
I znowu, już na drugi dzień odmawiania nowenny, przyszła odpowiedź od św. Józefa w postaci częściowego uzdrowienia bliskiej mi osoby. Oczywiście wybrałyśmy się razem na film „Serce Ojca”, aby jeszcze bardziej przekonać się, jak wielkie cuda wyprasza ten wielki patron dla swoich czcicieli. Dziś dziękuję św. Józefowi i Najświętszemu Sercu Pana Jezusa za cud uzdrowienia. Bowiem również w Koronce do Najświętszego Serca Jezusa, którą wówczas codziennie odmawiałam, na końcu modlitwy odnajdujemy westchnienie do tego milczącego świętego: „Święty Józefie, Ojcze przybrany Jezusa Chrystusa, módl się za nami. Amen.”
Teraz ostatni, najświeższy przykład cudownego działania św. Józefa w życiu mojej rodziny. Moja siostra pracowała dotychczas w korporacji. Widziałam, jak się tam męczy, jak stres ją wyniszcza od środka. Postanowiłam jej pomóc, odmawiając 30-dniową Nowennę do św. Józefa. Nie uwierzycie, ale znowu na drugi dzień św. Józef dał znak, że nie jest mu obojętna moja prośba. Moja siostra natknęła się na ciekawą ofertę, potem na kolejną. Razem zaczęłyśmy odmawiać 9-dniową nowennę przed uroczystością św. Józefa, oblubieńca Najświętszej Maryi Panny. W Wielkim Tygodniu, po przejściu rozmowy kwalifikacyjnej, moja siostra otrzymała wymarzoną pracę. Wybrano ją z 38 ofert.
Wszystkie te cudowne działania św. Józefa w życiu mojej rodziny wyglądają wręcz niewiarygodnie, ale on naprawdę zawsze dawał znak drugiego dnia od pierwszego westchnienia do niego – słowa św. Teresy z Avila potwierdziły się. Przytoczę je jeszcze raz:
„Kto nie całkiem w to wierzy, niech raz zwróci się ze swą prośbą do świętego Józefa, a sam się przekona”. Święty Józefie, dziękuję!
Boża Owieczka
Zdjęcie: Dariusz Szyling
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!