TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 29 Sierpnia 2025, 02:01
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Święty Józef sługa Chrystusa

Święty Józef sługa Chrystusa 

Na przykładzie Świętego Józefa widzimy, że tylko głęboka więź sługi z jego Panem umożliwia mu właściwe funkcjonowanie.

Kolejny tytuł, który papież Franciszek wprowadza do Litanii do Świętego Józefa, to łacińskie Servus Christi, które zostało oficjalnie przetłumaczone na język polski, jako Sługa Chrystusa i umieszczone bezpośrednio po innych wezwaniach związanych z Panem Jezusem (Żywiciel Syna Bożego i Troskliwy Obrońca Chrystusa). Co ciekawe, tuż po nim również jest nowe wezwanie, brzmiące w języku polskim dość podobnie, bo Sługa zbawienia, jednak warto zauważyć, że w sformułowaniu łacińskim w tym przypadku nie jest użyte słowo servus, ale minister. Do tego może jednak wrócimy w kolejnym rozważaniu. Interesujące nas dzisiaj wezwanie Sługa Chrystusa pochodzi z homilii św. Pawła VI z 19 marca 1966 roku, jest też przywołane w adhortacji Redemptoris Custos i w liście Patris Corde. Wprawdzie w oryginalnym tekście homilii papieża Pawła VI używa się wyrażenia „Mesjasz” (a servizio del Messia), jednak kierując się podobieństwem do tekstu łacińskiego zachowano wyrażenie „Chrystus”. Łacińskie Christus jest tożsame z „Mesjasz”, podobnie polskie „Chrystus” oznacza w rzeczywistości „Mesjasz” (dosł. namaszczony).


Tak to widział Paweł VI
Myślę, że warto przytoczyć ten fragment homilii papieża Pawła VI, do którego nawiązał papież Franciszek, bo w sposób niezwykle piękny ukazuje on, na czym polegała służba św. Józefa. „Niczym światło lampki domowej, która wysyła promienie skromne i spokojne, ale przewidujące i intymne, rozprasza ciemności nocy, zapraszając do pełnego refleksji i mozołu czuwania, koi nudę ciszy i lęk przed samotnością, pokonuje ciężar zmęczenia i senności, i zdaje się przemawiać cichym i pewnym głosem świtu, który nadejdzie, tak światło pobożnej postaci św. Józefa, wydaje nam się, rozsyła dobroczynne promienie w „Domu Bożym”, którym jest Kościół; wypełnia go jakże ludzkimi i niewysłowionymi wspomnieniami wejścia na scenę tego świata Słowa Bożego, które dla nas i tak jak my stało się człowiekiem, żyło pod opieką, przewodnictwem i autorytetem biednego rzemieślnika z Nazaretu; i oświeca go swoim niezrównanym przykładem, tym, który charakteryzuje świętego najszczęśliwszego wśród wszystkich z powodu wielkiej komunii życia z Jezusem i Maryją, to znaczy jego służby Chrystusowi, jego służby z miłości. To jest tajemnica wielkości św. Józefa, która dobrze się łączy z jego pokorą: uczynił swoje życie służbą, poświęceniem dla tajemnicy Wcielenia i związanej z nią misji odkupieńczej; wykorzystał władzę prawną, którą sprawował nad świętą rodziną, aby stać się dla niej całkowitym darem z siebie, swojego życia, swojej pracy; przekształcił swoje ludzkie powołanie do miłości domowej w nadludzką ofiarę z siebie, swojego serca i wszelkich zdolności, w miłości oddanej na służbę Mesjaszowi, który wzrastał w jego domu, był jego nominalnym synem i synem Dawida, ale w rzeczywistości synem Maryi i Synem Bożym. Jeśli w ogóle komukolwiek przystoi to ewangeliczne określenie, które oddaje chwałę Maryi, prorokini Magnificat, które wskazuje na Prekursora, które wskazuje, można powiedzieć, każdego świętego: „służyć z miłości”, to musimy je przypisać św. Józefowi, bo on jawi nam się jakby w nie odziany, niczym profil, który go definiuje i blask, który go oświeca; służenie Chrystusowi było jego życiem, służenie Mu z najgłębszą pokorą, z kompletnym zaangażowaniem, służenie Mu z miłością i dla miłości”. 

To tyle własnego tłumaczenia z homilii papieża Pawła VI, warto może jeszcze tylko dodać, że została ona, i owszem, wygłoszona 19 marca, czyli w uroczystość Świętego Józefa, ale z okazji sakry biskupiej czterech prałatów Kurii Rzymskiej. Rzeczywiście, zanim pojawią się słowa, które wyżej zacytowałem, papież mówiąc o św. Józefie wspomniał wyraźnie, że „ewangeliczne światło tego Świętego, który bardziej niż ktokolwiek inny znał, służył i chronił tajemnice dzieciństwa Chrystusa i Jego Niepokalanej Matki, oświeca także celebrowane przez nas wydarzenie i zachęca nas do zgłębienia jego sensu, zasmakowania zawartego w nim boskiego planu, czerpania zeń chrześcijańskiej cnoty i zaakceptowania tego, co z niej wynika”. Co nie znaczy oczywiście, że konsekwencje wynikające z wzywania św. Józefa jako Sługi Chrystusa, dotyczą tylko purpuratów. Są one dla nas wszystkich i słowo „sługa” warto przywrócić do własnego słownika.


Czy Chrystus potrzebował, aby mu służono?
Właśnie. Swego czasu arcybiskup Ryś podczas rekolekcji kapłańskich zapytał zebranych, kto z nich pragnie służyć Chrystusowi. Wszystkie ręce poszły w górę, co Arcybiskup skwitował, że piękne są te intencje, szkoda tylko, że sam Pan Jezus nie chciał, aby mu służono. W Ewangelii wg św. Marka czytamy: „A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: «Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu»” (Mk 10, 42-43). Oczywiście te słowa dorosłego już i nauczającego Jezusa w żaden sposób nie obejmują pierwszych 30 lat Jego życia, a zwłaszcza tych, związanych z Jego dzieciństwem, kiedy Jego życie było zagrożone. I wtedy Jezus potrzebował ziemskiego ojca, który uczyniłby to, co do niego należało. Był nim właśnie Święty Józef. Był prawnym ojcem i jako ojciec służył Temu, który był Mesjaszem, ale też sam, zgodnie z proroctwem Izajasza, cierpiącym sługą Jahwe. 

Jak możemy przeczytać u ks. Jacka Stefańskiego, mianem sługi Pana w Starym Testamencie określane były także osoby powołane do realizowania Boskiego zamysłu w historii zbawienia: Abraham jako pierwszy otrzymał tytuł sługi Pana, a po nim kolejni wybrańcy, jak Mojżesz, Jozue czy prorocy. W biblijnych sługach Pana wyróżniają się dwie cechy charakterystyczne, mianowicie cierpienie i wierność Bogu. Cierpienie często było konsekwencją posłuszeństwa Bogu, które spotykało się z prześladowaniem i złą wolą ze strony osób buntujących się przeciwko Panu. Nie trzeba dodawać, że z Ewangelii jasno wynika obecność wierności i cierpienia w życiu św. Józefa.


Sługa wierny i roztropny
Przygotowując ten artykuł natknąłem się na słowa homilii wygłoszonej przez papieża Benedykta XVI podczas nieszporów w bazylice Maryi Królowej Apostołów w Jaunde podczas jego podróży apostolskiej do Kamerunu i Angoli w 2009 roku, które niejako kontynuują nasze rozważania: „Proponuję, byśmy przypatrzyli się osobie św. Józefa (…) Nie jest on biologicznym ojcem Jezusa, którego Ojcem jest sam Bóg, a jednak jego ojcostwo będzie pełne i całkowite. Być ojcem to przede wszystkim służyć temu, kto żyje i rośnie. W tym względzie św. Józef dał dowody wielkiego oddania. Dla Chrystusa cierpiał prześladowania, wygnanie i związany z tym niedostatek. Musiał opuścić rodzinne miasteczko i zamieszkać z dala od niego. Jego jedyną nagrodą było przebywanie z Chrystusem. Tę gotowość oddają dobrze słowa św. Pawła: «Służcie Chrystusowi jako Panu!» (Kol 3, 24). Rzeczą naprawdę ważną jest, by nie być sługą nieużytecznym, lecz raczej «sługą wiernym i roztropnym». Te dwa przymiotniki występują razem nieprzypadkowo. Sugerują, że rozum bez wierności i wierność bez mądrości nie są wystarczające. Posiadanie tylko jednej z tych zalet, bez drugiej, nie uczyniłoby nas zdolnymi do przyjęcia pełni odpowiedzialności, którą powierza nam Bóg. Drodzy bracia kapłani, jesteście powołani do przeżywania takiego ojcostwa, w codziennym pełnieniu obowiązków związanych z waszą posługą”. Następnie papież Benedykt, w dalszym ciągu zwracając się zwłaszcza do kapłanów i biskupów, cytuje takie słowa Orygenesa: „Józef wiedział, iż Jezus, który został mu poddany, był od niego większy, a zdając sobie sprawę z tej sytuacji, z trwogą i z umiarkowaniem sprawował swą władzę. Niechże więc każdy zważy, że często człowiek mniej doskonały jest przełożonym doskonalszych, a poddany bywa niekiedy doskonalszy od tego, kto uchodzi za jego przełożonego. Gdy człowiek sprawujący wyższą godność to zrozumie, nie będzie się pysznił, że jest większy, lecz będzie wiedział, iż ktoś doskonalszy został mu poddany, tak jak Jezus był poddany Józefowi”.

Niech to nam na dzisiaj wystarczy. Albo nie, dodajmy jeszcze za Benedyktem XVI i to: „Józef odkrywa przed nami sekret człowieka, który żyje obok tajemnicy i jest na nią otwarty w najbardziej konkretnych szczegółach egzystencji”. Nie wiem, czy to tylko ja mam takie wrażenie, ale cała dzisiejsza refleksja jakoś dziwnie naprowadziła nas na szczególne znaczenie tytułu Sługa Chrystusa dla osób powołanych do kapłaństwa i, pomimo cytowanej wyżej małej prowokacji arcybiskupa Rysia, tak jak kiedyś mały Jezus potrzebował służby św. Józefa, tak dzisiaj Jezus w sakramentach i Słowie potrzebuje wiernej służby kapłanów. A co to będzie kiedy zaczniemy zastanawiać się nad Sługą zbawienia? 

Ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!