TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Lipca 2026, 22:53
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Spotkanie z Biedaczyną z Asyżu | dzień 10

Spotkanie z Biedaczyną z Asyżu

Dziesięć dni, 253 kilometry, dziesiątki intencji, morze (nie) samotności, małe déjà vu pod koniec oraz absolutny brak słów u celu. I pokój. 

Tak się akurat złożyło, że właśnie w niedzielę, czyli w Dzień Pański dotrę do Asyżu. Pewnie, że mnie to cieszy, ale nie potrafię od samego rana, od przebudzenia, pozbyć się tej nuty smutku, że już dzisiaj dotrę do celu i będzie koniec tej przygody. Na mojej trasie, która przebiega poprzez Dolinę Spoletańską i u stóp góry (Monte) Subasio będzie jedno urokliwe miasteczko Spello, ale jeszcze w Foligno mijam kościół św. Jakuba, patrona pielgrzymów, co otwiera we mnie przepiękne wspomnienia z moich dwóch wypraw do Santiago. Po około 6 km docieram do wspomnianego Spello i tam po raz pierwszy w ciągu całej mojej pielgrzymki spotykam dwie duże grupy włoskich pątników, które zatrzymały się na śniadanie w barze. Chętnie bym z nimi pogadał, ale na swoją kawę musiałbym czekać kilkadziesiąt minut. Szukam więc innego baru, bo nie potrzebuję tak długiej przerwy. W każdym razie wydaje mi się, że być może wreszcie uda się jakiś odcinek trasy pokonać w towarzystwie. Zobaczymy. 

Po wyjściu ze Spello żwawym krokiem przemierzam zbocze Monte Subasio wzdłuż Via degli Ulivi, czyli praktycznie non stop otoczony gajami oliwnymi. Pogoda jest wspaniała dla pielgrzyma, czyli lekko pochmurnie, ale z tego powodu nie mogę w pełni docenić uroków doliny, którą tak bardzo kochał i podziwiał św. Franciszek. W pewnym momencie widzę przed sobą dwoje piechurów. Wreszcie! – pomyślałem sobie, że nie jestem jedynym, który pielgrzymuje pieszo (nie licząc dwóch dużych grup oczywiście). Przyspieszyłem kroku, aby ich dogonić, ale zanim to się stało, oni odbili w prawo, a szlak do Asyżu wiódł prosto. Czyli nie byli pielgrzymami, a jedynie parą turystów, a może miejscowych, którzy w niedzielny poranek wyszli na przechadzkę po górach. Tego się już nie dowiem, ale wiem na pewno, że tegoroczne Camino, dziesięć dni wędrówki, to czas, w którym Pan chciał mnie tylko dla siebie i był to wspaniały czas! Kwadrans po jedenastej robię sobie sefie na tle tablicy obwieszczającej, że jestem w Asyżu i mogę spokojnie zanurzyć się w atmosferę miasta, które kocham najbardziej na świecie. 

Choć po drodze mam najpierw Bazylikę św. Klary, a także Sanktuarium Obnażenia Świętego Franciszka gdzie jest sarkofag św. Carlo Acutisa, to ja jednak idę prosto do leżącej na drugim końcu miasta Bazyliki św. Franciszka, gdzie chciałbym odprawić Mszę Świętą. Docieram na czas i tu przeżywam małe déjà vu: otóż nie mogę wejść do bazyliki, jeśli się wcześniej nie zapisałem i nie mam biletu. Nie ma szans. Nawet dla księdza. Mój zarezerwowany termin weneracji ziemskich szczątek św. Franciszka przypada jutro rano, więc dzisiaj nie wejdę. Przypomniało mi się moje pierwsze Camino do Santiago, kiedy po pokonaniu ponad 800 kilometrów odmówiono mi i innym pielgrzymom wejścia na Mszę Odpustową w Bazylice św. Jakuba z racji na obecność króla Hiszpanii. Pamiętam, że wówczas byłem ogromnie rozczarowany (choć oczywiście popołudniu do sanktuarium wszedłem i Mszę odprawiłem), natomiast dzisiaj przyjąłem ten fakt z uśmiechem, a nawet z radością, że tylu ludzi przybyło na spotkanie ze św. Franciszkiem. W Asyżu nie można nie mieć w sobie pokoju, przynajmniej ja nie potrafię. 

A ponieważ jestem w miejscu, które kocham i znam, więc opcji na Mszę niedzielną mam wiele, ale wybieram taką najmniej oczywistą. Miasto jest dzisiaj wręcz „zawalone” pielgrzymami, więc wszystkie znaczące bazyliki i kościoły są pełne ludzi, a ja mam takie pragnienie, aby dopełnieniem tej pielgrzymki była Eucharystia, na której będę ja i ci wszyscy, których intencje niosłem w moim plecaku. Pewnie idealnie byłoby w Eremo delle Carceri, ale to jednak kawał drogi na piechotę i pod górę. Na szczęście od ubiegłorocznych rekolekcji kapłańskich, które przeżywałem tu z przyjacielem ks. Włodkiem, mam jeszcze jedno takie miejsce, a mianowicie XV-wieczną Kaplicę Pielgrzymów, którą opiekują się siostry franciszkanki. I tam właśnie, pośród niesamowitych fresków, odprawiłem Mszę we wszystkich intencjach, z którymi pielgrzymowałem. Potem miałem czas na wszystkie pozostałe miejsca, łącznie z Grobem Carlo Acutisa (bo niektóre intencje obowiązkowo tam miały być przedstawione) i wieczorną włóczęgą po uliczkach Asyżu.

Nazajutrz w poniedziałek miało miejsce moje spotkanie z ziemskimi szczątkami św. Franciszka. O godz. 9.00. Mogę tylko przekazać wielkie słowa uznania dla franciszkańskiej braci, że tak pięknie wszystko zorganizowali, natomiast nic wam nie powiem o tym, czego doświadczyłem podczas tych kilkudziesięciu sekund wzrokowego i duchowego kontaktu z Biedaczyną z Asyżu. To było zbyt intymne i zbyt mistyczne, aby znaleźć słowa, mam nadzieję, że każdy z was choć raz w życiu czegoś takiego doświadczy. Na szczęście wcześniej można było napisać swój list do św. Franciszka, dzięki Bogu, bo tam przy nim już nie byłem w stanie nic wyartykułować. Może poza prośbą: „Panie, uczyń mnie narzędziem Twojego pokoju”. 

I to był już prawie koniec. Prawie, bo moja droga powiodła jeszcze w dół, w kierunku Bazyliki Santa Maria degli Angeli, gdzie mieści się Porcjunkula, siedziba pierwszej wspólnoty franciszkańskiej i gdzie św. Franciszek przeszedł do nieba. Tam jeszcze odprawiłem Mszę dziękczynną i udałem się na stację PKP, aby pociągiem odjechać do Rzymu, a stamtąd samolotem do Polski. Z pokojem w sercu. I wielką tęsknotą. 

ks. Andrzej Antoni Klimek
Film z drogi | dzień 10

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!